Czy Renee Young powróci do Total Divas? Najle... (zobacz)
PIONIERZY WRESTLINGU #1 - STANISLAUS ZBYSZKO... (zobacz)
Gwiazdor RoH nie przejdzie do WWE, Duża walka... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Strusie i nosorożce?
Autor Wiadomość
Bidam

Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 40
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-11-22, 01:41   Strusie i nosorożce?

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Warszawa
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Rzecz dzieje się po powrocie EWF z Ukrainy. Bidam kupuje gazetę w kiosku.

Kioskarz: Ja pana znam. Pan to ten Bidam z telewizji.
Bidam: To ja.
Kioskarz: I jak się walczy w tym MMA?
Bidam: Ja z EWF, z wrestlingu.
Kioskarz: No wiedziałem, że jakoś tak. Co pan taki smutny? To przez stratę pasów drużynowych?
Bidam: Tak, to ten turniej.
Kioskarz: Turnieje takie są, żółta głowa do góry.
Bidam: Może i takie są, ale ja się tam męczyłem, oj męczyłem się. Zabrali mi kurczaki. Jak mogli? Szakala rozumiem – to skurwiel bez litości, lubi żarty, ale nie zna się na nich. Do niego urazy nie chowam, serio. Ale Bane? Taka niespodzianka. Nie tylko zabrał mi kurczaki, przypierdolił, ale też przejął pasy drużynowe. Myślałem, że jest spoko, a tu wyszedł list z kurnika. Przecież ja mu niczego złego nie zrobiłem.
Kioskarz: Nie? A podanie tabletki gwałtu?
Bidam: To nie, to ta Agnieszka Sorel. Ja tylko pomagałem.
Kioskarz: Dała się chociaż pomacać? Warto było?
Bidam: Bez komentarza.
Kioskarz: Tylko pomagałeś, co? Wyśmiałeś go i chciałeś wmówić romans z Pollem Kinzlerem.
Bidam: No tak, tu trochę przesadziłem.
Kioskarz: I to przez te kurczaki? Te niepowodzenia?
Bidam: Wszystko przez nie. Ja muszę jeść kurczaki, nie ma innej opcji. Nie można mi ich odbierać.
Kioskarz: Czyli jest pan uzależniony?
Bidam: Nie.
Kioskarz: Jak to nie?
Bidam: Ja je po prostu lubię i jeść muszę.
Kioskarz: To w sumie trochę definicja uzależnienia.
Bidam: Myślisz? A kim ty w ogóle jesteś?
Kioskarz: Ja? Kioskarzem.
Bidam: Co tu robisz?
Kioskarz: Pracuję w kiosku.
Bidam: A ja?
Kioskarz: Pan rozkojarzony, co? Pan coś kupuje.
Bidam: Co chciałem kupić?
Kioskarz: „Fakty i mity”.
Bidam: Serio? To jakieś papierowe wydanie „Faktów” TVN?
Kioskarz: Nie. Zresztą żartuję. Gumę do żucia drogi panie. Miętowa może być?
Bidam: To ta zielona?
Kioskarz: Chyba tak.
Bidam: Poproszę dwie.
Kioskarz: Powodzenia w walce z Franko.
Bidam: To ja walczę z Franko?
Kioskarz: No piszą o tym w „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Bidam: Z chęcią przeczytam. Sprzedaj mi pan te strony, gdzie jest o mnie.
Kioskarz: Tak nie można – wszystko albo nic.
Bidam: O! To ja moje motto w EWF. Zamierzam zdobyć wszystkie pasy.
Kioskarz: Powodzenia. Proszę, oto gazetka i guma. Wszystkiego dobrego, miłego dnia.
Bidam: Orewłar.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gdańsk
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Rzecz dzieje się w knajpie szybkiej obsługi. Melancholijny Bidam chce kupić jedzenie.

Bidam: Zjadłbym czomber z kurczaka.
Knajpowy: Co to w ogóle jest? Cząber to chyba jakieś zioła. Zresztą, u nas tylko burgery.
Bidam: No, ale ja nie chce burgera.
Knajpowy: Nic na to nie poradzę, tylko to mamy w ofercie.
Bidam: Rozumiem, a co z kurczaka jest?
Knajpowy: Nic, bo to przecież burgerownia.
Bidam: W języku polskim w ogóle występuje takie słowo?
Knajpowy: W nowopolskim tak. Ty też jesteś Nowopolakiem? Uchodźcą z telewizji syryjskiej?
Bidam: Ja? Nie.
Knajpowy: Przysłała cię tu nam ta Unia w ramach kwot obowiązkowych?
Bidam: Nie. Jestem wrestlerem EWF i jutro lecę do Afryki.
Knajpowy: Macie galę w Afryce?
Bidam: Konkretniej to w RPA.
Knajpowy: Łooo, ja na przykład nie płakałem po Mandeli.
Bidam: Dlaczego? To podobno dobry murzyn był.
Knajpowy: Może i dobry, ale jakiś taki niesympatyczny. Mogli mieć jakiegoś sympatyczniejszego murzyna za wodza.
Bidam: Na przykład kogo?
Knajpowy: No Franko na przykład.
Bidam: Dobry materiał, ale wtedy był za młody i nie był murzynem.
Knajpowy: No nie wiem. Może kogoś innego. Jest kilka nazwisk – Olisadebe, Samuel L. Jackson, poseł Godson i ta pogodynka z TVN-u.
Bidam: No tak, może i racja. Ja walczę z Franko.
Knajpowy: No, to też murzyn, nie?
Bidam: Pan ogląda EWF w ogóle?
Knajpowy: Wrestling? Nie, to dla dzieci.
Bidam: Jakich dzieci? Umysł dziecka nie jest w stanie pojąć i zrozumieć złożoności i stopnia komplikacji EWF.
Knajpowy: Pieprzenie. Smarujesz się oliwą by lepiej w telewizji wyglądać?
Bidam: Ja akurat nie.
Knajpowy: A twój kumpel Franko?
Bidam: Nie, raczej nie, on jest włochaty i by mu się kłaczki sklejały. Później miałby problemy przy wieczornym czesaniu. Nigdy nie zwracałem na to jakoś uwagi.
Knajpowy: Jesteście dziwni. To jakiego burgera pan chce?
Bidam: Z kurczaka.
Knajpowy: Nie mamy.
Bidam: Płacę jak za prezydenta.
Knajpowy: Dobra, coś załatwię.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Republika Południowej Afryki
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


W Afryce Bidam próbował wtopić się w tłum. To było trudne, bo on był żółty, a oni w większości czarni. Spoglądali na niego dziwnie, więc otulił się w czarny szal. To było podwójnie dziwne, bo w Afryce przecież ciepło, a szale to oni znają tylko z amerykańskich filmów, a jakby zobaczyli jeden to za cholerę nie wiedzieliby, co z nim zrobić. Bidam był w Durbanie, takim nadmorskim mieście, a gala odbyć się miała w Pretorii. Chciał zamówić taksówkę, ale bał się gwałtu, bo znał działalność murzyńską z EWF, a to były wredne typy. Taksówkarze próbowali go nagabywać, ale Bidam rumienił się jak panna na wydaniu, wstydził się też i nigdzie nie pojechał. Spacerował po Durbanie, przyglądał się wszystkiemu, wszystko go interesowało. Jakiś murzyn chciał sprzedać mu wieszak, ale Bidam akurat nie potrzebował. Może Fanko potrzebował? A kurdę, to kupię. Tak pomyślał i kupił. Dla Franko. Po kilku godzinach wędrowania trafił na afrykański postój zwierząt. Taksówki nie chciał, samochodu nie miał, pociągu znaleźć nie miał, a samolotu szukać nie chciał. To patrzcie państwo, jakie to użyteczne, w Afryce mają wypożyczalnie zwierząt. Bierzesz jednego z Durbanu, płacisz, jedziesz do Pretorii, odstawiasz i jesteś zadowolony. Finansowo też się opłacało, to jakieś grosze były w przeliczeniu na nasze. Nie każdego zstać przecież na samochód, ale można tanio wynająć sobie zwierzę na podróż. Koni akurat nie było, bo w czasie ostatniej suszy wszystkie w okolicy zjedli. Do wybory były strusie, hipopotamy, nosorżce, różne antylopy.

- Biorę nosorożca i strusia – rzekł Bidam do sprzedawcy.
- Dwa na jednego? – zapytał murzyn. Może pomyślał, że Bidam to jakiś zboczeniec, kto go tam wie.
- Strusia dla Franko wezmę – tłumaczył się Bidamczyk – Może będzie chciał sobie po Pretorii pojeździć.
- Do Pretorii daleka droga.
- Życie jest daleką drogą, czarny przyjacielu. EWF jest daleką drogą. Walka z Franko będzie daleką drogą.
- Aha. Pan ma pieniądze czy tylko tak gada?
- Ma, ma.
- Należy się według taksy.
- Cieszycie się tutaj, że EWF przyjechało do RPA?
- Co takiego?
- EWF. Taka wrestlingowa federacja.
- Wrestlingowi brakuje ostrości. Wprowadźcie walki na dzidy.
- Przekażę władzom i popracujemy nad tym.
- Bezpiecznej podróży życzę. Proszę uważać na lwy. Jak się pojawią, to trzeba wcisnąć czerwony guzik na obroży zwierza i po 28 godzinach przybędzie ekipa ratunkowa.
- Macie czas jak w polskim pogotowiu.

No i pojechał. Nosorożec był wolnym zwierzęciem. Struś Franko natomiast wszędobylskim, bo biegał tu i tam, tam i tu, ale zawsze wracał. Bidam nie trzymał go na uwięzi, bo był tolerancyjnym miłośnikiem przyrody. W Mongolii człowiek i przyroda to jedno, więc jak się jedzie po takim stepie, to trzeba być wrażliwym na potrzeby zwierząt. Tutaj stepu nie było. Bidam zamontował jedną kamerę na strusie, a dwie na swoim nosorożcu. Czasem prowadził transmisję na żywo na youtubie i zastanawiał się czy nie zostać znanym „jutuberem”, ale w sumie to nie chciał. Poziom internetu na odludziu nie stał na najwyższym poziomie, ale Bidam w sobie znanym sposób podłączył się pod satelity, miał kontakty jeszcze z czasów handlem białoruskim porno. Głównie to nagrywał na potrzeby materiału filmowego dla EWF.

- Franko jest trochę jak ten struś. Zawsze dziki i gotowy do boju. Jaki te struś jest zadziorny. Jak biega tu i tam, jak wszędzie zagląda, a jak znajdzie coś lub kogoś interesującego to nie popuści, będzie ścigał aż dopadnie. Tak wygląda w sumie historia starcia Franko i Nasa Jazzowskiego. Strusiowata to historia, ale nikt akurat nie wkłada tu głowy w piasek, o nie. To ostra napieprzanka strusia z ptakiem flamingiem. Dwa dostojne ptaki, nawet pełne godności, ale też niebezpieczne. Niewiele osób wie, że jak struś zacznie napieprzać w przeciwnika takim combo skrzydła plus dziób to może zabić. Wyobrażacie sobie takiego strusia-Franko jak podskakuje i nawala skrzydłami? Ja się go boję w takim przypadku. On może wtedy poddać anihilacji każdego, nawet cały narody, nawet mnie. Jak dla mnie to Franko będzie World Champem, choć obecnie boję się, że odbierze mi FTW Title. Obawiam się mocno, że przyszedł czas, że ktoś wreszcie może mi zagrozić i odebrać mój belt. Mam ten pas już kawał czasu, polubiłem go, przywiązałem się do niego i głupio byłoby stracić go. Pas drużynowy już straciłem, więc nie chciałbym by kolejne złoto pożegnało się z moją mongolską gębą. Cień frankowego strusia pada na mnie i głośno przełykam ślinę na myśl o walce z Rzeźnikoludem. Potężny to struś, a jego walkę z flamingiem Jazzowszczykiem śledzę z zapartym tchem, a tłuszcz od kurczaka spływa mi po brodzie. Nas to Special Enforcer tej walki, więc mnie on też dotyczy. Jest różowym flamingiem, bo to celebryta, który nie wyjmuje penisa z żony – oni są jednym ciałem, ale szkoda, że to ona jest mózgiem tej genetycznej hybrydy, bo chociaż ładna, to w głowie nie ma chyba niczego. Gwiazdy telewizji kojarzą mi się z kolorem różowym, stąd ten flaming. Stawiam w tym konflikcie na strusia, bo co jak co, ale flamingi są mimo wszystko dość chujowe. Nas też tak stoi na jednej nodze jak kompletny idiota – ani w prawo, ani w lewo, tylko tak stoi. On nie wie, czego chce. Tool miał rację na ostatniej gali. Rozumienia swoją karierę na drobne, a steruje nim całkowicie jego lekko upośledzona, choć czarująca żona. Inna teoria jest taka, że mózg WAMP przeszedł drogą płciową do Nasa, bo odkąd się związali, to Jazzowski stracił głowę. Franiu rozniesie go, zmiażdży, rozbije na kawałki, zagryzie, przeżuje i wypluje. Tak strusie walczą z flamingami. Róż stanie się czerwienią krwi. No, ale nie jadę na tym nosorożcu po to by opowiadać o Jazzowskim. Los i władze EWF chciały bym walczył z Franko. Jazzowski będzie tylko enforcerem, a Dark Avenger sędzią. O tym ostatnim nie mam nic do powiedzenia. Ufam Crazy’emu, więc pewnie to fałszywy Gumowy. Ktokolwiek to jest, kiedyś zostanie zdemaskowany i wszystko będzie jasne. O! Franko to bojownik o prawdę i sprawiedliwość. Może on go zdemaskuje? Jeśli oczywiście Jazzowski w niczym nie przeszkodzi.

Nosorożec podjechał do wodopoju. Rozpoczął się okres odpoczynku. Zwierzęta Bidama zaczęły pić wodę. Bidam zsiadł z potwora, bo to niezłe bydle było i zaczął karmić ziarnem strusia.

- Widzisz strusiu? Jesteś jak Franko, a może to Franko jest jak ty? Biegasz sobie wszędzie, cenisz sobie wolność i swobodę jak gwiazda disco. Robisz co chcesz, jak chcesz, kiedy chcesz. Dobry z ciebie struś. Spokojny, wyważony, zawsze zachowujący maksymalną dawkę powagi, ale jak trzeba to potrafisz ostro przywalić albo przydziobać. Co tam ostro, wręcz maksymalnie brutalnie, ale to gdy trzeba, bo przecież nie zawsze trzeba. Takie są strusie, taki jest Franko. No i właśnie z takim Franko będę musiał się zmierzyć. A kim ja jestem? Nosorożcem? Czy nosorożec może wygrać ze strusiem? Teoretycznie to chyba nie, a może tak? W zasadzie to z punktu widzenia fizyczności to Franko bardziej pasuje na nosorożca, bo jest masywny i potężny. Do tego ja w sumie nie jestem wielki, raczej ze mnie mały warchlak. A może więc ja jestem strusiem, a Franko nosorożcem? Ja nie mam tego rogu na czole czy jak to się nazywa i Franko też nie. Do tego nie mamy piór, więc nie jesteśmy strusiami. O! To taki symbol nawet – nie obrośliśmy w piórka.

Nosorożec skończył pić. Przyczłapał się do Bidama i niczym kot zaczął ocierać się o niego swoim majestatycznym rogiem. Struś zrobił się zazdrosny i fuknął na nosorożca. Ten chciał podjąć walkę, ale Bidam rozdzielił ich.

- Spokojnie. Pokój niech nastanie! Porzućcie walkę, jeśli nie jesteście do niej zmuszeni i uspokójcie się. To ja będę walczył z Franko, a nie wy ze sobą. Zrozumiano?

Zwierzęta w jakiś podświadomy sposób zrozumiały.

- No to jedziemy do Pretorii!

Podróż była wymagająca i długa. Odległość z Durbanu do Pretorii wynosiła 534 kilometry, a po drodze był wielkim moloch Johannesburg, który trzeba było ominąć. Google natomiast twierdziło, że 625 kilometrów i że samochodem podróż trwa prawie 6 godzin. Afrykańskie portale podają też, że podróż na słoniu wynosi 23 godziny. Bidam nie miał słonia. Miał nosorożca i strusia, czyli w sumie strusiorożca. Zmierzył podręczną miarą skrzydła strusia, zbadał nogi dwóch zwierzaków i przeanalizował szybkość ich poruszania się. W ten sposób obliczył, że podróż potrwa prawie 30 godzin. Nieźle! Dobrze, że przyjechał do Afryki wcześniej.

Kilka godzin później: Nosorożec, struś i Bidam jedzą.
Kilka godzin później: Nosorożec, struś i Bidam zaprzyjaźnili się z hipopotamem.
Kilka godzin później: Nosorożec, struś i Bidam idą przez równinę.
Kilka godzin później: Noc. Wszyscy śpią.
Kilka godzin później: Poranek. Nosorożec, struś i Bidam załatwiają sobie potrzeby fizjologiczne do rzeki. Tak, obok siebie.
Kilka godzin później: Nosorożec spotkał nosorożkę i za krzakami uprawiali burzliwą miłość. Bidam ze strusiem podglądali chwilę. Nowosibirski rumienił się, a struż schował głowę w piasek.

Minęło znów trochę czasu. Przy wodopoju Bidam chłeptał wodę jak zwierzę. Obok niego struś robił to samo, więc Bidamczyk zwierzał mu się.

- Nie jest łatwo walczyć z Franko. To mój kumpel, przyjaciel wręcz. Lubimy się, moglibyśmy chodzić razem na polowania w strojach szlachecko-sarmackich. Ja miałbym wąsa, a Franko byłby super łysy. Pozdrawiam Żubra, mam nadzieję, że nie jest zazdrosny. Zauważam też, że jest za mało sarmacki. Problem z Franko jest taki, że nie wiem jak się za niego zabrać. Od przodu, góry, dołu, tyłu – on jest zawsze przygotowany na wszystko. Ja sobie śpię, a ten godzinami ślęczy nad mapami ringu i planuje, jak planuje! Do tego notatki robi! Całe segregatory walają się po piwnicy i zupełnie się zmieszały z segregatorami ze „Świata wiedzy” – szaleństwo! Jak skończy karierę, to może utworzyć Bibliotekę imienia Franko jak jakiś prezydent jUeSej, bo normalnie tyle tego ma, takie archiwa! Ogląda walki przeciwników i analizuje je. Wpisuje jakieś algorytmy do komputera i dostaje wyniki potencjalnie zasymulowanej walki. A ile tam parametrów ma! O nosorożcu, o strusiu! Pojęcia nie macie! Od pogody przez wilgotność powietrza w hali, po nastawienie kibiców i prawdopodobieństwo, że jakiś wściekły fan wrzuci na ring krzesło. Do tego ma taki mały ring z figurkami zawodników i tam też symuluje walki, oj symuluje, ostro symuluje. Choć wydaje mi się, że akurat w tym przypadku budzi się w nim małe dziecko. Ja wpierdalam kurczaki, bekam, sram, turpistycznie wręcz sram, a on nic tylko planuje i analizuje. Co z umysł! Ostry jak brzytwa! Jestem pewien, że jak kiedyś skończy karierę jako wielokrotny EWF World Champ, to oprócz założenia biblioteki dla swoich archiwów, wyda też książę „O taktyce w wrestlingu”. Będą ją wykładać w szkołach wrestlingowych, będą się na tym uczyć pokolenia młodych zawodników, całą młodzież nam wychowa i wszyscy będą jak Franko! Co za wizja! A ja co? A ja nic, ja jestem frajerem mongolskim, ja idę na żywioł, walczę jak chcę, kiedy chcę i z kim chcę. Robię żarty komu chcę, Szakalowi, Bane’owi, to bez różnicy. Nie planuję moich walk jakoś specjalnie – będzie co będzie i tyle. Głupi może nie jestem, ale wielkim taktykiem i strategiem to też nie. Mimo wszystko stawię czoła Franko i dam mu odpór. Nie pozwolę mu zrealizować swojej taktyki na mnie. Przy całej wielkiej przyjaźni, przy ogromie szacunku, wielkim oddaniu – to ja wygram tę walkę. Nie straszny mi Franko, Dark Avenger czy Nas Jazzowski. Co ma być – to będzie, a będzie to, że obronię swój EWF FTW title. Będę skakał jak głupi i będę taki nieprzewidywalny, że żadna taktyka, nawet najbardziej wymyślna, na mnie nie zadziała.

To już! Dojechali do Pretorii! W oddali majaczyły wieżowce. W sumie to majaczyły już wcześniej, jak omijali Johannesburg, ale co tam. Widok niezły. Na spotkanie z Bidamem wyszły dzikie, afrykańskie dzieci. Chciały cukierków. Bidam rzucał im przeterminowane rumuńskie suchary i krakersy, bo tylko to miał. Ziarna dla strusia szkoda było marnować. Dzieci jadły je ze smakiem, bo były głodne. Puchły im brzuchy, a Bidam uśmiechał się do nich. Postanowił wyrecytować wiersz, bo przypomniał mu się wielki poeta Yoshihito Nabeshima. Wierszami kariery w polskim wrestlingu się nie zrobi, więc miała to być przestroga dla młodego pokolenia wrestlerów.

Nie wiem skąd jestem nie wiem kim jestem
Targany piaskiem pustyni
Czuję twój dotyk mój Mandelo
Pukam do twojej chaty!

Czuję twój dotyk mój Mandelo
Pukam do twojej chaty!

Dotknij mnie słowem dotknij spojrzeniem
Brud Johannesburg kryje
W tajemnych murach zimnych chat
Nasi murzyni wciąż żyją

W tajemnych murach zimnych chat
Nasi murzyni wciąż żyją

To ty kapłan mego blasku
Drobna jak kropla na pustynnym piasku

Afrykańskie noce oaza gwiazd
Noce afrykańskie kryjące ślad
Słońce zachodzi jestem już dzikusem
mój Mandelo już czas

Słońce zachodzi jestem już dzikusem
mój Mandelo już czas

Ależ to było chujowe – pomyślał Bidam. Nowosibirski odstawił strusia i nosorożca na parkingu-wypożyczalni. Zwierzęta płakały, gdy się z nimi żegnał. Bidam wkroczył dumnie do Pretorii, a murzyńskie dzieci wiwatowały na jego cześć.




^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Koniec
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group