Reigns na majowym tourze w UK, spoilery z SD... (zobacz)
Kolejne walki w karcie WrestleManii 35, wydar... (zobacz)
Jimmy Uso uniewinniony, Brie Bella kończy kar... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Blizny, alkohol i tatuaże
Autor Wiadomość
Vaclav 
Upper Midcarder



Wrestler: Raven, Mick Foley, CM Punk
E-fed: Vaclav
Wiek: 32
Dołączył: 25 Wrz 2004
Posty: 1854
Podziękował: 28
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Łuków
Wysłany: 2013-10-06, 22:21   Blizny, alkohol i tatuaże

Najbliższe okolice latarni morskiej wyglądały jak wojskowe ambulatorium rodem z serialu MASH. Porozkładani na noszach młodzi, wykształceni z wielkich ośrodków miejskich otrzymują niezbędną opiekę lekarską niesioną dłońmi wolontariuszy i wolontariuszek z szeregów młodzieżówki partii rządzącej. Ilość poszkodowanych pozwala przypuszczać, że doszło tu do potyczki w której udział wzięły dwie liczebne grupy. Zdziwienie musi budzić fakt, że jednak za te wszystkie sińce, lima, wybite zęby i inne obrażenia odpowiedzialność ponosi zaledwie jedna, łysa jednostka ludzka. Znaleźli się też tutaj dziennikarze różnych popularnych portali, gazet i telewizji. Popularnych wśród młodych z dużych ośrodków miejskich, ma się rozumieć. Ich zadaniem jest przekazać całemu krajowi mrożące krew w żyłach obrazy ofiar łysego faszyzmu, który podniósł nie tylko swój łeb, ale i obie ręce na fajnych, nowoczesnych Polaków. W środku tego zamieszania znajduje się Felipe Castro, który również został poddany staraniom prowizorycznej opieki lekarskiej. Na głowie bandaże, w kilku miejscach na ciele plastry. Stara się on panować nad sytuacją i nadzorować nie tylko opatrywanie rannych, ale również przekaz medialny idący w kraj. Nagle z mroków pobliskiego deptaka wyłania się postać Vaclava. Mecenas extremy doczekał się lepszych świadczeń zdrowotnych, a wiążę się to z posiadaniem przez niego statusu pracownika EWF. Zmęczony, strudzony ciężarem stoczonej walki co kilka kroków popijając piwo z butelki. Nic i nikt nie jest w stanie zmusić go do zmiany objętego kursu, o czym w bolesny sposób przekonuje się jeden z spoczywających na glebie młodych demokratów. Oto bowiem Wróg ludu przechodzi po nim nadeptując glanem na jego jamę brzuszną. Okrzyki oburzenia z strony „sanitariuszki” zbywa jakimiś warknięciami i nawet wykonuje pozorowany zamach butelką w jej stronę. Na szczęście dla niej butelka nie poszła w ruch. Vaclav dostrzegł wreszcie młodego Castro i skierował się w jego kierunku. Poziom piwa w szklanym opakowaniu drastycznie spada i jest bliski zeru, znaczy – dnu.

Vaclav: Filip, to już do tego doszło, że musisz stać… pod latarnią?
Felipe tylko milczy…
Vaclav: Widzę, że nadal jesteś w traumie po bliskim spotkaniu z rurą Gangsty…
Felipe(poddenerwowany): Bo tobie jest oczywiście do śmiechu po straconej możliwości zdobycia EWF World title? Tylko pogratulować humoru i dobrego samopoczucia.
Vaclav: Kipie wręcz radością, aż muszę ją ugasić piwem… (Dopija Perłę). Kiedy ty robiłeś za przysłowiowy półdupek zza krzaka, ja oklepywałem łysinę Szakala jak pewien brytyjski komik o imieniu Benny. Już nawet stage fatality miało pójść, ale Crazy wpierdolił się w to wszystko jak między wódkę a zakąskę. Tyle gadania o tym PCW, a nawet nie można sobie zrzucić przeciwnika na spotkanie z posadzką. Nie o takiem EWF żem walczył…
Felipe: PCW Polish title też straciliśmy.
Vaclav: I jak sądzisz, czyja to wina? (Nie czekając na odpowiedź) Głowa do góry, Filip. Jak to mawiają – nie ruszaj gówna, bo śmierdzi. No i chyba żeśmy wmaszerowali w najbardziej walący placek jaki leżał na drodze – Pierdolony Chlew Wrestling Pomyje title. Tylko niepotrzebnie przyciągnęło to uwagę koprolitów w postaci pierwszej nadwornej lamy – Gangsty. Dość już błędów i zabaw, czas na poważnie zabrać się do zajebania Crazyego, jako spuszczenia mu takiego łomotu, że jego mózg przyjmie to jako impuls do uruchomienia Parkinson mode i zajebania EWF World Title, czyli przywłaszczenia go sobie i pokazania środkowego palca całej tej wrestlingowej hołocie z tym moskiewskim parobkiem Kravenem na czele.
Głos z dołu: Jest nadzieja, komandorze. Crazy rzucił wyzwanie i szuka sobie nowego przeciwnika. Przy okazji – gratuluje panu…

Kamera oddala się do tyłu i widać, że obaj panowie stanęli po przeciwnych stronach leżącego na prowizorycznych noszach trzydziestoletniego młodzieńca.

Vaclav: Witam kolegę! Kolega sobie leży, a mnie właśnie skończyło się piwo. Co kolega z tym zrobi?
Mecenas extremy wydziela trzydziestolatkowi kopniaka w brzuch.
Vaclav: To nie czas leżany, promile umykają z organizmu! Wstawaj i myk – do sklepu po Perłę!
Kolejny kopniak, trzydziestoletni młodzieniec stęka z bólu.
Vaclav: Pogratulowałbyś byś mi dobrego wyboru marki. No już, daje ci znak do startu!

Wróg ludu okopuje trzydziestoletniego młodzieńca. Powstrzymuje go w końcu Felipe Castro.
Felipe Castro: Uspokój się! On nigdzie nie pójdzie, zwłaszcza po twoje piwsko.
Vaclav: Kurwa, wszystko muszę załatwić sam…

Mecenas extremy oddala się w swoim kierunku przy okazji „zahaczając” o leżących demokratów w młodym wieku.

Felipe Castro: Czekaj, powinniśmy przemyśleć wyzwanie Crazyego.
Vaclav: Nie dam mu odpowiedzi. Dam mu powód…

Vaclav znika w ciemnościach.

Ambulans opuścił bazę i ruszył w miasto przy akompaniamencie wyjącej syreny przy oprawie niebieskiego światła migającego koguta. Ktoś wybrał 999 i tak ruszyła cała procedura. Liczy się każda sekunda, bo gdzieś tam na chłodnej kostce chodnika leży ofiara brutalnych zwyczajów wielkomiejskiej dżungli. Niebieskie światło syreny przesuwało się po ścianach kolejnych budynków, czasami nieśmiało wślizgując się do zaułków stanowiących odstępy między nimi. W jednym z nich oświetlił na chwilę długowłosą postać opartą o jedną z ścian. Każdemu ruchowi towarzyszy szelest ramoneski narzuconej na czarną koszulkę. Bojówki moro mienią się dziwnym wzorem khaki w tym świetle.

Vaclav: Mówią, że przemoc nie przynosi rozwiązania naszych problemów. Pierdolenie, bo właśnie ona dostarczy mi pożądanych efektów i umożliwi realizację wyznaczonych celów. Super Crazy poszukuje godnego przeciwnika i oto ustawia się kolejka chętnych odpowiedzieć na wyzwanie. Ja co najwyżej mogę sprzedać kopa w dupę ostatniej stojącej w niej osobie by spojrzeć jak wszystko wyjebało się niczym domino gdzie każdy zasługuje na miano klocka. Kiedy każdy będzie chciał wykazać się ringowymi umiejętnościami, ja dam przykład grozy. Przypomnę wszystkim, że za blaskiem fleszy i wybiegiem komentarzy w Internecie kryje się danina sińców i myto spłacane krwią. Wrestling ma swoją mroczną stronę, o której nasz kochany champion nie chce pamiętać, ale ja mu o niej przypomnę wysyłając Franko do szpitala z OIOMEM jako adresem docelowym. Wariat doszukuje się honoru w szlachetnej rywalizacji rozpoczętej hendszejkiem, ja oferuję tylko podłość srogiego wpierdolu rozpoczętego splunięciem w rozdziawiony ryj zaskoczonego ścierwa które przez grzeczność mogę nazwać oponentem. Ale ja nie dbam o etykietę, no chyba że o tą z napisaną na niej ceną za piwo. Zatem Franko, szykuj się na masaż buzi zasponsorowany przez moje pięści – a ty Crazy przyjrzyj się uważnie, bo będzie to pierwsza z chuj wie ile paku ofiar hurtowej dystrybucji agresji jaki oddziela mnie od ponownego spotkania z tobą w ringu.

Wróg ludu wyciąga z kieszeni kurtki puszkę Perły mocnej i po otwarciu jej wypija firmowego Big łyka.

Vaclav: Gdyby uznać karierę w EWF do poruszania się po mieście, to właśnie Franko opuściłeś główną ulicę by zejść do ciemnego zaułku. Tu nie czeka cię nic dobrego, bo w jego mroku czają się tylko kłopoty. Nie będzie to techniczna debata o tym który znasz stoi wyżej na drabinie rankingów – to będzie bolesny dla ciebie monolog uderzeń pięści przeplatanych z stepowaniem glanami o twoją łysą czaszkę. Wlazłeś na mój teren gdzie na każdym murze widnieje słowo extreme, nie ma już dla ciebie odwrotu – chyba że na pokładzie karetki wyjeżdzającej stąd na sygnale. Możesz trzymać gardę i szykować się do ataku, adrenalina przyjebie ci do mózgu tak bardzo, że nawet nie spostrzeżesz plam krwi porozrzucanych dookoła niczym nagrobki na terenie cmentarza. To pamiątka po tych, którymi śladami podążasz teraz, a którzy mieli to nieszczęście stanąć z mną w ringu w walce bez zasad. Zasad może brak, ale cel jest jasny – zobaczyć jak drzwi od karetki przypierdalają ci w głowę na pożegnanie. Jeżeli wcześniej ową głową będę musiał zapoznać z twardością posadzki i samej karetki, tym lepiej dla mnie. Jeżeli masz już być moją pokazową ofiarą, to załaduje cię do karetki – opakowania z stylem, z wstążką w postaci strugi twej krwi. Tylko po to by rozpakowujący ten podarunek lekarz wyraził swój zachwyt barwnym pawiem, bo w ciągu iluś lat praktyki nie widział kogoś tak dotkliwie pobitego.

Mecenas extremy popija piwo, gdy karetka wraca z powrotem do szpitala. Podjeżdża ona pod izbę przyjęć, gdzie już czekają członkowie personelu. Wspólnymi siłami z obsługą ambulansu wyładowują noszę z jakimś poszkodowanym nieszczęśnikiem i przemierzają kolejne metry korytarza kierując się ku stosownej dla takich sytuacji Sali. Zauważamy, że na jednym z foteli zamontowanych po obu stronach korytarza ku wygodzie oczekujących zasiadł Vaclav. Rozgląda się on w lewo, w prawo i widocznie usatysfakcjonowany z wyników oględzin wyciąga z drugiej kieszeni kolejną puszkę Perły mocnej. Ponawia znane już czynności.

Vaclav(ocierając pianę z brody w rękaw ramoneski): Najgorsze jednak będzie to wyczekiwanie. Cała twoja wesoła kompania zasiądzie na tych fotelach a ich oczy skierowane ku drzwiom gabinetu będą wyczekiwać jakiegokolwiek ruchu mogącego zwiastować dobrą nowinę. Może taka nadejdzie, może owe oczy zapełnią się łzami. Nie uniosę się fantazją i nie zacznę wieszczyć prób zabójstwa – to zwykłe pobicie, do jakich polska ulica przywykła i jakich ślady możesz dostrzec na niezliczonej ilości sztuk kostki chodnikowej. Pewnie, zdobyłeś już trochę obycia i wizyta w szpitalu dla ciebie to nie pierwszyzna. Nawet obarczona groźbą kontuzji kończącej karierę. Ale…

Tu wróg ludu dla dramatycznej pauzy zażywa kolejnego łyka

Vaclav: Ale co będzie gorsze dla twoich bliskich – wyczekiwanie na wieści o twoim stanie zdrowia, czy oczekiwanie na bolesne konsekwencje narzucone przez tajemniczego AMVV? Czy może być coś gorszego od sfingowanej śmierci? Chyba tylko ta prawdziwa. Naprawdę, Amvi, posiadasz niezwykłą finezję. Twoje zdrowie! (toast wznoszony piwem z puszki). Moje metody są może mniej subtelne, ale liczy się skuteczność. I uwierz mi, Franko, chcę być cholernie skuteczny, co nie zapowiada się zbyt optymistycznie dla twej postaci. Nawet gdybym miał świadomie wepchnąć cię w pułapkę zastawioną przez waszego tajemniczego oprawcę, to nie zawahałbym się ani na sekundę. Lament Helenki, płacz Velveta, wściekłość Bidama będą dla mnie niczym napis: Misja spełniona. Im większy wymiar twego cierpienia, tym baczniej Crazy będzie się temu przyglądał. Co będzie potem, to już wasze zmartwienie, z mej strony nie spodziewaj się ani krzty współczucia, tudzież chwili zrozumienia. To brutalny biznes, gdzie silniejszy bierze to co chce, a słabszy jest dawcą. Niemniej będę łaskawy i podzielę się z tobą butelką piwa. Tylko uważaj by nie uderzyło ci ono do głowy…

Meceas extremy dopija piwo i opuszcza puszkę na czub glana, od którego odbija się ona z łoskotem.

Vaclav: Słyszałeś ten dźwięk? To aluminium napotkało stal. Zapytaj się teraz sam siebie – kto normalny nosi buty z czubami wzmacnianymi stalą? Zapewne, nikt normalny. Na zewnątrz możesz być spokojny, ale ja wiem że tam w środku targają tobą najróżniejsze emocje sięgające skrajności. Mienisz się Rzeźnikiem, marzysz o chwale bohatera, ale dobrze wiesz, że jestem złem jakiego wcześniej nie miałeś okazji ujrzeć w swoim życiu. Złem, które czerpie nie tylko radość z niszczenia, ale osiąga rozkosz z pozbawiania ludzi ich bohaterów. Tłamsić nadzieje, przekreślać aspiracje, deptać żelaznym butem ambicje – takie cię czekają atrakcje, „bohaterze.” Myślisz że jesteś tym, który mnie pokona na dobre? Nie, jesteś tym którego zgniotę jak tą puszkę i wyślę w niepamięć. Potem kolejnego i kolejnego, aż ten los spotka samego Crazyego. Spije się waszą agonią i narzygam na ostatnie spotkanie waszych dokonań. Tylko po to, by spojrzeć w swoje przepite odbicie w złotej powierzchni EWF World Title i wykrzyczeć głośno, że warto było.

Gabinet lekarski stał się miejscem spotkań dwóch ludzi – wspomnianego jego właściciela i przedstawiciela służb mundurowych, policjanta. Obaj zajęci są rozmową…

Lekarz: Liczne obrażenia wewnętrzne i ślady uderzeń na całym ciele, w tym twarzy, wskazują jednoznacznie na to iż pacjent padł ofiarą pobicia. Napastnik nie oszczędził nawet jego twarzy, dopuszczając się ataku na oczy i szczękę pacjenta. Mam nadzieje, że złapią panowie tego bydlaka, który mu to zrobił. Widać, że specjalnie się nad nim znęcał i musiał z tego czerpać olbrzymią satysfakcję.
Policjant: Tak jak pan prosił, doktorze, nie zabraliśmy pacjentowi dużo czasu. Niemniej z udzielonych informacji udało się nam przygotować wstępny portret pamięciowy napastnika. Już z mordy widać, że to wredny bandzior.

Policjant pokazuje lekarzowi sporządzony rysunek przedstawiający…. twarz Vaclava! Szybka zmiana kadru i rysunek przekształca się w samą facjatę Wroga ludu stojącego pod jakąś ścianą z wyznaczonymi poziomymi liniami.
Vaclav: Mówią, że przemoc rodzi przemoc. To dobrze, gdyż zamierzam być ojcem – autorem całej tej przemocy jaka spadnie na szereg ofiar rozpoczęty przez Franko. Co łączy je wszystkie? EWF. Motywem jest World Title, zaś winny tej zbrodni może być tylko jeden… I biorę pełną odpowiedzialność na siebie – za wasz ból, za wasze zakończone kariery, za truchło Kravena dyndające na sznurze, za koniec EWF… i początek nowego Extreme Wrestling Federation!

Odgłos zza kadru – Cisza, nie ruszać się! Flesz aparatu, biel i wreszcie ciemność.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group