Zapowiedzi SmackDown, Mixed Match Challenge i... (zobacz)
W jakim stanie naprawdę jest Jordan? Kulisy z... (zobacz)
Kolejna kontuzja Finna Balora? Nowy turniej d... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Odlotowy RP
Autor Wiadomość
SSAN-jak-rzeka
Jobber


Dołączył: 02 Gru 2012
Posty: 153
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2013-11-30, 17:54   Odlotowy RP

27.10.2013r. Iran, południe czasu tamtejszego, niezidentyfikowana baza wojskowa na pustyni. Kilka rozlatujących się wojskowych hangarów, a do jednego z nich przypięty łańcuchem on – gwiazda Extreme Wrestling Federation, właściciel Blood Guts Wrestling, mesjasz polskiego wrestlingu- Nas Jazzowski. Łysy, wychudzony, osłabiony, odwodniony. Jak pies na polskiej wiosce. Maślanymi oczami wpatruje się w niebo, po którym krążą równie wygłodniałe jak on sępy. Czekają na jego śmierć, nie ma co do tego wątpliwości. W sumie tym też nie różnią się od niego. Pragnie jej, bo już dawno stracił nadzieję, że uda mu się stąd wydostać. Już raz próbował i oto w jaki sposób się na nim zemścili.

Głos – Czas na lunch psie niewierny.

Blaszana miska wylądowała pod nogami Nasa, na niej kilka kości, niemal zupełnie wolnych od mięsa. To jednak nie przeszkadza naszemu bohaterowi. Łapczywie rzuca się ustami w kierunku pokarmu… ale nie jest w stanie go dostać. Miska jest zbyt daleko!

Nas – (jęk) Eeeee…. EEEEEE!!! OOOOUUU! AAAAA…

Żołnierz, który przed chwilą przyniósł mu pokarm słysząc błagalne jęki wrestlera obraca się i momentalnie zdaje sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Zbliża się do zawodnika, pochyla się aby przybliżyć ku niemu miskę i w tym momencie, zupełnie nagle i niespodziewanie, Nas chwyta zębami leżącą na spodku kość i dynamicznym ruchem żuchwy wbija ją w oczodół Irańczyka!!!!!!! Makabryczny widok! Krew tryska niczym z fontanny, co oczywiście nie umyka uwadze krążących na niebie sępów, które momentalnie zniżają się i zaczynają rozdziobywać głowę biednego żołnierza! Nas nie zwleka, nie ma na to czasu. Ciągnie za łańcuch, którym jest przyczepiony do hangaru. Raz, drugi, trzeci. W końcu udaje mu się zerwać, ale wyrywa przy tym kawałek budynku!

Wrestler błyskawicznie zrywa się na równe nogi i zaczyna biec, na razie sam nie wie gdzie, nie ma pojęcia dokąd uciekać, bowiem wokół jest sama pustynia. Jeśli czegoś nie wymyśli zaraz go dorwą! Strażnicy stojący na wieżach już zorientowali się, że coś jest nie tak, włączyli alarm. Trzech uzbrojonych w Ak47 biegnie w jego kierunku, ale Nas się nie zatrzymuje, bierze zamach łańcuchem, rzuca nim w ich kierunku, chwyta za pistolety i rozbraja ich! Przerażeni żołnierze zaczynają uciekać a Nas biegnie za nimi, wie że musi ich wykończyć nim zdołają się ponownie uzbroić. Dogania ich. Powala clotheslinem w tył głowy jednego, powala drugiego, powala trzeciego… i dostrzega ją. Dostrzega przepiękną rakietę produkcji radzieckiej typu topol. Samotną, pozbawioną ochrony, gotową do lotu. Nie zwleka ani chwili, bo nie ma na to czasu. Widzi bowiem jak z oddali, w jego kierunku zbliża się kilkadziesiąt czołgów. Są wyjątkowo szybkie, strzelają do niego, ale Nas sprytnie unika pocisków i jest coraz bliżej topola. Chce na niego wskoczyć, ale w ostatniej chwili zauważa, że ktoś cisnął w jego kierunku granat! Leci, jak spadnie będzie po nim. Chwyta więc stojące przy rakiecie krzesło i jak najwyższej klasy bejsbolista odbija tą śmiercionośną broń! Wskakuje na rakietę i pamiętając to czego nauczył go jeden z żołnierzy w Syrii odpala ją. Wyrzutnia się unosi. Czy zdąży? Czy zdąży uciec nim czołgi do niego dotrą? Wyrzutnia się unosi, ale naprawdę bardzo powoli. Czas płynie, a pojazdy pancerne są już coraz bliżej. Ostrzał jest coraz silniejszy, Nas czuje jak pociski o centymetry omijają jego głowę.

Nas – Szybciej, szybciej, szybciej, szybciej…

Stało się! Stało! Rakieta wystrzeliła a Nas na dobre wyrwał się z Irańskiej niewoli, pokazując swym oprawcom gest Kozakiewicz! Omal nie spadając przy tym na ziemię…

Nas – O takiego! Nie będzie w Iranie żadnego BGW!


====
Kilkadziesiąt minut później
====

Nas siedzi okrakiem na rakiecie i leci, w jednym ręku trzyma krzesło.

Nas – Kurwa, niewygodnie jest trzymać te krzesło. Nie mogę go jednak wyrzucić, bowiem muszę nim uderzyć pewnego wrestlera, kiedy już wrócę do EWF.

Wyjmuje z ust gumę i przykleja ją do rakiety, a następnie przytwierdza do niej irańskie krzesło!

Nas – Od razu lepiej.

=====
Kolejne kilkadziesiąt minut później
=====

Warszawa, plac przed siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Na placu rozbity namiot koloru różowego, przed którym koczuje Weronika Anna Miley Passent. Żona Nasa Jazzowskiego siedzi sobie na jakimś pieńku, z jedną nogą podniesioną do góry i maluje paznokcie, tak aby barwą współgrały z jej legowiskiem. Wtem, zupełnie nagle i niespodziewanie, z jej torebki dobiega dźwięk piosenki zespołu After Party, tej najbardziej znanej, albo prawie najbardziej. Ładnej i skocznej wszakże.

WAMP – (wymachując szaleńczo nogą) Bujaj się, bujaj się! Uła, uła! Uła, uła!

WAMP – O LOOOOOOOOOOOOOOOOOOL! Seryjnie to ty?

Nas – No.

WAMP – Ale jestem zaskoczona, bez kitu. Ja wiesz, maluje sobie paznokcie, a dzwoni telefon i ja odbieram, ale sobie wcześniej nucę piosenkę i się nie spodziewałam, że to ty w ogóle gdzie jesteś?

Nas – W kosmosie.

WAMP – O lol! Ale odlot! I co tam działasz?

Nas - Lecę na Kubę.

WAMP – No weź no, na Kubę?! (strzela focha) Wiesz, że ja tu na ciebie czekam?

Nas – Gdzie?

WAMP – U tego Radka, wiesz, tego co ten Niemiec ze śmiesznym imieniem był do niego podobny.

Nas – Jaki Niemiec?

WAMP – No ten z tym śmiesznym wąsem, co robią z nim takie jajcowe przeróbki na necie. (zaczyna się śmiać) Mówię ci jaka to jest beka! Ha ha! Jak on coś krzyczy po niemiecku a pod spodem napisane, że on niby się zdenerwował rachunkiem z pralni! Ha ha!

Nas - No spoko, ale co z tym Radkiem?

WAMP – Nic, powiedzieli mi, że jak do niego przyjdę to cię uwolni, ale on nie chce mnie wpuścić. Po policję nawet zadzwonił!

Kamera się oddala, oddala się jeszcze bardziej i jeszcze troszeczkę, a z każdym oddaleniem liczba oddziałów szturmowych policji, które zabezpieczają jednoosobowy heppening Weroniki rośnie. Stosunek sił to jeden do tysiąca. Nie licząc helikopterów i armatek wodnych.

WAMP - Ale skoro ty się znalazłeś to ja nie będę siedziała jak jakiś dureń, co nie?

Nas – Racja, nie ma sensu się narzucać.

WAMP – No właśnie! Pójdę do domu i zrobię jakąś szamkę. Chcesz coś z Maca? Nas! Chcesz coś z Maca?! NAS! (patrzy na telefon, który najwidoczniej się rozładował) Szieeeet! (rozgląda się wokół) No to przypał.

Weronika wykonuje ostatni ruch pędzelkiem do malowania paznokci, zakłada pantofelek i zostawiając na miejscu cały swój obóz zaczyna zbliżać się do jednego z policyjnych oddziałów. Ci natomiast, wzorem legionów rzymskich tworzą formację żółwia i poczynają się wycofywać do tyłu. WAMP jest jednak szybsza, dopada do nich i zaczyna pukać w jedną z tarcz.

WAMP – Ej ziomek. (puka mocniej) Słyszysz mnie? (puka w tarczę policjanta obok) Kurde, co z wami? Głusi jacyś czy co. (obraca się i pokazuje palcem na swój namiot) Weźcie nigdzie nie idźcie, bo ktoś może mi zajumać namiot, dobra? Ja tylko skoczę do Maca i kupię Nasowi cztery czisy i szejka waniliowego a potem z nim przyjadę i go zabiorę, dobra? On jest na Kubie, ale zaraz wróci bo mu powiedziałam, że na niego czekam. Jutro może, ale pojutrze to max. Oka? (brak odpowiedzi) Dobra, elko chłopaki.

Tak oto właśnie Weronika Anna Miley Passent pożegnała się z dzielnymi funkcjonariuszami i z wrodzoną sobie gracją udała się do McDonalda, po obiecaną ukochanemu kolację.

Tymczasem Nas, niewzruszony przerwanym połączeniem nadal przemierzał przestworza na radzieckiej rakiecie typu topol. Silny wiatr bez wątpienia mógłby wiać mu we włosy gdyby nie fakt, że Irańczycy w obawie przed zawszeniem nie ojebali go na łyso. Nie było mu ciepło, uwierzcie nie było, zimno było przeszywające, ale nasz bohater nawet się nie skrzywił, nie odczuwał nawet najmniejszego dyskomfortu, bo miał w swoim życiu cel. Szczytny cel. Dotrzeć na Kubę, do hali, w której odbywała się Wrestlepalooza. Ten moment natomiast zbliżał się nieubłaganie, Nas podświadomie czuł, że znajduje się w przestrzeni powietrznej należącej do sędziwego Fidela Castro. Instynkt podpowiadał mu aby się zniżyć, że nadszedł czas na zbadanie terytorium z bliska. Objął więc rakietę oburącz, jak dziecko wracające ze szkoły swoją ukochaną matkę i ze wszystkich sił się pochylił, a w ślad za nim poszedł kilkutonowy topol. Potężna rakieta nie była w stanie postawić nawet najmniejszego oporu w konfrontacji z siłą byłego FTW champa. I spadali tak, razem, coraz niżej, niczym odurzeni miłością kochankowie. Ziemia była coraz bliżej, na horyzoncie zaczęły malować się zarysy budynków, niemal niewidoczne dla oczu zwykłych śmiertelników, dla Nasa wszystko było jednak klarowne. Swym sokolim wzrokiem dostrzegł hawańską halę i już wiedział, że musi wykonać zdecydowany ruch barkiem, aby zmienić tor lotu o 23 stopnie. Zrobił to bezbłędnie, przeczuwał to, a przeczucie stawało się coraz mocniejsze, im ziemia stawała się bliższa. Już tylko sekundy dzieliły go od zderzenia z budynkiem, ułamki sekund, ale wtem gołąb z nieba zstąpił i Nas chcąc uniknąć rychłego osrania, po raz kolejny zamachnął się barkiem, skręcił rakietą, uniknął gówna, ale nie zdążył już wrócić tam gdzie zaplanował wcześniej. Na jakiekolwiek korekty było już za późno, nawet on nie był w stanie nic zrobić. NIC. NIC. NIC. NIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIC. Uderzył w budynek! Uderzył! PRZEBIŁ DACH! WPADŁ! WPADŁ DO KAFETERII!!!

To znaczy nie wiemy, że jest to kafeteria, bowiem na razie widać tylko tuman kurzu. Jednak zaraz się dowiemy, już za chwilę, w momencie kiedy spośród obłoków dymu, wyłoni się on – Nas Jazzowski. Z wrodzoną gracją, subtelnym ruchem dłoni doprowadza się do porządku i znów, mimo setek niebezpiecznych przygód, jest elegancki jak zwykle. W stu procentach gotowy do łamania serc niewieścich i odnoszenia kolejnych triumfów na ringach Extreme Wrestling Federation. Czy jednak ktoś go widzi? Czy któremuś z fanów dane jest delektować się tym spektakularnym powrotem? Nie, bowiem wszyscy zafascynowani są toczącym w tym momencie main eventem. Wszyscy z wyjątkiem jednego, najwierniejszego, który czekał na ten powrót od kilku miesięcy, dzień i noc, każdą sekundę spędzał w kafeterii licząc, że ten moment kiedyś przyjdzie i oto właśnie nadszedł, nadszedł czas radości!

Ghul – (unosi w górę kufel) Niech żyje Nas Machabeusz! Nowy Lew Judy! Prawdziwy książę z domu Dawida!

Stały bywalec kafeterii bierze duży łyk piwa za zdrowie Nasa, nie zważając że połyka przy tym całą masę gruzu, który wpadł tam po wybuchu.

Ghul – (bujając się na boki śpiewa piosenkę) To ten, co z nieba zstąpił, z naaami, zamieszkał tuuu i wziął mieszkanie swoje, w tej kafeeeteriii!

Nas – (rozpościera ramiona) Ghul, przyjacielu!

Ghul – (z niedowierzaniem patrzy na Jazzowskiego) Naprawdę, mogę?! Mogę wpaść w twoje objęcia?!

Nas – (uśmiecha się po ojcowsku) Śmiało!

Panowie ściskają się po przyjacielsku. Ściskają. Ściskają. Ściskają. Już nie wygląda to tak jakby ściskali się po przyjacielsku, co Nasowi chyba odrobinę przeszkadza, stara się oderwać od siebie Ghula, ale ten jest tak rozradowany tym powrotem, że nie za bardzo chce puścić. W końcu się jednak udaje. Zapada chwila milczenia. Dłuższa chwila. Naprawdę długa chwila. Milczenie staje się niekomfortowe.

Nas – Jak zdrowie?

Ghul – A dziękuję, na razie – odpukać – dopisuje.

Kolejny moment milczenia.

Nas – A co u… (popada w zamysł) Ghul, czy my kiedykolwiek ze sobą rozmawialiśmy?

Ghul – Nie.

Nas – Nigdy?

Ghul – Nigdy.

Nas – Na 100%?

Ghul – Na 123!

Nas – Ale zupełnie, nawet krótko?

Ghul – Moje peany były raczej jednostronne, nie odpowiadałeś na nie.

Nas – (drapie się po brodzie) To dziwne, w takim razie za co ja cię lubiłem?

Ghul – (zachwycony) Lubiłeś mnie? I nadal lubisz?!

Nas – (ponownie drapie się po brodzie) Nie wiem… Chyba tak. Lubię, nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. (rozgląda się dookoła) Dlaczego tutaj tak pusto? Gdzie jest towarzystwo?

Nassjasz krokiem dobrego gospodarza przemierza trochę zniszczoną kafeterię, omija rakietę, podchodzi do barku, w niektórych miejscach porośniętego pajęczyną.

Nas – Ghul, tylko mnie nie okłamuj, czy wszystko jest w porządku?

Ghul – (łamiącym się głosem) Nie… Nie jest nawet trochę w porządku… Odkąd cię porwano, nasza ukochana kafeteria popadła w zapomnienie… Nasza zgrana paka… rozpadła się. Grabarz już tu nie zagląda, Fat Boy i Tugboat gdzieś zaginęli, Krzyżacy udali się do Syrii licząc, że cię odbiją… Dzwonili tydzień temu, rozbijali tymczasowy obóz pod Radomiem.. A Pani Weronika, ona w ogóle się załamała, wrzuca na arabskiego Instagrama twoje zdjęcia z nadzieją, że ktoś ma jakieś informacje.

W tym momencie Ghul wyjmuje swojego androida i pokazuje Nasowi jedno ze wspomnianych zdjęć z podpisem „ale zmuła, Nas dalej się nie znalazł. ;((( weźcie ogarnijcie Turbany i pomóżcie. xD”.

Nas – O matko! Pod Radomiem? (gorączkowo wyrywa Ghulowi telefon) Miejmy nadzieję, że jeszcze tam nie dotarli!

Jazzowski wystukuje numer na klawiaturze, a ekran dzieli się na dwie części. Po prawej kafeteria, po lewej – Radom, a właściwie rondo, na którym kręcą się nasi ukochani Morgion i Thunder.

Nas – Morgion! Czy wy…

Morgion – Nasie, nie lękaj się, już zmierzamy ci z odsieczą, kolejne kręgi piekielne Radomia przemierzamy i wkrótce odbijemy cię z rąk niewiernych czarnuchów.

Nas – Właściwie to nie ma już takiej potrzeby, sam się odbiłem i siedzę sobie w kafeterii na Kubie. Możecie sobie darować.

Morgion – (unosi w górę swój miecz) Niech żyje Nas Machabeusz! On dłońmi własnymi zerwał łańcuch go ciemieżący. Chwała i cześć Nasowi!

Thunder – Chwała! Chwała! Chwała!

Krzyżacy są zachwyceni, czego nie można niestety powiedzieć o mieszkańcach Radomia, którzy wkurwieni tym, że rycerze blokują im rondo, tworząc kilkukilometrowy korek, trąbią i wykrzykują słowa niemal tak brzydkie jak ich miasto.

Morgion - Racz na nas poczekać na tej Kubie, bowiem największym honorem dla nas, Krzyżaków, byłoby złożenie ci hołdu, o zbawco polskiego wrestlingu!

Nas – Spoko, bankowo będę czekał.

Morgion – Nim zdążyć mrugnąć swym boskim okiem, już klęczeć będziemy przed twem obliczem.

Krzyżacy – Na Kubę! Na Kubę marsz!

Z tym okrzykiem na ustach rycerze wsiadają do stojącego w korku PKSu(a?), a my ponownie przenosimy się do kafeterii.

Ghul – (niesamowicie podekscytowany) I co, i co, jadą tu? Krzyżacy przyjadą na Kubę?!

Nas – (oddaje Ghulowi telefon) Na to wygląda.

Ghul – (wyskakuje pod sam sufit) Hura! Jeszcze tylko Grabarz, WAMP i kafeteria odzyska swój dawny blask! (wystukuje numer na klawiaturze) Nie ma co zwlekać, należy jak najszybciej zadzwonić do Grabarza, ale się ucieszy!

Nas - (wykrzywia twarz w dziwnym grymasie) Nie wydaje mi się aby był to najlepszy pomysł..

Ghul – (zszokowany) Jak to?!

Nas – (mówi wolno i ostrożnie) Grabarz z pewnością ma na głowie masę ważnych spraw, nie ma sensu go rozpraszać, o wszystkim dowie się w swoim czasie. Poza tym…

Jazzowski podchodzi do rakiety, którą wleciał do kafeterii i odrywa od niej przyklejone na gumę do żucia krzesło.

Nas – Ktoś już na mnie czeka.

===========

Czarne tło, na którym stoją tylko dwa krzesła, na jednym z nich siedzi Nas Jazzowski, na drugim nasz umiłowany reporter Mariusz Max Kolanko.

Mariusz Max Kolanko – Witam państwa serdecznie w pierwszym i zapewne ostatnim odcinku mojego programu „Niezwykłe przygody zwykłych wrestlerów”! Dziś moim gościem jest człowiek, którego znamy od podszewki, a mimo to potrafił nas zaskoczyć, a nawet zszokować, przemierzając drogę z Iranu na Kubę, na radzieckiej rakiecie typu topol.

Nas - … Nas „Rakieta” Jazzowski.

Mariusz Max Kolanko – Słucham?

Nas – Chcę aby od dziś nazywano mnie Nas „Rakieta” Jazzowski.

Mariusz Max Kolanko – Nas, uwierz mi, nie chcesz.

Nas – (zdziwiony) Nie chcę? Wydaje mi się, że dodaje to moim personaliom wiele respektu.

Mariusz Max Kolanko – Nie powiedziałbym.

Nas – Myślisz, że moi oponenci mogą to wykorzystać?

Mariusz Max Kolanko – Myślę, że ksywa „rakieta” stanie się obiektem drwin i materiałem na co najmniej 80 speechów. Będzie czymś na wzór starości Sandmana, alkoholizmu Scythera, dwulicowości Toola czy smrodu Vaclava.

Nas – (krzywi się naprawdę bardzo) Aż tak?

Mariusz Max Kolanko – A nawet bardziej.

Nas – Odwołuję więc swoje życzenie.

Mariusz Max Kolanko – Dzięki Bogu.

Nas – Rozumiem, że mamy w zanadrzu ważne tematy, ale pozwól, że cię o coś zapytam, bo ciekawość mnie zżera. Mogę?

Mariusz Max Kolanko – Oczywiście.

Nas – Dlaczego masz pod okiem pizdę, którą widać nawet po make-upie?

Mariusz Max Kolanko – Jeden z wrestlerów mnie tak urządził.

Nas – Który?

Mariusz Max Kolanko – (głos grzęźnie mu w gardle, pot spływa z czoła) Maxi… Master…. Mistrz.

Nas – We trzech cię zaatakowali?

Mariusz Max Kolanko – Nie, to jest jeden zawodnik. Jedno ciało i jedna dusza. MaxiMasterMistrz.

Nas – Czy to jakiś potomek Flying Mena? Kuzyn może?

Mariusz Max Kolanko – Nic mi o tym nie wiadomo. (zupełnie nagle bystrzeje, jakby przypomniał sobie, że nie o tym powinien mówić) Dobrze Nas, nie ja jestem bohaterem dzisiejszego programu…

Nas – Mi się akurat wydaje, że twoja historia jest bardziej niezwykła niż moja podróż rakietą z Iranu na Kubę.

Mariusz Max Kolanko – Ale ja nie jestem wrestlerem.

Nas – To wcale nie usprawiedliwia wpierdolu od MaxiMasterMistrza.

Mariusz Max Kolanko – (ewidentnie zaczyna się irytować) Dobrze. Koniec. Już. Koniec o mnie. (zagląda w kartkę) Porozmawiajmy o twoim powrocie. Oczywiście nie o samej podróży rakietą, bo na ten temat powstaje oddzielny reportaż, z którego będziemy mogli się dowiedzieć zarówno o tym jak żyło ci się w Syrii i Iranie, jak i o tym w jaki sposób stamtąd zbiegłeś i jak przebiegła twoja podróż.

Nas – To o czym będziemy rozmawiać?

Mariusz Max Kolanko – Chciałbym abyśmy skupili się na sprawach stricte wrestlingowych. Ostatnimi czasy wiele osób narzekało, że w Extreme Wrestling Federation brakuje gwiazd, main eventerów z krwi i kości, którzy potrafiliby samodzielnie sprzedawać gale. Właściwie tylko SR Crazy’ego można zaliczyć do tego grona. Teraz ty jesteś drugim. Twój powrót zwiastuje lepsze czasy EWF?

Nas – Nie jestem co do tego przekonany.. ta decyzja o powrocie.. cóż, nie była do końca przemyślana, ujmijmy to w ten sposób.

Mariusz Max Kolanko - Co chcesz przez to powiedzieć?

Nas – EWF nie jest mi potrzebne.. jest mi zupełnie niepotrzebne.. byłem Evolution champem, FTW champem, Tag Team champem.. walczyłem z najlepszymi z najlepszych.. wygrywałem z najlepszymi z najlepszych na największych galach w historii.. zakończyłem karierę największego z największych.. i co?

Mariusz Max Kolanko - Ciągle pozostaje to jedno, niedoścignione pragnienie – World title.

Nas – Pas sam w sobie nie stanowi dla mnie żadnej wartości.. Od zawsze największym bodźcem był jego posiadacz.. kiedy Scyther był World Champem – chciałem World title, kiedy Psycho był World Champem – chciałem World title, kiedy Tool był World Champem – chciałem World title.. W gruncie rzeczy nigdy nie kierowała mną statystyka tylko zwykłe pragnienie bycia najlepszym.. dziś, kiedy realne szanse na zdobycie najważniejszego tytułu w historii polskiego wrestlingu ma Vaclav, jaką to wszystko ma kurwa wartość? JAKĄ?! To ma być te moje niedoścignione pragnienie? Być może na zawsze.. być może jestem obecnie w tak podłej formie, że polegnę nawet i z Vaclavem.. nawet z Franko.. z jakimś kurwa MaxiMasterMistrzem.. ale to nie wina moich umiejętności.. to wina ich umiejętności.. a raczej ich nieudolności.. Od początku istnienia Extreme Wrestling Federation kolejny mistrz był lepszy od poprzedniego.. każda zmiana tytułu wiązała się z postępem.. i Tool to wszystko spierdolił.. Tak, zdecydowanie to najszczersza rzecz jaką powiedziałem do tej pory – zmierzch panowania Toola to zmierzch epoki wielkich mistrzów.. Phantom zgasił światło na arenie polskiego wrestlingu.. w tym momencie ja nie widzę celu, a cała reszta uparcie błądzi po omacku.. nie jest tak?

Mariusz Max Kolanko - To bardzo mocne słowa, EWF ciągle zatrudnia wielu bardzo utalentowanych zawodników.

Nas – (wzdycha głęboko) Doprawdy? Bo ja, szczerze mówiąc, nie widzę tu żadnego talentu.. ŻADNEGO.. obecny roster można podzielić jedynie na kompletne beztalencia i rzemieślników, którzy są tu od zawsze, a swoją aktualną pozycję zawdzięczają mieszance niezwykle dla nich szczęśliwego splotu okoliczności i wytrwałości.. Nie chcę zostać źle zrozumiany – wytrwałość to nader pozytywna cecha, ale na litość boską, przestańmy ją gloryfikować.. Przestańcie wmawiać ludziom, że tylko niebo jest limitem.. że mogą osiągnąć wszystko, absolutnie wszystko, dzięki wytrwałości, ciężkiej pracy i determinacji.. bowiem ten frazes to największe przekleństwo dzisiejszych czasów.. Jeżeli nie masz do czegoś predyspozycji, nie jesteś do czegoś stworzony, nic nie zapewni ci sukcesu.. NIC.. Jeżeli jesteś brzydką, genetycznie grubą dupą z zezem i zakolami, nie istnieje nawet cień szansy, że znajdziesz się na okładce Playboya.. Zanim to kurwa wszystko naprawisz, schudniesz, skorygujesz spojrzenie, doczepisz sobie włosy, będziesz dupą starą, a co za tym idzie, dupą nadal brzydką.. rozumiesz? I szczerze wątpię aby okupacja gabinetu naczelnego cokolwiek zmieniła.. nie znaczy nie.. wyobrażasz sobie, żeby Jasiek Mela został pogromcą Phelpsa? Nawet gdyby spędzał w tym pieprzonym basenie ¾ swojego życia w połowie drogi odpadłaby mu ręka albo noga i poszedłby na dno.. i co mu wtedy powiesz, że za mało się starał? Zrobisz to niepełnosprawnemu?! (pauza) Zdaję sobie sprawę z tego jak gorzki jest wydźwięk tych słów dla przeciętnego widza.. ale dla moich przeciwników.. nie sądzę, doprawdy nie sądzę, aby uznali to za coś kontrowersyjnego.. uświadomiłem to sobie chwilę przed porwaniem, a utwierdziłem w tym tuż po powrocie.

Mariusz Max Kolanko - Co dokładnie masz na myśli?

Nas – Przecież to niespotykane aby jeden zawodnik mówił drugiemu, że nie jest tej federacji potrzebny.. to kurwa jakaś anomalia, z którą nie spotkałem się ani razu w swojej dotychczasowej karierze.. jestem w tej federacji dobrych kilka lat, stoczyłem kilkadziesiąt walk, dorobiłem się paru wrogów, ale żaden z nich nigdy mi nie powiedział, że jestem niepotrzebny.. żaden z nich nie chciał abym opuścił tą federację z własnej woli.. oni chcieli mnie zdominować, upokorzyć, udowodnić swoją wyższość, wręcz przejąć nade mną kontrolę.. natomiast SR Crazy.. ten sam SR Crazy, który tak was wszystkich ekscytuje.. którego dominacja robi na was tak olbrzymie wrażenie potrafi jedynie wystosować śmieszny komunikat, że nie jestem tej federacji potrzebny.. i to jest kurwa pewien niuans, o którym niektórzy raczyli zapomnieć, kiedy ich ukochany mistrz ubolewał potem nad brakiem oponentów godnych walczyć o jego pas.. kazał mi odejść, kazał mi kurwa odejść, rozumiecie?! Jakby to wszystko było jego, jakby po zdobyciu pasa cała federacja stała się jego własnością.. a kiedy to się stało, kiedy te nieokiełznane dzikusy zabrały mnie do piekła, on śmiał urządzać jakieś ckliwe wspominki.. doprawdy żenujący, nieudolny spektakl, jakby to ujął Niesiołowski.

Mariusz Max Kolanko - Chciałbyś się teraz zemścić? Odebrać mu tytuł?

Nas – Nie wyraziłem się jasno, kilka zdań wcześniej? NIE INTERESUJE MNIE WORLD TITLE.. nie interesuje mnie walka z Sr Crazym.. nie ma przeciwników? To jego problem z kim będzie bronił swojego skarbu.. nad kim będzie udowadniał swoją wyższość.. w jaki sposób da swoim fanom emocje których tak łakną.. Nas Jazzowski nie jest zainteresowany zaspokajaniem potrzeb jego i jego wielbicieli.. jeśli Szaleniec mnie nie potrzebuje, jeśli sądzi, że to on jest mesjaszem tego biznesu.. że może nieść całe EWF na swoich barkach.. sprzedawać Wrestlepaloozy swoim nazwiskiem, proszę bardzo.. niech broni tytułu z miernotami pokroju Vaclava, Franko, Bidama czy Bane’a.. zupełnie mnie to nie interesuje.. ZUPEŁNIE.

Mariusz Max Kolanko - Muszę przyznać, że jestem zszokowany. Jasno deklarujesz rezygnację ze swojego największego pragnienia w chwili, kiedy jego realizacja wydaje się najłatwiejsza w karierze!

Nas – (klaszcze) Brawo, w końcu zrozumiałeś.

Mariusz Max Kolanko - Przepraszam, ale to trudne do pojęcia, to zupełnie wbrew logice. Mówisz o tym jednak w bardzo wiarygodny sposób, nie mam prawa ci nie wierzyć, chociaż podejrzewam, że – jak to we wrestlingu bywa – twoje stanowisko ulegnie jeszcze zmianie.

Nas – Nie potrzebuję World Title żeby wiedzieć, że jestem najlepszy.. jeżeli ktokolwiek uważa inaczej, jest idiotą.

Mariusz Max Kolanko - Nie musisz udowadniać, że jesteś najlepszy, nie chcesz World Title, nie chcesz zbawiać EWF, w takim razie po co wróciłeś?

Nas – Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Wskoczyłem na rakietę i po prostu – wróciłem.

Mariusz Max Kolanko – Więc w obecnej sytuacji perspektywy na najbliższe gale wydają się jasne – Franko nie odpuści ci tego chair shota.

Nas – Oczywiście, że nie odpuści.. to chyba jasne, że nie odpuści.. zadeklarował to jasno chwilę po tym niefortunnym zdarzeniu.. jakże mógłby przepuścić tak wyśmienitą okazję.. co mogę więcej powiedzieć?

Mariusz Max Kolanko – Ostatnimi czasy Franko naprawdę urósł w rankingach Extreme Wrestling Federation.

Nas – I dlatego nadal.. po trzech pieprzonych latach kariery.. jego największym sukcesem jest posiadanie Evolution title?

Mariusz Max Kolanko – To tylko potwierdza tezę jak mocnym jest zawodnikiem – nikt nie jest w stanie odebrać mu tytułu.

Nas – Słyszałem, że niebawem postara się to zrobić Craig Crawford, a na swoją szansę czai się także MaxiMasterMistrz.. mam rację?

Mariusz Max Kolanko – Rzeczywiście, tak to wygląda.

Nas – (powstrzymuje się od śmiechu) Chciałbyś coś dodać? Bo ja absolutnie nie.

Mariusz Max Kolanko – Niestety ale nasz czas powoli się kończy i nawet jeśli, to nie mogę sobie na to pozwolić. (wstaje) Dziękuję ci za rozmowę i mam szczerą nadzieję, że jednak odnajdziesz jakiś sens w swoim powrocie do Extreme Wrestling Federation.

Nas – (wstaje i ściska dłoń Maxa) Również dziękuję Maxiu, było bardzo miło.

====

To mój pierwszy RP po długiej przerwie i nie mam pojęcia jak to wszystko wyszło. Z góry dziękuję wszystkim, którzy udzielą mi jakichś rad, wskazówek, bo to naprawdę wiele dla mnie znaczy i pomoże stać się lepszym zawodnikiem.
 
     
Robespierre 
Lower Midcarder
imperator



Wrestler: Han Hye Jin
E-fed: Tony Hogański
Dołączył: 24 Mar 2006
Posty: 424
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Piotrogród
Wysłany: 2013-11-30, 20:54   

SSAN-jak-rzeka napisał/a:
To mój pierwszy RP po długiej przerwie i nie mam pojęcia jak to wszystko wyszło. Z góry dziękuję wszystkim, którzy udzielą mi jakichś rad, wskazówek, bo to naprawdę wiele dla mnie znaczy i pomoże stać się lepszym zawodnikiem.


Brakuje mi tu detalu w jakim kolorze było krzesło. Musisz nad tym popracować, bo to ważne.
_________________

 
 
     
SSAN-jak-rzeka
Jobber


Dołączył: 02 Gru 2012
Posty: 153
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2013-11-30, 23:05   

Robespierre napisał/a:
Brakuje mi tu detalu w jakim kolorze było krzesło. Musisz nad tym popracować, bo to ważne.


Wow! Dzięki! Nie pomyślałem o tym! Obiecuję poprawę od następnej erpozki.

Może ktoś jeszcze się wypowie?! Dawajcie no! Nawet głosy początkujących są dla mnie ważne!
 
     
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2013-12-01, 11:14   

Cytat:
Wow! Dzięki! Nie pomyślałem o tym! Obiecuję poprawę od następnej erpozki.


No myślę, że się poprawisz - takiego badziewia wolałbym już w Twoim wykonaniu nie czytać. Niespójna fabuła, tandetne efekciarstwo, niepotrzebna przemoc i kompletny brak rysu psychologicznego tak ważnych postaci jak krzesło, czy rakieta, pojawiająca się znikąd guma do żucia i niepotrzebne zniszczenia w należącej do EWF kafeterii, to wszystko składa się na "dzieło" doprawdy żenujące. Ale pisz, bo trening czyni mistrza. Zawsze pozostaje też nadzieja, ta ostoja słabych i zagubionych - nawet kiedy materiał wyjściowy nie rokuje zbyt dobrze...
 
     
funk 

Wrestler: Macho Man
E-fed: MaxiMasterMistrz
Dołączył: 02 Sty 2013
Posty: 22
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Śląsk
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2013-12-01, 15:49   

W tekście brakuje imion sępów i policjantów, co rzuca się w oczy. Nawet początkujący ci to powie. To znaczy ja.
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group