Czy Renee Young powróci do Total Divas? Najle... (zobacz)
PIONIERZY WRESTLINGU #1 - STANISLAUS ZBYSZKO... (zobacz)
Gwiazdor RoH nie przejdzie do WWE, Duża walka... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Bagnety, jednorożce i pyton.
Autor Wiadomość
Bidam

Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 40
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-09-14, 20:11   Bagnety, jednorożce i pyton.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gdzieś
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

- A właściwie to dlaczego nie możesz tam pojechać jak normalny człowiek?
- Bo ja lubię przeżywać przygody.
- Przygody? Tak?
- Poza tym… ludzie tego ode mnie oczekują. Stałem się zakładnikiem własnych przygód. Zawsze gdzieś wdepnąłem, wpadłem do jakiejś jaskini, spotkałem ciekawych ludzi, miałem różne te.. no.. terefere… hm… takie dziwne słowo, no pomóż pan.
- Perypetie?
- O właśnie, te, o to mi chodziło, perypetie miałem. Przygody!
- I to ma być ta przygoda? Podróż TIR-em na Ukrainę? – zapytał gruby kierowca ciężarówki.
- Tak – odpowiedział chudy Bidam.
- Ale dlaczego?
- To jest właśnie to coś, co chciałem znowu przeżyć. Przypomnieć sobie dawne czasy, jeszcze z mojego dawnego, bazarowego życia. Jeździło się wtedy, oj jeździło. Polski nie było wtedy jeszcze w strefie Eurosportu, granice ze wschodem otwarte – Białoruś, Ukraina, Mołdawia, Rosja. Biznesy były łatwiejsze.
- Przemyt szedł? – zapytał kierowca z uśmiechem.
- Dawaliśmy radę – odpowiedział uśmiechnięty Bidam.
- Aha.

Podróż TIR-em na Ukrainę była przygodą, ale jakże zajebiście nudną przygodą. Bidam przez zaprzyjaźnioną agencję towarzyską został skontaktowany z odpowiednią, przydrożną dziwką, jakich pełno tu i tam.

- Więc chcesz złoto jechać TIR-em na Ukrainę? – zapytała go prostytutka. Młoda już nie była, chyba z czterdziestkę miała, doświadczona w fachu pewnie, ale Bidam nie sprawdzał. Po co?
- Tak, chcę mieć taki amerykański road trip. Tak to sobie wyobrażam. Widziała pani pewnie na filmach jak tak jadą przez Amerykę i końca nie widać, jadą, jadą i jadę. Chcę tak samo.
- Głupiś – podsumowała go trafnie, ale uśmiechnęła się lekko – Pojedziesz ze Staszkiem.

No i pojechał. Wsiadł pod Warszawą. Chciał nawet pomóc w załadunku, ale jak T-Rex miał za krótkie łapki. Nic więc nie robił, tylko siedział. Podróż była nudna, ale na szczęście pan Staszek był wesołym kompanem i nawet nie pił zbyt często.

- Dwa razy się rozwodziłem – mówił zajadając się kiełbasą i prowadząc jednocześnie – Mam dwa dzieciaki z każdego małżeństwa. Pierwsza żona jest księgową, a druga robi na kasie w Biedronce. Takie życie. Ty masz żonę?
- Mam – odpowiedział szczerze, ale nie chciał wchodzić szczegóły swego pożycia z córką rosyjskiego oligarchy Balanowskiego.
- No i co ona robi? – pan Staszek koniecznie w te szczegóły chciał wejść.
- Nic – odpowiedział szczerze Bidam.
- Bezrobotna? – kiwnął Stach głową ze zrozumieniem. Bidam nic nie powiedział, bo niby co? Taki to kraju, ludzie bywają bezrobotni, albo dostają wypłaty wielkości orzeszka. Głupio było mu powiedzieć, że jego małżonka tylko teoretycznie jest bezrobotna. Tak naprawdę to nic nie robiła nie dlatego, że pracy nie miała, ale dlatego że nie musiała. Przywilej oligarchów. Takie życie.
- A ty po co się na tą Ukrainę pchasz? Handelek?
- I handelek i EWF.
- EWF? To trzeba na Ukrainę specjalnie jechać? Niedawno w Bielsku-Białej galę mieli. Tam trzeba było. Można autobusem dojechać albo pociągiem. No i taniej wyjdzie.
- Tam też byłem.
- A… Czyli jesteś jak ci frajerzy, co za siatkówką i Małyszem wszędzie jeżdżą? Przebierają się za jakieś biało-czerwone ptaki, malują sobie twarze, noszą pióropusze i głupie czapki, dmą w trąbki, tańczą, śpiewają i polskie media nazywają ich później najlepszymi kibicami świata. Taki Janusz to ty?
- A widzisz gdzieś głupią czapkę? – zapytał przenikliwie Bidamczyk.
- No niby nie.
- Przebrałem się za polskiego orła?
- No niby nie, ale może ciebie to obraża? – podejrzliwie spojrzał na Nowosibirskiego pan Staszek.
- Co masz na myśli? – Bidam podejrzliwy nie był, raczej zdziwiony.
- No tak… jakby to powiedzieć… nie wyglądasz zbyt polsko.
- O mój Boże!!! – zawołał Bidam z przerażeniem – Jestem czarny?!?!
- Prawie, tylko na pół odwrót.
- Żółty?
- Tak.
- No wiem, wiedziałem. Taki się urodziłem. Nic na to nie poradzę.
- Więc nie jesteś kibicem EWF? Udajesz? – głos kierowcy był podejrzliwy.
- Jak to nie jestem jak jestem! Jestem kibice, o tak. Bywam na prawie każdej gali. Byłem nawet na kilku zagranicznych.
- I co? Jak ci się podoba?
- Zawsze mi się podoba. To najlepszy wrestling pod słońcem. Nie ma lepszego, więc trzeba oglądać póki znowu nie zaczną walczyć o władzę i wszystko nie jebnie.
- No…. – to było takie przeciągłe „no” pana Staszka – Na następnej gali to nawet jakiś turniej dają. Drużynowy, nie? Kto wygra? Jobber#1 i #2? Stawiam zawsze na nich stówkę, może kiedyś im się uda. Wiesz jaka przebitka jest? Jaki dobry kurs!
- Nie, nie wiem. Ja stawiam na Bidama i Franko. Są najlepsi. Kibicuję zawsze im, a na trzeci miejscu żonie Jazzowskiego.
- Dobra dupa z twarzy. Mogłaby zrobić karierę jako tirówka. Tylko Esmeralda w młodości była lepsza.

Dziki rechot Bidama i Staszka. Są jak dwie świnie w korycie, tak rechoczą.

- Stoimy tak na tej granicy i stoimy. Długo to trwa? – zapytał Bidamowski.
- Kilka godzin. Trzeba było jechać samochodem. Osobówki mają szybciej.
- Nie mam samochodu, a to i tak droga wycieczka. Ja biedny jestem, na bilet wszystko wydałem.
- Można i tak… - Staszek znów zaczął wpierdalać kiełbasę. Ostro śmierdziała, ale to był smród Polski, dobry smród.
- Co wieziesz?
- Nic, po towar jadę.
- Jaki?
- Dziwki – odparł z pełnym przekonaniem.
- Serio?
- Nie, po kapustę. Ukraińska kapusta świetnie teraz w Polsce schodzi.
- To nie wracam z tobą. Kapusta śmierdzi.
- Aż tak to nie.
- Koleś, ja już znam tę waszą słowiańską kapustę. Jakbyśmy ją w czasie wojny koreańskiej mieli, to Północ by spokojnie wojnę wygrała.

Tak stali na tej granicy. Do Lwowa w końcu dotarli.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Lwów, ładne miasto
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Lwów to ładne miasto. Bidam upił się tam z ukraińskimi nacjonalistami. A było to tak – podziwiał pomnik Adama Mickiewicza i zdziwił się dlaczego trzyma on ni to w dłoni ni to za pazuchą, między Adasiem a aniołem, flagę banderowską. Taką czarno-czerwoną, czy też czerwono-czarną. Zapytał jakiejś Ukrainki dlaczego.

- Spierdalaj brudasie – tak mu odpowiedziała.

Zdziwił się bardzo, ale postanowił zapytać jakiegoś Ukraińca why is that, dlaczego, czemu i po co. Ukrainiec chciał z nim rozmawiać. Fajnie.

- Bo on był Ukrainiec.
- Jak to tak? Nie Polak? – zdziwił się Bidam po raz kolejny.
- Polaki go nam zabrali. On czystej krwi Ukrainiec.
- Ale pisał po polsku!
- Nieprawda! Pisał po ukraińsku. To wszystko sprawka jego syna Władysława, którego miał z Polką. Mickiewicze to stara ukraińska rodzina, naprawdę Adam nazywał się Mickieczenko i był ukraiński patriotą. Pisał po ukraińsku, ale po jego śmierci całą jego biografię sfabrykowali Polacy. Jego syn zniszczył wszystkie rękopisy, zostały tylko tłumaczenia. Dogadał się z Ruskimi i Szwabami, bo oni chcieli gnębić naród ukraiński.
- No, ale polski chyba też gnębili, nie? – Bidam wątpił w taką historyjkę. Wydawała mu się podejrzana. Prędzej uwierzyłby, że Mickiewicz jest reptilianem.
- To nieprawda. Oni razem współpracowali! – przekonywał go nacjonalista.
- A powstania?
- To nie były polskie powstania! To były powstania ukraińskich patriotów i kozaków. Wymazano pamięć o nich by naród ukraiński jeszcze bardziej pognębić! By nas zniszczyć! Ruscy, Sowieci i Polacy - w dwudziestoleciu razem współpracowali by to zrobić.
- Aha, wszystko jasne. Wymyślacie jeszcze bzdurniejsze historyki niż Nas Jazzowski.
- To ten wrestler od fajnej żony?
- Tak.
- Dobra gąska, nie? – Ukrainiec rozochocił się – Ma na pewno ukraińską krew.
- Może… - Bidam nie wiedział. Miał dość tej rozmowej.
- To może piwko? – zmienił temat Ukrainiec.
- Perłę?
- Sików nie pijamy. Lwowskie piwo.
- Dobra.

W lokalu chlali nieźle. Drużynowo wręcz, bo to drużynowa historia. Piwo i wódę chlali. To była knajpa banderowców, Prawego Sektora i cholera wie czego jeszcze. Pełno banderowskich i ukraińskich nazistów. Nagle Bidam wskoczył na stół, a była już noc, i krzyknął:

- Na front! Bić Rusków!

Ukraińscy podchwycili go i wszyscy gdzieś poszli.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gdzieś
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Bidam obudził się z ogromnym kacem. Łeb go napieprzał. Dawno tyle nie pił. Znajdował się w dżipie. Na głowie czuł taki ciężar, jakby ktoś mu tam kamień przymocował. Chwycił się za łeb. Nie, to nie kamień. To hełm. Po co mu hełm? Co on robił po pijaku? A co miał w ręku? Karabin. Na cholerę? Po kiego grzyba? Ktoś się odezwał.

- No bratku. Żeśmy się zabawili, a teraz w bój.
- Jaki bój? – spytał Bidamczyk.
- Kacapów prać!

Załoga zaśmiała się. Była tu nawet załoga, dobre słowo.

- Ale za co ich tak prać? – znów spytał Bidam.

Jego towarzysze zdziwili się. Za co bić Ruskich? To nie ma powodu?

- Witaj w naszym batalionie. Dziś walczymy, a walczymy drużynowo.
- Co? Gdzie ja jestem?
- Na froncie. O, tam daleko jest Ługańsk.
- Jaki cudem jestem na wschodzie Ukrainy. Ledwo we Lwowie byłem!
- No, batalion był na przepustce. Popiliśmy i wróciliśmy. Wstąpiłeś na ochotnika. Cieszymy się bracie-Mongole.
- Ja pieprzę. Zawsze jakieś przygody.
- Plan jest taki. Napierdalamy na nich drużynowo. Twoim patronem będzie Iwan Frankiwski. Dobry kapral, twardy gość, potężny, z nim nie zgniesz, jeżeli dupkiem nie będziesz. Walka to poważna sprawa, a w drużynie to już szczególnie. Tu nie walczysz sam, jeśli będziesz walczyć sam to zginiesz, rozumiesz? Jesteście drużyną, jesteście teamem, jesteście jednością. Nie ma ja, nie ma ty – jesteście tylko wy, czyli my. Musicie być razem, bo oni też będą drużynami. To taki rodzaj walki. Osobno nie da rady, razem musi dać radę. Zrozumiałeś?
- Zrozumiałem.
- No to bagnet na broń i jazda!
- Bagnet? Jaki kurwa bagnet? – Bidam był lekko spanikowany. Kto w XXI wieku walczy na bagnety?
- Ukraina biedny kraj, kryzys, brak pieniędzy, wszystko kradną to i na bagnety walczymy. No, ale dajemy radę, bo to o wolność nasza idzie.
- No nie, no nie. Może z łuków będziemy też do nich strzelać? Znam kogoś, tzn. nie osobiście, a z telewizji, kto zna kyudo.
- Koniec gadania. Franikiwski, bierzcie rekruta. Front tam, ruscy tam. W bój! Cała naprzód!

Wyskoczyli z ciężarówki czy też dżipa. Bieg był ostry i dziarski. Taki musiał być, po prostu musiał. Wszędzie huki, jakieś wybuchy. Bidam pędził i przeskakiwał nad różnym syfem, coś strzelało, coś wybuchało, ale on nic – parł do przodu obok kaprala. W końcu zobaczył rosyjskich czy też seperatystycznych żołnierzy. Stali i celowali w niego. On biegł z bagnetem.
Nagle padł strzał.
Jeden, drugi, trzeci, czwarty…
Ból…
Przeraźliwy ból.
Jakby go rozrywało.
Ciemność. Jasność. Ciemność. Jasność.
Ból jakby się oddalał. Jakby nie miał znaczenia.
Mokro. Czy to krew? Czy mocz?
Ciemność.
Już tylko ciemność.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ciemność
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Bidam rzygał pod lwowskim pomnikiem Adama Mickiewicza.

- Adam, Adam kurwa… - mamrotał – pierdolę! Nie piję! Adam, kurwa, słyszysz? Nie piję i już!


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Lwów, nadal Lwów
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Hala. Mała, ciasna, ale własna. Sporo Ukraińców, którzy przyszli zobaczyć promocyjne show Extreme Wrestling Federation. Nie zawiodą się, bo gra właśnie „London calling” i pojawia się Bidam. Wschodzi na ring, a robi to szybko, bo ma szybkie nogi i gibkie kolana.

- Cześć Ukraińcy – zagaił!
- Cześć Bidam – odpowiedzieli!
- A teraz po ukraińsku: szalom!

Cisza.

- Taki żart, co wy na żartach się nie znacie? A to nie po ukraińsku? Byłem przekonanym, że tak. W każdym razie staję tu dziś przed wami nagi.

Ukraińcy są zdziwieni, gdy Bidam zdejmuje z siebie koszulkę.

- Nie w sensie dosłownym. Nie jestem ekshibicjonistą by dalej się obnażać. Mam różowe gacie notabene, wstyd je pokazywać, żona mi kupiła, a swoich normalnych zapomniałem. Chodziło mi tu o wymiar duchowy, wewnętrzny, metafizyczny wręcz.

Co on pierdoli?

- Małe gale są takie fajne, bo są małe i można być blisko fanów. Blisko ludzkich spraw. Staję przed wami nie tylko nagi, ale z sercem na dłoni. O! Patrzcie jakie mam serce! Jakie czułe, jakie dobre, jakie kochane. Zobaczcie jak ono bije, jakie jest krągłe, jakie czerwoniutkie, jak pulsuje. Czy pulsary nazywają się pulsary, bo pulsują? Tak mnie naszło nagle. Moje serce bije dla EWF, dla wrestlingu, dla siebie. Taki jestem, a do tego dokarmiam lisy. No co? Zabronicie mi? Moje pięści nie biją dla nikogo, bo to brzmi banalnie jak ze stadionu. Ja natomiast nie chcę być banalny. Bycie banalnym jest banalne. Haha, to nawet śmieszne. Nie, bycie banalnym jak Vaclav jest po prostu nudne i miałkie. Niestety spora część wrestlerów EWF taka właśnie jest, nic na to nie poradzę. Przejdźmy jednak do sedna tak jak Bane robi w czasie swoich orgii. Przecież nie chodzi o to by gadać o byciu nagim, o sercu na dłoni, o miłości, o pulsarach i innych pierdołach. Turniej drużynowy, to jest to, co nas czeka. Drugi letni turniej tag-teamów. Pierwszy był dla mnie nie bardzo szczęśliwy, bo z Frankiszonem straciliśmy nasze pasy. Nie mam ochoty by to się znowu powtórzyło. Naprawdę, ale to naprawdę nie mam najmniejszej ochoty. Razem z Franko dostaliśmy Felka dla najlepszej drużyny i my z pewnością taką drużyną jesteśmy. Nie musimy tego udowadniać, więc nie będę opowiadał dyrdymałów i głupot, że w tym turnieju mamy coś do udowodnienia. Nie będę też mówił, że potwierdzimy naszą dominację w dywizji tagów. Ja wiem, że jesteśmy najlepszą obecnie drużyną, Frankoszczenko to wie, wszyscy to wiedzą. Nie musimy niczego udawadniać, nie musimy niczego potwierdzać – tak jest i już. Obecnie tak naprawdę jesteśmy jedyną drużyną w EWF z prawdziwego zdarzenia. Wszyscy inni to drużyny z łapanki, losowo zmieszani ze sobą jak gwałciciele i ich ofiary. Może Crazy i Nabeshima kwalifikowaliby się na określenie ich jako „tag team”, ale w tym turnieju walczą oddzielnie – to raz. Nabeshima zdaje się dodatkowo interesować wąchaniem kwiatków i kontemplacją japońskich rycin erotycznych – to dwa. Jesteśmy więc tylko my – ja i Franko, EWF Tag Team Champions! Uhuhuhu!

Cieszą się Ukraińcy jakby to Tymoszenko wpadła na ring i pokazała lewego cycka.

- Turniej to turniej. Miałem unikać banałów, ale turnieje rządzą się swoimi prawami. Walka może być kilka i można dostać po mordzie. Ot, zdarzy się jakiś wypadek i bum – eliminacja, wylatujemy z turnieju, odpadamy, dziękujemy , do widzenia, spadamy. To się może zdarzyć i nie chcę się tu zawczasu usprawiedliwiać jakbyś z Franko odpadli. Bo turniej, bo drabinka, bo wielu rywali, bo jakieś stypulacje mogą być i można przegrać. Nie! Nie! Nie! Nie można! Nie można odpaść! Trzeba zajść do finału, wziął udział w TLC matchu numer pięć i obronić pasy! Obronić! Obronić! I wszyscy razem – obronić! Obronić! Obronić!
- Obronić! Obronić! Obronić – wszyscy razem krzyczą Ukraińcy.
- No już dobrze. Pasy będą obronione, ja to wiem. Nie ma innego wyjścia ani wejścia. Ze wszystkich drużyn to my jesteśmy najlepsi. Jesteśmy jedną drużyną, reszta to nawet nie wie jak przybić sobie piątki albo wejść razem na ring. Jesteśmy zgrani, znamy się od dawna, pracujemy razem, walczymy razem – jesteśmy drużyną! Czy można to samo powiedzieć o innych tag teamach? Nie, nie można. Pod tym względem jesteśmy wyjątkowi. Jesteśmy jak jednorożce! Słyszycie? Jesteśmy jednorożcami! Słyszycie? Tacy zajebiści jesteśmy!
- Jednorożce! Jednorożce! Jednorożce! – krzyczą Ukraińcy.
- Jesteśmy też jak pytony. Nie dlatego, że pytony są wyjątkowe, ale dlatego, że są zabójcze. Na ringu jesteśmy zabójcami, tak walczymy, taki mam styl. Upolujemy każdą zwierzynę i wpierdolimy ją na surowo! Słyszycie? Tool, Jazzowski, Vaclav, Crazy, Bane, Szakal i reszta tej bandy! Słyszycie mnie?! Słyszycie, co mówię? Jesteśmy zabójczymi pytonami i jednorożcami w jednym! Fantastyczni zabójczy! Gotowi na mord, gotowi na sianie zniszczenia, gotowi na eliminację wszystkiego co się rusza i wszystkiego co żyje. Ten turniej trzeba wygrać, te pasy trzeba obronić. Tak zrobię ja! Tak zrobi Franko! Tak zrobię ja, ja Bidam! Ja EWF FTW i EWF Tag Team Champion! Będę jak pyton!
- Pyton! Pyton! Pyton! Pyton – krzyczą klasycznie Ukraińcy.
- Nie ma sensu omawiać wszystkie drużyny i analizować przeciwników. Wszyscy ich znamy, ja ich znam, wy ich znacie. Wiemy, co potrafią. Są tam wielcy mistrzowie, zdobywcy wielu pasów, prawdziwe legendy, doskonali zawodnicy, największe gwiazdy współczesnego wrestlingu. Razem z Franko ruszamy do boju. Cel jest jasny – obronić pasy i wygrać ten cholerny turniej. Nie będzie żadnego buntu, dostosuję się do wszystkiego. Nie obawiam się niczego i nikogo. Pokonać jestem w stanie każdego, a razem z Franko żaden wróg mi nie straszny. Wspólnie będziemy niemożliwi do zatrzymania. Zobaczycie naszą moc, naszą potęgę, siłę naszej drużyny. O tej walce będą śpiewać pieśni, a po gali wraz z Franko będziemy pić miód pitny z rogów albo czaszek naszych wrogów. Będziemy tańczyć na ich kościach, żywić się ich mięsem, pić ich łzy, przelewać ich krew. Będziemy razem, będziemy wspólnie, będziemy tą mityczną wspólnotą, o której w Polsce się tyle mówi. Nie okażemy litości, nie ugniemy się przed niczym. Nie boimy się śmierci, ale nie pędzimy do niej. Na stację lwowską wjeżdża rozpędzony ekspres o nazwie „Franko & Bidam”, który zmiecie ze swej drogi każdego przeciwnika. Legend się nie boję, walczyłem już z nimi, to obiekty muzealne. Wśród młodzików nie widzę prawdziwych młodych gniewanych, więc tak naprawdę zwycięstwo musi być nasze. Oczywiście nie bagatelizują zagrożenia. Wiem na co stać naszych rywali, ale ich klasa to walki w pojedynkę. Nie ma tu drużyn, jest łapanka. Czy oni są w stanie wyruszyć w bój na bagnety? Drużynowy bój na bagnety? My z Franko jesteśmy! Cała naprzód i bagnetem we wrogów!


Bidam zeskakuje z ringu i znika wśród publiczności. Próbował wyżebrać od kogoś aspirynę, bo go głowa napieprzała, ale nic nie wskórał.




^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Koniec
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group