Zapowiedzi SmackDown, Mixed Match Challenge i... (zobacz)
W jakim stanie naprawdę jest Jordan? Kulisy z... (zobacz)
Kolejna kontuzja Finna Balora? Nowy turniej d... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Czarna Maska i Wielki Bal
Autor Wiadomość
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2014-01-12, 17:48   Czarna Maska i Wielki Bal

- No i co na to powiesz? - Helenka pojawia się przed Rzeźnikiem jak zjawa. Jest ubrana w oszałamiającą suknię balową, która więcej odsłania niż zasłania. Do tego dochodzą perfekcyjnie ułożone włosy i biżuteria, na którą jeszcze kilka miesięcy temu zwyczajnie nie było jej stać. Menadżerka zastyga w dumnej pozie tuż przed oczami naszego bohatera.

- Zajebista. – Zgodnie z prawdą odpowiada rozpostarty w fotelu Franko. – Zawsze do twarzy było Ci w czerwieni.

- To wyjątkowo rzadki odcień burgunda, ćwoku – towarzyszące tej wypowiedzi westchnienie jakoś nie wzrusza zamaskowanego – wiesz, ile ja się go naszukałam?

Franko chyba nie wie, bo milczy. Helenka wzdycha ponownie i krytycznie spogląda na swoją tonącą w czerwieni (burgundzie?) talię.

- Wiecie, to nie do końca dobrze leży. Może dałoby się...

Gwiazda jednej z ubiegłorocznych edycji „Playboya” wraca za kotarę, zza której wcześniej wyszła. Na chwilę miga nam postać Velveta Lee i jakieś bliżej nieokreślonej młodej damy uzbrojonej w krawiecką miarkę, po czym kotara z szelestem zasuwa się. Dobiegają zza niej stłumione odgłosy ożywionej dyskusji.

Franko siedzi w fotelu, cierpliwy i nieruchomy. Przez chwilę przyglądamy się mu, ale to niezbyt ciekawe zajęcie, możemy więc przejść do kontemplowania wszystkiego, co go otacza. Obok okupowanego przez naszego bohatera fotela stoi szklany stolik, a na nim kilka czasopism i pilot od wiszącego na ścianie telewizora. Sama ściana jest pomalowana w przyjemne, ciepłe kolory. Wiszą na niej jakieś draperie i lustra.

Nic szczególnego się nie dzieje.


Teraz też nie.


Nadal nic.


Franko leniwie zerka na zegarek.


Czas płynie. Spojrzenie zamaskowanego wędruje w stronę czasopism i po chwili nasz bohater bierze do ręki jedno z nich. Przez chwilę przygląda się okładce tego poczytnego tygodnika i z jego ust wyrywa się ciche, wyzute z wesołości parsknięcie. Dostajemy zbliżenie i widzimy to samo, co Rzeźnik – na okładce pisma widnieje zdjęcie półnagiego Nasa Jazzowskiego, stojącego z rozpostartymi w parodii ukrzyżowania ramionami i koroną z drutu kolczastego na czole. Poniżej widnieje krzykliwy napis: „MESJASZ, CZY OSZOŁOM?”

- Jakby musieli pytać - mówi Franko nie adresując tych słów do nikogo konkretnego – wszędzie pełno tego palanta.

- Mówiłeś coś?! – Helenka wystawia głowę zza kotary.

- Nie.

Hela odsuwa kotarę i prezentuje się Butcherowi w kolejnej, w zamyśle oszałamiającej, kreacji.

- Co o niej sądzisz? – pyta, okręcając się wokół własnej osi.

- Zajebista. Mówiłem już, że w czerwieni Ci do twarzy.

- To amarant, bałwanie.

- Wygląda jak czerwony.

Helenka wydaje z siebie bardzo, ale to bardzo ciężkie westchnienie.

- Mężczyźni... a to co? Znowu ten goguś? Sklepałbyś go jak należy, a nie bawił się w wojny podjazdowe...

Butcher nie odpowiada – po prostu wykrzywia usta w paskudnym uśmiechu i rzuca czasopismo z powrotem na stół. Jego przyjaciółka kontynuuje:

- Naprawdę, strach lodówkę otworzyć, żeby tej gęby nie zobaczyć. Jego, albo tej – (w tym momencie twarz Helenki wyraża skrajne obrzydzenie) – lafiryndy. Ja nie wiem, co się z tymi ludźmi porobiło, jakby jakaś choroba im mózgi wyżarła normalnie! Przychodzi taka lala w której organicznych części jest może z 80 procent – reszta to silikon – i zgarnia nagrodę dla najlepszego menadżera?! Ogarniasz to, Franko?! Rozumiesz?! Bo ja za cholerę nie mogę! I jeszcze wypisują na tych ćwierkadłach i innych internetowych wynalazkach, że ujęła ich jej naturalność! Naturalność, kurwa! Naturalność! TO jest naturalność (wskazuje na swój biust) – te cudeńka to czysta, nieskażona skalpelem natura! No ale oni wolą tą... tą... tego cyborga!

Helena kręci z niedowierzaniem głową, po czym udaje się za kotarę mówiąc, że to i owo tu i ówdzie jej się wrzyna, która to deklaracja budzi wyraźną konsternację Velveta i jego towarzyszki.

Kotara się zasuwa. Franko sięga po pilota od telewizora i bez większego entuzjazmu zaczyna „skakać” po kanałach. Reklama, reklama, „gadające głowy”, kolorowe reality show, znowu reklama i jeszcze trochę reklam. W końcu na ekranie pojawia się Max Kolanko przeprowadzający wywiad z naszym bohaterem.

Rzeźnik podkręca dźwięk i przygląda się swojemu telewizyjnemu wcieleniu z czymś na kształt zainteresowania:


- ... no, trochę mnie spałowali – mówi Franko z ekranu – ale to dla mnie akurat nie pierwszyzna. Zresztą, nie bili szczególnie mocno. Może byli wśród nich fani EWF? Rozkaz to rozkaz, jak trzeba bić, to trzeba.

- Skoro tak twierdzisz... a pomijając ten niefortunny incydent, imprezę uznajesz za udaną? Wspólnie z Bidamem zostaliście uznani za najlepszą drużynę ubiegłego roku...

- Dziwi Cię to?

- SR-Crazy i Bubba wydawali się solidną konkurencją.

- Ale nie byli drużyną. Albo raczej: byli, ale w niewystarczającym stopniu. Zbyt wiele ich różniło, żeby mogli się z nami równać jako team. Zbyt wiele indywidualizmu, zanadto rozbieżne cele. W ostatecznym rozrachunku nie mieli z nami szans.

- Czyli ubiegły rok uważasz za udany?

- Trudno, żebym tak nie uważał. W końcu zdobyłem trochę pasów, stoczyłem kupę dobrych walk i...


- Przynudzam – stwierdza Franko spokojnym i rzeczowym tonem – naprawdę muszę nad tym popracować.

- Mówiłeś coś?! – Helena znowu wystawia swoją blond głowę zza kotary.

- Idzie ten wywiad, co go Max robił ze mną parę dni temu. Mówię, że przynudzam. I że muszę nad tym popracować.

- Eee tam, wydaje Ci się... – głowa znika.

- Może. – Mówi do siebie Franko. – A może rzeczywiście nie jestem stworzony na showmana.

Nasz bohater układa się wygodniej w fotelu i ponownie zwraca uwagę na ekran telewizora:


- ... Kompleks to ja mógłbym mieć w stosunku do Vaclava, który już trzy razy wklepał mi na czysto. Albo do Crazy’ego, który jest takim chodzącym przykładem wspaniałości. Albo Bubby i Szakala, którzy są żywą i całkiem jeszcze żwawą historią tego biznesu. W stosunku do tych wszystkich zawodników mógłbym mieć jakiś kompleks, a go nie mam. Dlaczego więc miałbym go mieć w stosunku do tego człowieka? Jedynym uczuciem, jakie zdołał we mnie wzbudzić jest niesmak, i nie przewiduję jakichś gwałtownych zmian w tym temacie. Jego powrót to najgorsze, co mogło spotkać tą federację.

- Nie przesadzasz, Franko? Akurat ten powrót wzbudził wielką radość, zawodnik klasy Jazzowskiego to ogromne wzmocnienie rosteru EWF!

- Bzdury opowiadasz, Max. Mógłbym pociągnąć ten temat dalej i jasno wyłuszczyć mój punkt widzenia, ale nie czas i nie miejsce po temu. No i ochoty jakby brak. Miałem mówić o zawodniku, z którym chcę stoczyć pierwszy w tym roku pojedynek, a nie bawić się w podjazdy w kierunku zarzyganego mesjasza.

- ?! Chcesz powiedzieć, że nie zamierzasz walczyć z Jazzowskim?!

- To co zamierzam ma małe znaczenie biorąc uwagę fakt, że walki będą ustawione w trakcie gali. „Vomit Messiah” jest w mojej grupie, ale jeżeli mógłbym wybierać przeciwnika, to wybór jest tylko jeden.

- Skoro nie Jazzowski, to...

- Widzisz, jakie to oczywiste? Chcę walczyć z najlepszymi, bo tylko to sprawia mi prawdziwą radość i przynosi pełnię satysfakcji. A najlepszym zawodnikiem w EWF nie jest Nas Jazzowski. Tylko on sam uważa, że jest inaczej, ale pustym gadaniem nikt jeszcze World Title nie wygrał. A prawdziwy mistrz jest tylko jeden, i to z nim chciałbym stoczyć pojedynek. Najlepiej w studni, bo tam nikt nie będzie nam przeszkadzał. Sam na sam, w prostej i uczciwej konfrontacji. Wyzywam SR – Crazy’ego i mam nadzieję, że mistrz podejmie rękawicę.

- Cóż... – Max zaczyna bardzo ostrożnie – szczerze mówiąc, Twoje szanse nie wyglądają najlepiej.

- Dlaczego?

- Trzynaście zwycięstw i tylko dwie porażki, coś Ci to mówi? To dane dotyczące ubiegłego roku.

- A przyjrzałeś się może tym dwóm porażkom? Nic cię w związku z nimi nie uderzyło? Na przykład to, że jedyne przegrane w ubiegłym roku Crazy odniósł walcząc ze mną i z Bidamem? I, co niezwykle ciekawe, to JA byłem zawsze tym, który w końcowej fazie walki odciągał mistrza poza ring? Zdajesz sobie sprawę z faktu, że SR-Crazy jeszcze nigdy mnie nie pokonał? Że noszę pas, który spoczywał na jego ramieniu? To tyle, jeśli chodzi o statystyki.

- Hmm... nie ukrywam, że to brzmi bardzo ciekawie, ale jednak... jakby to ująć...

- Czekam.

- Mimo wszystko nie wygląda to dla Ciebie zbyt dobrze.

- Walki z Szaleńcem dla nikogo nie wyglądają zbyt dobrze. On jest dobry sam z siebie, a teraz na dokładkę jest jeszcze mistrzem. To daje mu tą specyficzną aurę niezniszczalności, przez którą dodatkowo trzeba się przedrzeć. Ale to jest do zrobienia. Każdy jest do pokonania. Nawet...


- Nawet Crazy – mówi głośno Franko, gasząc telewizor.

- Co mówisz? – Głowa Helenki znowu pojawia się w polu widzenia Rzeźnika.

- Mówię, że pokonam Crazy’ego.

- Wiesz, co o tym myślę!

- Wiem.

- Po cholerę ryzykujesz w walce bez znaczenia? Weź sobie wyzwij jakiegoś MaxiMasterMistrza i wyciągnij mu wątrobę przez dupę. To tylko doda ci punktów u przeciętnego Kowalskiego...

- Nie mylić z komentatorem.

- Nie mylić z komentatorem. Pokazałbyś się jako rzeźnik z prawdziwego zdarzenia, zapunktowałbyś jak trzeba, a tak? Ryzyko, jak cholera.

- Nie bawią mnie juz tacy kolesie. Znaczy, walka z Chicko i Żubrem była fajna, ale naprawdę nie ma sensu się rozdrabniać. Chcę i lubię walczyć z najlepszymi. Aż tak trudno to zrozumieć?

- Trudno, bo kiedyś się na tym przejedziesz. Aż tak trudno to zrozumieć?

- Rozumiem Twój punkt widzenia, Hela, ale go ignoruję. Planowanie zostaw mnie.

- Bo jestem za głupia?

- Bo planowanie to moje domena.

- Aha. No to powiedz mi, Mistrzu Planowania: jak wyglądam?

Helenka wychodzi zza kotary w kolejnej, przyjemnej dla oka kreacji.

- Zajebiście.

Tym razem Franko odpuszcza sobie dodatkowe uwagi, ale jego przyjaciółka i tak uważa za stosowne zauważyć:

- Tylko nie pierdol mi tutaj o czerwieni, dobra? To purpura.

- Niech będzie purpura. Wygodnie Ci w niej?

Na twarzy Helenki rozgrywa się prawdziwa bitwa, w której ścierają się sprzeczne emocje i odczucia.

- Nie do końca, cholera.

- Walcz dalej.

- Dobra. Zobaczymy, co tam jeszcze mają. To musi być coś ekstra, rozumiesz?

- Rozumiem.

- Kłamca. Wy nigdy nic nie rozumiecie.

Wypowiedziawszy te (jakże głębokie) słowa Helenka wraca za kotarę.

Słychać znajomy szelest i zapada cisza. Franko robi ruch, jakby zamierzał sięgnąć po pilota, ale przerywa mu dzwonek telefonu.

- Cześć, Bidam. Co tam? (...) Siedzę u tej znajomej Velveta, krawcowej. Hela sobie kreację na bal pretendentów szykuje. Chce przyćmić żonę Jazzowskiego. (...) Nie, nie wiem, czy ona ma jakiś kompleks. (...) Ja też nie mam. A bić chcę się z Crazym. Z kim, jak nie z nim? (...) Taktyka? Standardowa. Czyli do przodu i sto procent w ringu. (...) Ja wiem, że to może nie wystarczyć, ale i tak pójdę na niego z tym, co mam. (...) Siejesz defetyzm, przyjacielu. Ja wiem, że Crazy to wrestlingowe bóstwo które zeszło pomiędzy nas, śmiertelników, bo miało taki kaprys. Znam jego ubiegłoroczne dokonania. I zdaję sobie sprawę z bezmiaru jego zajebistości. (...) Nie, nie robię sobie jaj. (...) Nie, nie jestem zbyt poważny. (...) Jaki jestem? Pewnie taki, jak zwykle. (...) Wiem, wiem i jeszcze raz wiem. I nawet szanuję faceta. Zresztą, jak go nie szanować? Można z nim sobie pogawędzić na praktycznie dowolny temat, napić się szampana, pożartować. Później wchodzi się z nim na ring i napierdala do upadłego. I jakże wspaniale się on w tym ringu prezentuje! Doświadczenie, werwa, aerodynamiczne brzucho – same atuty. No i wygrywa się, albo przegrywa, i świat toczy się w swoim rytmie. Mnie takie podejście do naszego zawodu cholernie odpowiada. W ringu możemy się zabijać i okaleczać, ale po co przenosić to dalej? (...) Wiem, że Rottweiler ma na ten temat inne zdanie. Szczerze mówiąc, gówno mnie ono obchodzi. Jak wróci na pełny etat, to się będzie mógł wypowiadać, na razie to tylko smętne pierdolenie emeryta. Mnie odpowiada atmosfera takiego, nazwijmy to, fair play. No, chyba że w grę wchodzi Jazzowski. (...) Bo to wrzód na tyłku Extreme Wrestling Federation. (...) Fakt, nie przepadam za tym facetem. (...) Nie, nie mam żadnego kompleksu. Po prostu rzucił mi wyzwanie poza ringiem, a ja zawsze na takie wyzwanie odpowiadam. (...) Powiedzmy, że mam parę pomysłów. I nie zamierzam z nim walczyć, dopóki on sam mnie o to ładnie nie poprosi. (...) No, tu masz rację. Jak każą, to powalczę z nim wcześniej. Ale nie będę ułatwiał mu sprawy. (...) Otóż to, trafiłeś w samo sedno. (...) Nie, nie mam pojęcia, jaki kolor bielizny dobierze Hela do swojej kreacji. Może sam ją o to zapytasz? (...) Niech będzie, że innym razem. A tak w ogóle to po co zadzwoniłeś? (...) Powiadasz, że zapomniałeś? Chyba nie będę w stanie Ci pomóc w tej kwestii, stary. Dzwoń, jak sobie przypomnisz. (...) Pozdrowię Helę. (...) Velveta też. (...) I Henia. (...) Trzymaj się. (...) Cześć.

Franko chowa telefon do kieszeni i wygodnie rozsiada się w fotelu. Przez chwilę przygląda się pilotowi od telewizora, ale chyba rezygnuje ze skorzystania z tego urządzenia.


Mija czas.


- Jak sytuacja? – W pomieszczeniu pojawia się Henio. – Ciągle przymierza te swoje fatałaszki?

- Tak. Próbuje różnych odcieni czerwieni.

- No to chyba przyszedłem za wcześnie. Trudno. Jak święta?

- Jak zwykle.

- Znaczy, co? Aśka Cię zaprosiła?

- No.

- I jak było?

- A jak miało być?

- Wiesz co, Franko? Męczący jesteś.

- Trudno.

- Kupiłeś im jakieś prezenty, czy coś?

- Coś tam im kupiłem.

- Hela twierdzi, że Aśka się zastanawia nad... no wiesz.

- Wiem?

- Wiesz... nad spróbowaniem ponownie.

- Znaczy... ze mną?

- A z kim?

- Nie sądzę, żeby to się miało wydarzyć.

- Niby dlaczego? Z tego co wiem ona nikogo teraz nie ma, z Ciebie zrobiła się zajebista partia, macie już dzieciaka... dlaczego nie?

- Bo nie. Bo nic się nie zmieniło.

- W jakim sensie?

- Wiesz dlaczego się rozwiedliśmy? Bo zobaczyła mnie któregoś ranka i uznała, że nie wytrzyma ani dnia dłużej w towarzystwie faceta z takim spojrzeniem. Że niby wyzute z życia, puste. Wiesz dobrze, że ono zawsze takie było. Ale jej zorientowanie się w sytuacji zajęło trochę więcej czasu. A kiedy juz się zorientowała, to wymiękła. I uczciwie rzec biorąc, nie dziwię się jej. No i skoro w tym temacie nic się nie zmieniło, to... co Ty pierdolisz, szwagier?

- Ludzie się zmieniają. Nawet Ty. A nawet jeżeli nie w Tobie rzecz, to ona zmieniła się na pewno. Zmądrzała.

- Może.

- Przemyśl to.

- Nie zamierzam.

- Dlaczego nie zamierzasz?

- Nie twój zakichany interes.

- Jasne.

- Otóż to.


Zapada krępująca cisza, którą przerywa dopiero pojawienie się Helenki. Menadżerka Franko i szwagierka Henryka sunie po parkiecie jak lawa, rozjaśniając wszystko wokół blaskiem swoim i swojej kreacji. Odnosi się wrażenie, że można się poparzyć od samego patrzenia na to niezwykłe zjawisko. Od razu widać, że tym razem wszystko jest na swoim miejscu – Hela aż promieniuje samozadowoleniem i wygląda po prostu niesamowicie.

- I jak?

- Zajebiście. – Odpowiadają chórem Franko i Henryk.

- Prawda? – Rozpromienia się Hela. – Od razu wiedziałam, że karmin będzie najlepszy! W tej sukni czuję, że mogę wszystko! Cholera, zaczynam nawet wierzyć, że jesteś w stanie pokonać Crazy’ego! Załatw go, Franko!

- Dokładnie to zamierzam zrobić. Trochę nudna się zrobiła ta jego hegemonia i ze swojej strony zrobię wszystko, żeby ją przerwać. Zresztą, czy to takie trudne? W przeszłości pozostawiałem go juz z tym specyficznym wyrazem twarzy – takim niedowierzaniem połączonym ze złością – który sugerował, że sprawy wyrwały mu się spod kontroli. Wtedy zawodzili jego tag partnerzy, ale fakt pozostaje faktem: znam smak zwycięstwa nad Szaleńcem, a on nie zna smaku zwycięstwa nade mną. Biłem się z nim i zwyciężałem. I wiecie, jaką naukę z tego wyniosłem? W gruncie rzeczy banalną: to tylko człowiek, do cholery. Wciąż szybki, ale wolniejszy niż za młodu, niezwykle doświadczony, ale i trochę podstarzały... no i cholernie zblazowany, i zanadto pewny swego. Walczył z każdym, który się liczy i pokonywał każdego z nich. Oprócz mnie.

- Mając takie zjawisko u boku, po prostu musisz go pokonać – mówi Hela przeglądając się w lustrze – nie ma innej opcji. Takie zwycięstwo będzie pasowało do mojej sukni.

- Inna opcja jest – odpowiada Franko – mogę przecież przegrać. Żaden wstyd w starciu z takim killerem. Zrobię jednak wszystko, żeby do tego nie dopuścić, bo chciałbym dać mu do myślenia. Udowodnić coś sobie, jemu i całemu światu. Po prostu cholernie chcę tej walki i nie zamierzam spieprzyć sprawy, kiedy już ją dostanę. Jak już mówiłem, to tylko człowiek. Kiedy trzaskam go z piąchy, jego gęba wydaje dokładnie taki sam dźwięk jak gęba jakiegokolwiek innego członka rosteru. Jego krew jest tak samo czerwona. Oddech tak samo urywany, kiedy już porządnie podkręcamy tempo. Pot tak samo cuchnący, chociaż fakt – Vaclava pod tym względem nie przebije, ten to się chyba normalnie rozkłada za życia. Ale mniejsza z tym, to akurat dygresja. Chodzi o to, że Crazy jest do ubicia. Jest mistrzem, ale nie nadczłowiekiem. Najwyższa pora, żeby to sobie uświadomił. Jeżeli przyjmie moje wyzwanie, uścisnę mu dłoń na znak szacunku. A później spróbujemy się pozabijać, bo na tym to wszystko polega. Ktoś wygra, ktoś przegra. Może poleje się krew. Tak czy siak przekonam się w końcu, na co tak naprawdę stać naszego mistrza, na czym polega jego magia. To byłoby coś, co z czystym sumieniem mógłbym uważać za udany początek roku.

- Ale wybór i tak należy do niego – trzeźwo zauważa Henryk. – A on może chcieć pohasać sobie z, dajmy na to, Szakalem.

- Na to akurat nie mam wpływu. Wszyscy pytają mnie, z kim chcę walczyć, to odpowiadam. W domyśle pozostawiam, że jak trafi mi się ktoś inny to przetoczę się właśnie przez niego. Swoją wyższość nad Chicko udowodniłem podczas ostatniej gali – nawiasem mówiąc zajebiście się ten chłopak rozwija, jeszcze będzie z niego srogi highflyer – a wrzucanie mnie pomiędzy liny naprzeciw Maxiego to jak próba zabójstwa. Jest jeszcze Jazzowski, ale on nie poprosił mnie ładnie o możliwość konfrontacji. Pozostaje Crazy, ale tylko od niego zależy, czy pójdzie mi rękę. Zobaczymy, jak będzie. Ja tam jestem gotowy na każdego z nich. Nawet na Rottweilera, gdyby ten jednak zdecydował się ruszyć swoje zapchlone dupsko na ring.

- Nie wywołuj wilka z lasu – mówi Henio sentencjonalnym tonem. – Uważaj, o co prosisz.

- Każdy powrót mnie cieszy, szwagier. Im nas więcej, tym weselej.

- Popapraniec z ciebie, Franko. Ale jak tak na ciebie patrzę to wierzę, że możesz załatwić każdego kto wejdzie ci w drogę. Nawet World Championa, jak się tak zastanowić. Wiesz co? Postawię na Ciebie.

- Ryzykant. – Parska Helenka. – Ale masz rację. Jeszcze rok temu nikt by na obecność Franko w Main Eventach grosza nie postawił. Zresztą, gdzie my byliśmy rok temu? Pamiętacie? Franka to ja musiałam od łopaty odrywać, Henio był bezrobotny, a moja kariera modelki legła w gruzach. A teraz? Franko jest potrójnym mistrzem, Henio roboty ma w bród, a ja doprowadziłam się do porządku. Jesteśmy żywymi przykładami na to, że można! Potrzebny był tylko łut szczęścia poparty umiejętnościami, uporem, i moim nieodpartym urokiem. I wiecie, gdzie teraz jesteśmy? Wiecie? Cholernie blisko szczytu! I tutaj pozostaniemy, a jeżeli się stąd ruszymy, to w górę – tylko w górę!

Helenka aż rozpłomieniła się od tej przemowy, ale to tylko dodaje jej uroku. Menadżerka podpiera się pod boki, i kontynuuje:

- I wiecie, co wam jeszcze powiem? Nieważne, kto będzie przeciwnikiem Franka na najbliższej „Wrestlepaloozie”! To jest zwyczajnie nieistotne! Prawdziwy mistrz czy fałszywy mesjasz, nadzieja na przyszłość czy oszołom – każdy będzie miał cholernego pecha, kiedy spotka na swojej drodze Rzeźnika! Niezależnie od poziomu umiejętności, doświadczenia i innych pierdoł, zwycięzca może być tylko jeden! Dół karty czuje przed Tobą uzasadniony respekt i nawet SR–Crazy drży na myśl o Twoim osławionym zmyśle taktycznym i równie osławionej pracy nóg! A Nas to menda i bezguście, więc nie będę marnowała na niego czasu. Każdy z nich zostanie sążniście sklepany, niezależnie od stażu, obecnej formy i zapatrywań na życie! Bo jesteś rozpędzony jak te nowoczesne czołgi z turbo doładowaniem, i nie zatrzymasz się na byle przeszkodzie! To jest naprawdę proste i nawet największy półmózg czy inny Jazzowski to zrozumie!

TY - Rzeźnik!

ONI - bydło!

TWOJE - zwycięstwo!

BIERZ DUPĘ W TROKI I PRZYNIEŚ MI ICH GŁOWY!

- Będą pasowały do Twojej kreacji.

- Otóż to – Helenka jest lekko zdyszana – tylko zwycięstwa się z nią dobrze komponują.

- Zrobię, co będę mógł.

- I właśnie tego od Ciebie oczekuję. Masz skopać dupska sukinsynom.

Franko przez chwilę milczy, po czym uśmiecha się - po swojemu, bo pewne rzeczy są niezmienne. Tak niezmienne, jak jego odpowiedź:

- Skopię.


Tak po prawdzie, to nie ma już nic do dodania.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group