Czy Renee Young powróci do Total Divas? Najle... (zobacz)
PIONIERZY WRESTLINGU #1 - STANISLAUS ZBYSZKO... (zobacz)
Gwiazdor RoH nie przejdzie do WWE, Duża walka... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Hrabia Andrzej Potocki nie żyje
Autor Wiadomość
SR 
Jobber



E-fed: SR-Crazy
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 118
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wyspa
Wysłany: 2015-09-13, 19:32   Hrabia Andrzej Potocki nie żyje

-------------------------------------------
Poznań Główny, Stary dworzec
-------------------------------------------


Znajdujemy się na starym dworcu, skoro tu jesteśmy, to znaczy, że jest tu też Crazy.

SR: Impreza w stylu XIX-wieczna kolej! Zawsze o tym marzyłem, kelnerzy przebrani za lokomotywy, zapach pary i węgla! Belle époque wraca i będzie pięknie! Czy wypożyczyłeś wozy?

Smela: Mamy trzy sztuki Peugeot 6HP Vis-à-vis, negocjujemy również wypożyczenie innych pojazdów.
SR: Ach pięknie, pięknie!

Smela: Nie wiem, czy to dobry pomysł organizować wydarzenie takie jak to przed galą, to znaczy trzy dni przed galą…

SR: Nonsens dziecko! Czy Cirque du Soleil już przyjechał? Czy będzie koszerne jedzenie?
Miszka: Wszystko załatwione.

SR: Ach będzie pięknie… piękne czasy, piękne momenty, piękne chwilę, bawmy się, a nie jakieś tam gale!

Smela chce coś powiedzieć

SR: Nie udawaj jakiegoś głosu rozsądku, to nudne. Wiesz, że nie lubię nudy. Będę musiał zakupić jakąś agencję PR, by mi robili kampanie. Jak to wygląda, co chwile organizuje imprezę, a ty lub Miszka przekonujecie mnie, że powinienem więcej czasu poświęcać na treningi i na naukę przeciwnika. Może powinienem zrobić jakieś badania fokusowe, pokazaliby mi czy to jest jeszcze dla kogoś interesujące, czy może lepiej coś innego zrobić. Może jakieś inne ciekawe wydarzenia, ile można słuchać tego samego. Dwa razy powtórzone nie podoba się.

Smela: Trudno z tym polemizować.

SR: Przecież wygrywam walki, kiedy ostatnio przegrałem? Chyba tylko leśne dziadki o tym pamiętają, może za czasów, gdy Szakal nie był jeszcze senatorem. Może wtedy, gdy Sandman był młody. Tysiąc lat temu ostatnio nie dałem rady wygrać walki, a ty mi co chwile męczysz gitarę o tym, że przegram. Na Boga po co? Czy cały czas stawiasz na jednego konia, tylko po to, by później powiedzieć, a nie mówiłem? Przecież to nie ma sensu, cały czas obstawiasz na ruletce jedną cyfrę i jak ci się uda, to będziesz opowiadał, że miałeś rację? Powiem ci Smela, zaprawdę kiedyś przegram. To oczywiste, dinozaury wymarły, to i ja wymrę. Mam nadzieje tylko, że nie zmienię się w takiego kalekę jak Kraven, że nie będę rozmieniał tego co osiągnąłem na drobne…

Smela: To przykre.

SR: No właśnie, a na dzień dzisiejszy moja taktyka, strategia i plan zmian się w 100% sprawdza. Wygrywam z Nasami, wygrywam z Wackami, wygrywam z Bejnami. Ze wszystkimi wygrywam chłopie. Jestem świetny, nie?

Smela: Tylko nie chłopie.

SR: No tak, to racja. Gdzie ja byłem? Aaa to była Bielsko-Biała. Z tą mieściną zawsze miałem dwa problemy. Pierwszy to, jak to się do cholery zapisuje. Nie mam pojęcia, ale ja jestem językowym gnomem i beztalenciem, więc to mnie usprawiedliwia. Drugi problem jaki z tą mieściną miałem, to gdzie ona do cholery leży. Do dziś nie wiem, tak gdzieś w Polsce. Ale Smela, tak naprawdę gdzie my byliśmy, ja nie mam pojęcia! Jednak wróćmy do tematu tego, że kiedyś przegram. Otóż jak wiemy dobrze, to ostatnio walczyłem z Bane’m. Chłopak to młody rumak w naszej EWFowskiej stajni. Ale jak się rzuca! Jak prawdziwy debeściak. Umie przywalić i odparować cios, że zacytuje Janka Kowalskiego: walczył ze mną naprawdę świetnie. Co z tego wynikło, a no dostał po dupie. Mnie co prawda krzyż boli, ale on? Przegrał, jak ostatni osikaj. Możemy się teraz z niego śmiać, jak z Vaclava i Nasa, kolejny chałturnik do kolekcji. Kolejny zawodnik, którego przeorałem i pokazałem mu gdzie jego miejsce. Ha, czy ja nie jestem wspaniały, czy ja nie jestem najlepszy? Mój pas tylko to potwierdza.

Smela: Nie popadajmy w samo zachwyt.

SR: Powiem ci nawet, że nie popadam w ten sam zachwyt. Dzisiaj się przygotowałem i wiem coś o swoich rywalach!

Miszka: Przecież będzie turniej…

SR: Wiem o tym, radosne to, prawda?

Smela: Czy ja wiem…

SR: Ach wspólna walka z Vaclavem, co to będzie za tag team! Co to będą za walki. Ciekawe jak się dogadamy, czy będziemy pić wspólnie piwo marki Vaclav? Czy będziemy mieć wspólną szatnię, prowadzić razem rozmowy, o życiu i o EWFowskiej polityce? Czy może będziemy razem w grali w różne gry i szarady, a może w scrabble?

Smela: Nie sądzę, by Vaclav w to grał…

SR: Ja też nie gram!

Smela: Tym bardziej nie widzę sensu…

SR: Ale to może zacieśnić nasze partnerstwo, dwóch przyjaciół. Jak w tych komediach romantycznych najpierw się nie lubią, a później lądują razem w łóżku, później są zakochani, później wychodzą grzeszki przeszłości, a na koniec wielka gonitwa na lotnisko! Ach czy to nie byłoby ciekawe? Co myślisz?

Smela: Nie wiem, czy tak jak to widzisz…

SR: Make love, not war. Nie sądzisz, że to EWF byłoby znośniejsze, gdyby nie walki? Po co tak się bić? Nie możemy załatwiać problemów przy stoliku, popijając herbatkę i jedząc ciastka, a wszystko to w aranżacji przygotowanej przez Yoshiego? Popatrz jak chłopak by się odnalazł, w walkach sobie nie radzi, ale jako dobry kompan jest spoko. Pośpiewałby trochę, wyłby te swoje melancholijne japońskie pieśni, pograł na banjo, poopowiadał nam jakieś historię, porysował. Ty wiesz jako on maluje? Normalnie pierwsza klasa. Byśmy tak sobie z Vaclavem i Yoshim pili herbatę, Vaclav by się ucywilizował, znalazł żonę i byłoby miło. Rozumiesz o czym mówię?

Smela: Nie sądzę, by kibice chcieli coś takiego oglądać.

SR: Powiem więcej, jak M jak miłość miało ratingi po 10 mln, to czemu miałoby z tym nie wyjść, zastanów się chwilę, jaka to byłaby ciekawa odnowa? Hmm… pomyśl Smelkuś, pomyśl? Co nie jest to fanje?

Smela: No nie…

SR: Masz rację, nie dorośliśmy do nowoczesnego wrestlingu… ale może kiedyś?

Miszka: Kiedyś nadejdą czasy, że przyszłe pokolenia zrozumieją naukę mistrza i powiedzą: SR-Crazy to wymyślił.

SR: Dokładnie, a tak, to co mi pozostaje? Cieszyć się walką z Vaclavem? Ech solidny z niego chwat i uparciuch, jakich mało. Kto by chciał z nim tworzyć tag team? Pewnie wielu mniej doświadczonych wreslerów, ale to mi przypadł ten średniej jakości zaszczyt. Cóż, nie da się walczyć w tag teamach samemu, prawda? Trzeba mieć partnera. Niestety Yoshi uciekł już w kierunku modernistycznego wrestlingu bez walk i maluje tylko jakieś smoki i pejzaże. Wyprzedza epokę jeszcze bardziej niż ja. Widzicie towarzysze, co może zrobić z wami jeden upadek, jedne głupie, pancerne schody? Zmieniają całe życie człowieka. Był Yoshi i Yoshiego nie ma. Na pewno Japończyk ułożył by na ten temat piękny wiersz… ale ja nie o nim miałem mówić, tylko o Vaclavie, ach mój nowy partner i kompan do walki. Co ja mogę powiedzieć na temat tej sytuacji, że jest mi miło i czuje się połechtany mając takiego partnera? Czy może, że nie wiem co planuje tam wielki Filipe? Cóż ja mam powiedzieć na temat tej sytuacji, prawda koledzy? Vaclav to Vaclav. Nie lubimy tego stworka, który marzy o moim pasie, ale zawsze trzeba… w sumie trzeba… co ja mówię… powiem prościej: nie jest to taki leszcz na jakiego wygląda. Sam zaszczyt walki ze mną, bycia pretendentem do World Title o czymś świadczy. Świadczy o tym, że nie jest on tak słaby. Jeśli uznamy, że EWF World Champion to najlepszy wrestler w federacji, to główny pretendent musi być drugim najlepszym zawodnikiem. Jakkolwiek, przy mistrzu, jest on leszczem, o czym już wspomniałem i nie ma on do mnie startu… to patrząc z punktu widzenia drużynowego, to już jest coś. Dwóch najlepszych wrestlerów EWF porzuca na jakiś czas waśnie i bije się o nowy porządek w federacji? Niszczy zło i występek by zaprowadzić nowy porządek. Co by nie mówić brzmi to ciekawie. Główny problem dotyczy natomiast tego, jak będziemy razem współpracować. Jakkolwiek podkreślam, na papierze jesteśmy dwoma najlepszymi wrestlerami, to współpraca jest wymogiem nie tyle przetrwania, co zwyciężania. Tego może nam zabraknąć i dzięki temu, po raz pierwszy od lat wielu, ku uciesze mojego towarzysza Smelkusia, mogę przegrać walkę. Choć na razie do tego daleko, to jest to jakiś scenariusz, który może się ziścić. Współpraca moja i Wacka ponad podziałami i ponad tym, co między nami się wydarzyło? Jest to oczywiście możliwe i świat widział takie rzeczy, ale czy ten scenariusz w naszym przypadku jest możliwy. Vaclav to Vaclav z wszystkimi konsekwencjami tego stwierdzenia. Jakkolwiek dla osoby postronnej takie zdanie nie znaczy wiele i nie mówi nic. To dla osoby dobrze obeznanej w EWFowskim światku… wystarczy powiedzieć te słowa i wszystko będzie jasne. Czy Vaclav jest gotowy na współpracę, czy umie się wznieść ponad gniew i wszystko to, co pomiędzy nami zaszło. Czy będzie umiał poskromić swoją chęć i obsesję zdobycia mojego pasa? Niestety odpowiedź na to pytanie wydaje się negatywna. Vaclav z mordy, jak i z zachowania przypomina człowieka pierwotnego. Jest silny, gibki i ma tam jakieś swoje pozytywne strony. W końcu jest Mecenasem Ekstremy. Jednak posiada swoje własne ograniczenia. Jak człowiek pierwotny, umysłu w nim nie ma zbyt dużo, gdy zawładnięty jest manią zdobycia EWF World Title. Nie ma co ukrywać, że pod tym względem przypomina historycznego Golluma, który również miał swoją idee fix. Jedne widzi skarb w pierścieniu, drugi w EWF World Title. Ich umysł odrzuca wszelką możliwość porozumienia, jakiekolwiek półśrodki, czy też możliwość rezygnacji z celu i zadowolenie się mniejszym łupem. EWF World Title albo śmierć, wydaje się krzyczeć Vaclav, krzykiem, który przeraża kolejne pokolenia. Zostawmy na boku, rozważania czy ma on szansę zdobyć ten pas. Moim zdaniem nie ma. Nie chodzi nawet o to, czy on ma zdolności i umiejętności na tym poziomie. Chyba ma jakieś tam atuty. Jednak ta obsesja zdobycia tego pasa, jest w nim za silna. Myślę, że pokonać mnie może nie tyle osoba o wysokich umiejętnościach, co wrestler dla którego EWF World Title będzie marzenie. Czymś bardziej czystym i pięknym, niż obsesje Vaclava. Z tego powodu, choć tworzymy na papierze niezwyciężony tag team, nie sądzę, by udało się nam zrobić coś wielkiego. Co mogę zrobić? Mieć nadzieje, że ten wściekły pies się opamięta i nauczy się pracować w zespole. Co ja chciałem powiedzieć? Wiesz może Smelkuś?

Smela: Czy Gollum był postacią historyczną?

SR: Chyba tak, nie wiem, a był?

Smela: Nie sądzę

SR: Dla uproszczenia przyjmijmy, że był. Honza? Ty się teraz wypowiedz.

Honza: Ja?

SR: Widzisz tu innego Dobrego Czecha Honzę?

Honza: Nie???

SR: To byłby ciekawy pomysł mieć ich dwóch i by walczyli o tytuł Dobrego Czecha Honzy, mam jednak tylko ciebie księciu Windisch-Graetz, więc mów… niech twoja mowa, będzie balsamem na moje uszy, co jeszcze można powiedzieć o moich wrogach.

Honza: Trudno wyczuć, w końcu to turniej tag teamów. Najlepiej zacząć od początku, czyli od frajerów, którzy będą walczyć: Kevin Korn & John Christman…

SR: To bohaterowie jakiś kreskówek lub niesmacznych żartów?

Honza: Nie, to wrestlerzy z krwi i kości… jeszcze jest: PepsiBosman & Don Camillo.

SR: Muszę sobie zadać to pytanie, kto to jest? Jaki Pepsi Bosman, coś mi to może mówi, ale kojarzy mi się z tym napojem o smaku coli. A ten Don to co? Nowy narybek z Cosa Nostry? Skąd to się rekrutuje, jakiś włoski uchodźca? Niedorobiony mafioso z komedii o mafii? Co będzie mi tu dragi sprzedawał, a może burdel założy?

Honza: Dalej mamy Polla Kinzler & MaxiMasterMistrz.

SR: Tego drugiego to nawet znam, choć chyba nie miałem przyjemności z nim boksować, ale co to za ludzie? Gdzie się podział Salar, RVD666 czy też El Satanico? Gdzie jest Craig Crawford?

Honza: Nie ma…

SR: A ten, kumpel Vacusia, Izzy Nielsen?

Honza: Nie ma…

SR: No tego się nie spodziewałem, już nikogo w tym EWF nie ma. Jakaś, za przeproszeniem, Polla się tu szarogęsi, a Izzy’ego nie ma… dokąd nasz prowadzisz Filipe. Czy nie widzisz, że statek płynie pełną prędkością na mieliznę? Kapitanie co masz zamiar zrobić? (pauza) Jakbyście nie wiedzieli to statek to EWF…

Miszka: Wiemy…

SR: Dobra, ja już to rozgryzłem. To jest turniej i do finału przechodzą 3 drużyny. Na brodę proroka po co tak dużo. W EWF nawet czterech dobrych wrestlerów nie znajdziesz, a gdzie dopiero sześciu. Sprawa jest więc prosta i przeciąłem węzeł gordyjski niczym Aleksander: krótko i zajebiście. Nie ma sensu się starać. W naszym, czyli moim i Vaclava przypadku, zwycięstwo nie ma sensu. Ot po cholerę mi jakieś kolejne złoto do gabloty? Mam już trochę trofeów i więcej nie potrzebuje. Szczególnie mając nieciekawego partnera. Myślę, że Vaclav wyjdzie z podobnego założenia. Po co ma się starać na sukcesy SR-Crazy’ego? Przecież jego celem jest wpierdolenie mi, a nie dawanie mi do rąk kolejnego pasa. Więc co myślicie o tym, to znaczy o moim pomyślę? Jest prosty i zajebisty. Cel minimum to dotarcie do finału. Spotkają się tam trzy drużyny. Jak już wspomniałem nie ma tylu tag teamów. Dobry Czech Honza powymieniał mi paru zawodników, przecież tych ziomków to i Vaclav by sam rozwalił? Po co mu ja do szczęścia bym tam był potrzebny. A jak zajrzymy dalej lepiej pewnie nie będzie. Bidam i Franko są w naszym zasięgu, ale przez brak współpracy pewnie z nimi nie wygramy. Nas i Tool? Nas odkąd wrócił z czarnymi arabusami jest komediantem, a Tool chce rozmieniać resztki swojego honoru na drobne. Szakal i Bane? Słodcy ludzie i życzę im sukcesów. Yoshi i Żubr? Yoshi mentalnie żyje w puszczy, a Żubr… nigdy nie ufałem ludziom mającym pseudonim po zwierzętach. Jest jeszcze Franz zapatrzony w swojego brata i prusak Seba. No z czym do ludzi? Moja taktyka jest prosta i niech wszyscy ją znają. Musimy się z Vaclavem dostać do finału tej walki i tyle. To jest cel minimum i punkt honoru, jeśli nie chcemy się zbłaźnić, natomiast co stanie się później, to już nie jest ważne. Jak już wspomniałem na co nam te pasy. Ino utrudnią nam karierę, Vaclav nie będzie mógł spokojnie mnie podgryzać, a ja się na niego wściekać. CO to za drużyna co nie umie się ze sobą dogadać. Dlatego ogłaszam całkowity brak zainteresowania tymi pasami, wyjdę na pojedynek, będę walczył, ale bez stresu i spiny. Jak to mówi młodzież… hehehehhe… co ja miałem powiedzieć, Honza powiedz coś na koniec. Może coś patetycznego?

Honza: SR-Crazy jest wrestlerem z Polski. Godnie pełni swoje funkcję, pojawia się na spotkaniach z fanami, a także daje z siebie wszystko, gdy walczy . Działa na rzecz EWF i kształci młodą kadrę dla Europy… to znaczy federacji. Dlatego, jakkolwiek zapowiada on brak zainteresowanie tym turniejem, to będzie on walczył i podejdzie na poważnie do swoich obowiązków jako wrestlera. Za to mu płaci federacja, a także pośrednio, kibice. Dlatego nie pogodziłby się on nigdy z myślą, że jest on na ich wikcie i nie robi nic. To powoduje, że podejdzie on poważnie do swoich zadań, jak prawdziwy profesjonalista. Nie chodzi tu tylko o dobry smak, którego SR-Crazy ma zdecydowanie bardzo dużo. Nie chodzi też o prawo, jego przestrzeganie i jego łamanie. Jeśli SR-Crazy świadomie nie walczyłby na poważnie, to bez wątpienie byłoby to złamaniem dobrych praktyk EWF, a także dobrych obyczajów. Pociągałoby to za sobą utratę EWFowskiej widowni i miłości fanów. Takie bycie wrestlerem na pół gwizdka nie podoba się nikomu, a w szczególności fanom. Dlatego zapewniam, Mentor będzie walczył na poważnie. Zachowania takie, jak olewanie obowiązków wrestlerskich widzieliśmy już w przeszłości. Złamały one nie jedną karierę, a w przypadku Snake prowadziły do porwania przez UFO. Takie zachowania są niegodne porządnego wrestlera i SR-Crazy ma to na uwadze. Dlatego nie ma co się bać o poziom walk, ani o ich przebieg. Crazy będzie skoncentrowany i będzie działał poważnie i odważnie.

SR: Dobra dość tych zabaw, bo jeszcze poważniejszy event do przygotowania. Miszka, czy wszystko gra pod berłem Habsburgów?

Miszka: Tak panie, wszystko dogadane, Lwów będziemy oglądać z Pałacu Potockich. Pociągnąłem za parę sznurków i udało się nam wynająć na dwa tygodnie. Będziemy mogli więc gościć w spokoju naszych partnerów do rozmów. Co prawda trochę się rzucali, że nigdzie nie ma być ich flag i słynnych złotych wideł, ale udało nam się usunąć te ich symbole na czas naszego pobyt.

SR: Co natomiast z Powszechną Wystawą Krajową we Lwowie ver. 2.0?

Miszka: Nasi Chińscy przyjaciele wznieśli już pawilony, gdzie odbędą się ekspozycję. Dwieście lat sukcesów gospodarczych i kulturalnych w jednym miejscu. Coś pięknego. Dwutygodniowa wystawa, przewidujemy 1,5 mln odwiedzających. Cesarza nie udało się żadnego załatwić, ale przyjedzie kilku przedstawicieli Domu Habsburskiego. W ogóle będzie wielu oficjeli, nie wiem, czy wyrobimy się z wrestlerskimi obowiązkami.

SR: Najważniejsze pytanie dla wszystkich Polaków, czy będzie relikwia pierwszej klasy po JPII?

Miszka: Ma przyjechać na jakiś czas. Załatwiliśmy też motorówkę, a towarzysz Szakal podarował nam podarki, które wypełnią cały pawilon, będzie on dotyczyć wydarzeń związanych ze Szczecińskim Sierpniem 1980.

SR: I gdzie tu myśleć o walkach? Czas ucieka, przyszłość czeka.








-------------------------------------------
Koniec.
Wszystko śmierdzi.
Turniej nie.
Dark Avenger jest fałszywy.
Ale prawdziwy kiedyś powróci!
-------------------------------------------
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group