Czy Renee Young powróci do Total Divas? Najle... (zobacz)
PIONIERZY WRESTLINGU #1 - STANISLAUS ZBYSZKO... (zobacz)
Gwiazdor RoH nie przejdzie do WWE, Duża walka... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Beton i plastik
Autor Wiadomość
Vaclav 
Upper Midcarder



Wrestler: Raven, Mick Foley, CM Punk
E-fed: Vaclav
Wiek: 30
Dołączył: 25 Wrz 2004
Posty: 1838
Podziękował: 28
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Łuków
Wysłany: 2015-07-22, 23:13   Beton i plastik

Światło klosza uwieszonego u sufitu odbija się w brązowej butelce z naklejoną etykietą. Jej kolor? Zielony. Dodatkowo widnieje na niej czerwony pasek z umieszczonymi na nim białymi literami układającymi się w słowo „Perła”. Jej zawartość? Taka jak zwykle – czyli znakomita. Ale również wybrakowana, bo zostało jej około 1/3 objętości szklanego opakowania. Nagle butelka gwałtownie zrywa się do góry, a to za sprawą dzierżącej ją dłoni. Szyjka skierowana zostaje w kierunku otwartych ust i złoty strumyk znika w ich wnętrzu. Po opróżnieniu butelki zostaje ona odrzucona za kadr. Kamera oddala się i bez większego zaskoczenia okazuje się, że alkohol został spożyty przez Vaclava. Mecenas ekstremy, ubrany w bojówki do kolan w barwie militarnego kamuflażu oraz czarny bezrękawnik z logiem Punishera na piersiach, zasiada na skórzanej kanapie. Jej ułożenie? Między ścianą, a małym stolikiem z szklanym blatem. Jego stan? Ubrudzony kroplami piwa i otoczony porozrzucanymi butelkami. Obydwa meble współtworzą wystrój pomieszczenia biurowego. Oczywiście głównym elementem owego pomieszczenia jest… biurko. Kto za nim siedzi? Sam Felipe Castro, obecnie niepodważalny i jedyny władca EWF. Syn założyciela organizacji, Felixa Castro, zapewne był zajęty jakąś ważną czynnością służbową, o czym świadczy chociażby cichy szum wydobywający się z włączonego laptopa, ale najwyraźniej Wróg Ludu zakłócił jej wykonanie samą swoją obecnością.

Vaclav (do siebie): Pić, czy nie pić – oto jest pytanie! (Wyciągając spod stołu kolejną butelkę Perły i spoglądając na nią) Czy mamże oto spożyć trunek złocisty i patrzeć, jak EWF World Title Shot zostaje mi odebrany bezlitosnym dekretem, czy też nie pić… i zostać… (krzywiąc twarz w grymasie) abstynentem…

Felipe Castro:…

Vaclav: Co ja pieprze za głupoty – pewnie, że pić!

Były EWF FTW/Tag Team/Evolution/Daemushin champion otwiera butelkę zębami, by następnie posłać kapsel lotem koszącym w stronę drzwi wejściowych. Kawałek metalu odbija się od nich i ląduje na podłodze, gdzie czeka na niego grono mu podobnych. Konsumpcja piwa zostaje napoczęta Big Łykiem, czemu towarzyszy dźwięk Hejnału Mariackiego. Mija kilka sekund, kilkanaście, a piwa w butelce ubywa… w końcu zostaje ona opróżniona.

Felipe Castro: Wytrąbiłeś?

Vaclav potakuje przełykając.

Felipe Castro: Dziękuje bardzo, bo gdyby nie ty, to nie wiedziałbym, że jest południe. Każdy inny zawodnik EWF byłby teraz na siłowni, lub też wywiązywałby się z zobowiązań medialnych. Ale oczywiście, nie ty. Ty wolisz napić się piwa.

Vaclav: Filip, a co mnie zostało po tak zdradzieckim ciosie jakim jest title shot dla Bane’a? Zostałem zdradzony o świcie…

Felipe: Przede wszystkim, to były już godziny wieczorne. Title shot dla młodego stażem zawodnika jest potwierdzeniem mej polityki stawiania na przyszłość, bez oglądania się na haniebną przeszłość o twarzach Szakala, Kravena, czy też Esmeraldy. Dostanie swoją szansę i najprawdopodobniej jej nie wykorzysta. Wtedy ty otrzymasz możliwość osobistego pozbawienia Crazy’ego pasa. Możliwość, którą sam odwlekłeś w czasie, gdyż „chciałeś wyluzować”.

Vaclav (spoglądając przez szklany blat na obszar pod stolikiem): Po tak długiej walce należał mnie się odpoczynek, nie? (Nie czekając na odpowiedź) Skąd mogłem wiedzieć, że zachowasz się jak zespół do spraw walki z alkoholizmem i ukarzesz mnie za spożywanie piwa w miejscu pracy? Przecież wiesz, że piwo to moje paliwo – a ja zawsze tankuje do pełna. Z pustym bakiem Vaclavowy ekspress wpierdolu nie zajedzie daleko na trasie wiodącej od jego pięści do pyska potencjalnej ofiary.

Felipe Castro: Przypominam ci, po raz kolejny, o normie ISO 666. Skończyły się czasy, gdy słownictwo stosowane przez zawodników EWF przypominało te spod budki z piwem.

Vaclav(Widocznie znalazł kolejną butelkę Perły i zdążył ją otworzyć): Ale budkę z piwem to ty szanuj! (Big łyk) Jej najbliższe otoczenia skrywa w sobie zawodników twardszych od lokatorów zasiedlających najniższe obszary karty. Nie mówiąc o tym, że potrafią znacznie więcej wypić. Jak chcesz wprowadzać jakieś normy, to wprowadź taką, która nakazuje zawodnikom wchodzić na ring mając w krwi przynajmniej półtora promila. Podwyższyłoby to atrakcyjność walk i nikt by nie pytał o sens ich organizowania. Wystarczy spojrzeć na mnie, zawsze w znakomitej formie, zawsze rozdający wpierdol w jedynej słusznej dawce – srogiej. (Big Łyk, odstawienie butelki i wymachiwanie rękoma „po boksersku”) Lewy, prawy i w ulicznej stomatologii nabrałbym wprawy. Dzięki krążącym w ich krwiobiegu promilom oszczędzilibyśmy na znieczuleniu. Piwo, dużo piwa daje dwie gwarancje – mego zadowolenia z jego spożycia i satysfakcji z oklepania kilku facjat. Więc jak będzie, Filip, wdrążamy normę „Promil”?

Felipe Castro (spoglądając na pijącego piwo Vaclava): Pozwolisz, że sam zajmę się prowadzeniem EWF. Dla Ciebie mam dwa zadania na dwie najbliższe gale: Po pierwsze, chcę, byś rozruszał Pollę. W dotychczasowych pojedynkach wydawała się dość niemrawa…

Vaclav (wypluwając piwo na szklany blat): Rozruszał? Filip, chyba pomyliłeś mnie z kimś młodym, wykształconym i zamieszkującym wielki ośrodek miejski…

Felipe Castro: Chodzi o wykrzesanie w niej większej motywacji do walki. A nic nie zmotywuje go… jej bardziej niż groźba poważnego uszczerbku na zdrowiu, który spowodujesz ty przy użyciu 445 świetlówek…

Vaclav (odstawiając piwo po Big Łyku): 445 świetlówek – zapowiada się obiecująco…

Felipe Castro: A żeby odpowiedzieć na twe wątpliwości względem obiecanego title shotu, na ringu będzie obecny również Nabeshima. Możesz się z nim rozprawić według uznania, co powinno zagwarantować zainteresowanie Crazy’ego. Wszak są z sobą bardo zżyci.

Vaclav: Średnio. Mam nadzieje, że nie będziesz się potem wpieprzał między piwo, a piwo i na kolejnej gali będę siał spustoszenie w lokalnych monopolach z pasem na ramieniu…

Felipe Castro: Drugie zadanie będzie związane z turniejem tag teamów, który zaplanowałem na kolejną galę. Jeszcze nie ustaliłem składu poszczególnych drużyn, ale wiem jedno – Franko i Bidam muszą w końcu stracić pasy. Muszą one trafić w bardziej przychylne mej administracji ręce. Dlatego rozważam zestawienie cię z Nasem…

(Mecenas ex tremy wypuszcza piwo z ręki, które upada na wykładzinę i rozlewa się… gul, gul, gul…)

Vaclav: Ja miałbym ponownie współtworzyć drużynę… z tą pizdą?!

Felipe Castro: Usiądź, uspokój się… Zaraz załatwię ci kolejne piwo i omówimy wszystkie szczegóły.

Ekran ciemnieje.

Światło latarni ustawionych wzdłuż chodnika oświetlało jasny blaskiem najbliższą okolice. Siwa kreska asfaltu otoczona była ciemną zielenią przystrzyżonych trawników. Co kilkanaście metrów przy krawędzi chodnika rozstawiono ławki, by spacerowicze mogli złapać chwilę wytchnienia w trakcie ich wędrówek. Jednak teraz próżno ich tu wypatrywać. Teraz można znaleźć tu tylko jedno – kłopoty. A przyjęły one postać siedzącego na ławce Vaclava. Mecenas extremy usadowił swoje odziane w czarne bojówki do kolan siedzenie na krawędzi oparcia, zaś nogi obute w trampki na siedzisku. Ręka wystająca z krótkiego rękawa czarnego t-shirtu z motywem okładki albumu Pantery „Vulgar display of Power” rzuca pustą puszkę na chodnik, czemu towarzyszy metaliczny brzdęk…

Vaclav: Każdy zawodnik, pracownik, czy nawet postronny widz EWF musi zdawać sobie sprawę z tego, że może nadejść taki dzień gdy stanę na jego drodze i zapytam się o to, co ma w swoich kieszeniach. Gdybym zapytał się Nassa, czy też Bane’a to pewnie spuściliby wzrok i przebąkując coś pod nosem wypowiedzieli by trzy litery: N-I-C. Nic. Baliby się spojrzeć mi prosto w oczy i powiedzieć, że mają coś, co należy do mnie – czy to posada prezesa ZWP, czy title shot. A dlaczego by się bali? Bo w ich świadomość uderzyłby fakt nieuchronności srogiego wpierdolu spuszczonego im w gniewie wynikłym z tego aktu kradzieży. Po kilku sekundach ich twarze uderzyłyby o twarda rzeczywistość moich pięści. Jakaś kara musi być, ale nie oszukujmy się – równie dobrze mógłbym was ukarać za przestępstwo jakim jest sama wasza obecność w EWF. Tyczy się to też całej reszty. Ktoś mógłby się zapytać – czemu jestem taki agresywny? Czemu postępuje tak brutalnie? Zwłaszcza w lato te pytania nurtują wielu, gdyż najwyraźniej wysokie temperatury podgrzały krew w niektórych ludziach. Każdy kolejny dzień oznacza wyższy high score ponurego kosiarza, a my słyszymy o efektach jego pracy gdy wspomina się o fali morderstw, a pierwsze strony gazet zdobią zdjęcia miejsc, w których znalezione zimne ciała ofiar. Kiedyś zespół naukowców próbował znaleźć powód wzrostu liczby zabójstw w okresie letnim. Odpowiedź była prosta – cieplejsze noce sprzyjały wzrostowi aktywności ludzi, co dawało więcej okazji do popełnienia mordu. Gdyby ci sami naukowcy mieli przebadać moje postępowanie, to w raporcie napisanym własną krwią z kropką postawioną w akompaniamencie ostatniego tchnienia stwierdziliby, że moja żądza przemocy nie jest uzależniona od pory roku. Bo Wróg Ludu zrywa kartki kalendarza i wpycha je do gardła swoim ofiarom by te udusiły się z świadomością, że ostatni kęs był oznaczony datą konkretnej Wrestlepaloozy. Dwudziesty szósty lipca 2015 roku to data, w której twe mistrzowskie aspiracje zostaną skrępowane ciężkim łańcuchem niepowodzenia, Bane. I nie myśl, że mówię o łańcuchu, który połączy ciebie i wariata, o nie mój zamaskowany bananowcu, który potrzebuje drobnomieszczańskich świecidełek by móc kłapać dziobem na wszelkie strony. Pokażę ci, że prawdzie chamstwo i wredota nie potrzebują zastrzyku pieniędzy, by być usłyszanymi. (Pokazując na łańcuch uwieszony u spodni) Potrzebują one tylko sekundy, w trakcie której przejedziesz zębami po kolejce kolejnych ogniw mego łańcucha, by odesłać cię na jutuba przed widownie złożoną najwyraźniej z wędkarzy, których jara wzmianka o robakach – biedakach. Oni przynajmniej mogą liczyć na udany połów, bo ty wyłowisz najwyżej pustą butelkę po Perlę, która rozbije na twej głowie.
Mecenas extremy wyciąga z bocznej kieszeni bojówek czarną puszkę Perły Mocnej…

Słychać głośne: Pssstt i można rozpocząć spożycie alkoholu w miejscu publicznym.

Vaclav: Wprawdzie ani Yoshi, ani Polia nie mają w kieszeniach mojej własności, ale jak wspomniałem wcześniej – rozdaje wpierdol niczym diler mocarny proszek przed szkołą. Z skutkiem śmiertelnym. Nabushita, sądziłeś, że z tobą skończyłem? Jesteś w błędzie i wychodzi na to, że ja stałem tuż obok. Pora z niego wyjść stając ci na dłoni, a następnie wbijając ci podeszwę trampa w czoło. Bo tylko do tego się nadajesz – do przyjmowania ciosu i udawania, że to tylko zabawa. A takie zabawy najczęściej kończą się źle, ale dla tobie podobnych ofiar bawiących się później w ostry dyżur. I żebyś chociaż dostawał za swoje – nie, ty jesteś na tyle głupi, że kolekcjonujesz siniaki i kontuzje za cudze. Rozjaśnię ci sytuację jak jedna z 445 świetlówek czekających na ułożenie się w krwawą mozaikę odłamków na ścianie twej skóry – pobije cię jak żółtego szczura zamykanego w kulce, bo obracasz się w złym towarzystwie. A mówiąc złym mam na myśli takim, które mnie zwyczajnie wkurwia. To, że wszyscy mnie wkurwiają, to ich problem, nie mój. Ja takowych nie posiadam, gdyż rozwiązuje je za pomocą mało wyszukanej metody fizycznej perswazji. Tobie wyperswaduje chęć przebywania w tym samym ringu co ja, a może i chęć oddychania. Pamiętam, że upadek z schodów wyrządził ci wielką krzywdę, ja zaś postaram się, byś wspominał upadek z nich jako najlepsze doznanie w twoim marnym życiu.

Wróg ludu kilkutonie zażywa piwa z puszki…

Vaclav: Zawartość tej puszki piwa to za mało. Flaszka to za mało. Skład sklepu monopolowego za rogiem to za mało. Ba, nawet jakbym miał napić się metanolu i oślepnąć – to też by było za mało. Za mało by dostrzec w tobie kobietę, świrze. Normalnie powiedziałbym coś w stylu „chuj ci w dupę” ale boje się, że możesz przyjąć to jako komplement, a co gorsza – zachętę. Dlatego jedyną rzeczą wysłaną w tą przestrzeń analną, którą zapewne przemierzano wielokrotnie – będzie świetlówka. Potem zamiast tęczy będziesz wydalał własną krew. Tą samą, która będzie spływała po twej pociętej twarzy. Chcesz dać światu piękno? Ciekawe jak tego dokonasz nie mogąc go dać samemu sobie. Kto wie, może wyświadczę wszystkim przysługę i uciszę cię na zawsze poprzez jedno pociągnięcie szkłem po gardle… Pora, by aria harmonii przekształciła się w krzyk agresji. Oboje lubimy muzykę, ale twój plastykowy świat rodem z piosenek o miłości zostanie wgnieciony w ziemię ciężarem glana poruszanego w rytm demonicznej muzyki brzmiącej jak krzyk ofiar posyłanych na bezsensowną śmierć będącej lepszym losem niż trwanie na tym świecie. Pora spaść z tandetnej sceny eurosmizji do wydzielonego obszaru masowej eksterminacji , ringu EWF. Kiedyś tego typu miejsca wyznaczało ogrodzenie splecione z drutu kolczastego, a dziś zastąpi go szereg świetlówek. Zaś skutek będzie taki sam – wyeliminowanie ciebie z świata. I chociaż to tylko świat wrestlingu, to mnie wystarczy. Bo niczym kiedyś różowy trójkąta, tak dzisiaj koniec tęczy wyznacza ofiarę. I zawsze pada na tobie podobnych. Zaś ja i mnie podobni zawsze pełnią tą samą rolę – katów. Ci poprzedni mogli w końcu wykazać skruchę i żal za popełnione zbrodnie – ja nawet nie liczę wyrządzonych krzywd, bo równie dobrze mógłbym liczyć wdechy i wydechy.

Vaclav dopija piwo i rzuca puszką w obiektyw… obraz zostaje zamazany rozlanym piwem.

Vaclav: Nie zapomniałem o tobie, Crazy. Splunąłem na twój dorobek, przy najbliższej okazji splunę ci w twarz, a potem splunę już na EWF World Title… by go wypolerować.

Rp pisany po przerwie, na rozgrzewkę. Większe działa wytoczę przy turnieju tagów.
_________________

 
     
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-07-23, 00:16   

Wygląda na to, że trochę zardzewiałeś :P Dopiero pod koniec erpa poczułem prawdziwą moc, podczas gdy pierwsza połowa skojarzyła mi się bardziej z zapisem męki twórczej. Jak na Ciebie, jest dosyć przeciętnie, chociaż kilka fragmentów jest naprawdę zacnych. Szczególnie Polę ładnie wypunktowałeś, spodobało mi się to ;)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group