Zapowiedzi SmackDown, Mixed Match Challenge i... (zobacz)
W jakim stanie naprawdę jest Jordan? Kulisy z... (zobacz)
Kolejna kontuzja Finna Balora? Nowy turniej d... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Lapo, Smela i szampan
Autor Wiadomość
SR 
Jobber



E-fed: SR-Crazy
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 118
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wyspa
Wysłany: 2013-10-05, 16:08   Lapo, Smela i szampan

=================================================================
Kurwa mać!
Czang Kaj-szek, 1949 rok
=================================================================


Znajdujemy się w pałacu należącym do SR-Crazy’ego, a mieszczącym się w Wielkopolsce. Dziś odbywa się tu raut. Zdaniem Smeli Szaleniec chce zapoczątkować nową, świecką tradycje spotkań ludzi kultury, sportu i sztuki. Mają się te imprezy właśnie odbywać u niego w pałacyku, co tydzień w środę. Crazy postanawiał nie zapraszać byle kogo i dlatego część ludzi ze elit tego kraju nie weszła na spotkanie. Jakby się zastanowić, to niewielu jest tu przedstawicieli polskiej inteligencji lub celebrytów. Wiadomo tylko, że przed drzwiami stoi pan, co chce sprzedać Roberta i wpisać się na listę, bo on czytał regulamin spotkań. Nie wpuszczone zostało także pewne małżeństwo dziennikarzy, mimo obietnic napisania pozytywnego artykułu w prasie na temat Szaleńca i EWF, a także wzmocnienia wydźwięku tego artykułu poprzez rozmowy w autorskich telewizyjnych programach na ów temat. Również zaproszenia nie dostała Gośka reżyserka, Bolek, Adaś i jego sandały, a także moralne autorytety podpisujące się pod każdym listem. Ogólnie zebrało się na raucie wielu chińczyków, kilku byłych polskich sportowców oraz Mystery Opponent, podobno nawet ma się pojawić Tony Hogański, bo Crazy zaprosiły kilka rosyjskich modelek i aktorek, a także ma się pojawić delegacja z Wysp Cooka. Ogólnie przebieg takich zabaw jest raczej wszystkim znany i nie warto go opisywać. Gospodarz imprezy postanowił wycofać się do swoich kwater, pozostawiając opiekę na gośćmi Smeli. Smela poczynił niesamowite postępy w zabawianiu gości, toteż idealnie sprawdzi się w tej roli. Crazy natomiast postanowił wraz z Miszką odpocząć od trudów imprezy.

SR: Myślałem, że będzie mnie taka impreza bardziej bawić.

Miszka: Kiedyś miał pan radośniejsze zabawy… na przykład obicie mordy jakiegoś mameluka na ringu, zrobienie komuś Crazy Slama lub założenie komuś walizki.

SR: Kiedyś… kiedyś… dawno… kiedy to było?

Miszka: Pół roku temu?

SR: Co się stało?

Miszka: Nie wiem, mistrz może to wytłumaczy.

SR: Miałem wielkie plany odnośnie bycia EWF World Champem… zmiana… przemiana… nowe otwarcie dla polskiego wrestlingu…

Miszka: Co się stało…

SR: Alkohol…

Crazy zza pazuchy wyciągnął butelkę wina mołdawskiego i popił sobie z gwinta, następnie dwukrotnie powtórzył tę czynność.

SR: Widziałeś Gascoigne’a? Gdzie ten alkohol prowadzi… (patrzy w butelkę)

Miszka: O ile wiem, nie jesteś alkoholikiem…

Crazy wyrzuca butelkę, ta trafia do jakiegoś pudła i tam się roztrzaskuje.

SR: Wiem, ale czyż nie byłoby to łatwiejsze? Znaleźć jedną przyczynę i rozwiązanie wszelkich problemów? Czyż nie łatwiej by było powiedzieć, że to przez to?

Miszka: Nie wiem.

SR: Tyle gwiazd EWF, gdy było na zakręcie zawsze sobie wymówkę alkoholową. Nie wygrywam, bo piję. Przegrywam, bo piję. Nie jestem odpowiednio zmotywowany, bo piję. Wypaliłem się, bo piję.

Miszka: Tak bywało.

SR: Potrzebuje rozrywki, Szakal i Vaclaw byli nawet całkiem zabawni. Chłopaki oczywiście byli bardziej zajęci sobą i woleli się nawzajem naparzać, ale przynajmniej coś się działo. Była walka, było EWF, było miło. Było ryzyko utraty pasa i byli wielcy przeciwnicy. Choć w sumie Szakal to kiedyś znaczyło więcej. Nadal z niego super ziomek i wrestler i pewnie jeszcze kiedyś odbije mój pas, ale kiedyś. Kiedyś bałem mu się spojrzeć w łysinę! To były czasy, jego łysina mnie przerażała, a przecież ja nie daje się tak łatwo zastraszać, zawsze jestem i byłem zadziorny. Jak taki mały kogucik, co to musi wszędzie swoje pazury wcisnąć. A jego łysiny naprawdę się bałem, w sumie nadal czasem ogarnia mnie strach jak na nią patrzę. Aż próbuje sobie wyobrazić Szakala we włosach, na przykład z afro lub fryzurą na elvisa, wtedy by stracił chyba 90% swojej wrestlerskiej mocy. Vaclaw też w sumie to fajny gościu, taki nieokrzesany. W sumie podczas tej walki częściowo czułem, że żyję.

Miszka: Częściowo?

SR: Z jednej strony było miło pobić się z dobrymi wrestlerami, z drugiej strony wiedziałem, że wśród nich nie ma żadnego rywala z którym będę mógł toczyć dłuższy pojedynek.

Miszka: Myślałem, że nie lubisz takich serii walk.

SR: O rywalu ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie, widzę i opisuje, bo tęsknie po tobie.

Miszka: Ktoś tam się pewnie dobry znajdzie.

SR: Widziałem z ciekawości wczoraj roster, mówię ci kaszana. Choć niedawno tych łebków było mniej, mówią, że teraz nawet się rozmnożyli. Jednak najważniejsza jest góra rosteru, a tam tylko ja i długo, długo nic.

Miszka: Pewnie ktoś się znajdzie.

SR: Taa, skamielina po Sandmanie albo Snake.

Miszka: Snake jest już w niebie, w lepszej cywilizacji.

SR: Bidam, a kto to jest Bidam ja się pytam?

Miszka: Ten z porwaniami… coś takiego tam jest…

SR: To była figura retoryczna…

Miszka (zdziwiona mina): Taka prawdziwa?

SR: Jak ma się Bidam do mnie?

Miszka: Jest większy o kilka centymetrów i bardziej opalony.

SR: Pytam się o jego sukcesy, baranie.

Miszka: Jak na okres czasu jaki jest w EWF… ale w sumie nie ma co porównywać.

SR: Dlaczego?

Miszka: Bo jesteście nieporównywalni. Jest pan lepszy i bardziej utytułowany, tak więc wszelkie porównania mogą być dla pana obraźliwe.

SR: Ale on pokonał Bubbę?

Miszka: Jedna wygrana w kampanii, nic nie znaczy.

SR: A co zrobić by znaczyła?

Miszka: Wygrać z panem.

SR: Co się wtedy stanie?

Miszka: Może znajdzie pan sens, którego tak pan uporczywie szuka.

SR: Nowa motywacja po porażce?

Miszka: Może to będzie nowa droga?

SR: Warto przegrać?

Miszka: Jesteś SR-Crazy…

SR: Robię czasem szalone rzeczy.

Miszka: Dokładnie.

SR: Kibice jednak by tego nie zrozumieli.

Miszka: Jak się odpowiedni opakuje to.

W tym momencie do pokoju wchodzi MysteryOpponent, który najwyraźniej chciałby się przebrać. Na jego nieszczęście to wynajęty lokal. Na jego szczęście nie zdążył on nam pokazać swojej twarzy. Było blisko, a poznalibyśmy prawdziwą twarz legendy polskiego wrestlingu.

SR: Potrzebuję jakieś rozrywki przed walką…

Miszka: Chcesz przegrać?

SR: Skąd ci te głupie pomysły przychodzą do głowy to ja nie wiem.

Miszka: Cała rozmowa tego dotyczyła.

SR: Tak się z tobą droczyłem. Bidam to niezły grajek, chłopak umie walczyć i niezaprzeczalnie ma talent. Wygląda na takiego pociesznego śmieszka, ale już ja znam ten błysk w oku. Jak by zabił 333 murzynów i jednego kotka…

Miszka: Kota?

SR: Wiedziałem, że murzynami się nie przejmiesz, a 333 ich było. Ilu trzeba murzynów byś przejął się ich losem? Nie chce wiedzieć, wróćmy do Bidama. Wygląda i zachowuje się trochę jak jakiś przygłup, ale ja już znam tę taktykę. Tu nie mam miejsca na przypadek, widać, że koleś jest dobry w tym co robi i już niedługo będzie mógł wklepać najlepszym. On udaje tylko takiego pociesznego chłopaka z ferajny, a czai się w nim prawdziwy diabeł. Uwolnij go tylko, a uderzy cię, jak Steve Wonder wali w lampę uliczną, gdy mu pozwolą prowadzić. Na dzień dzisiejszy, to nie ma co się obawiać. Nie walczymy o pas, bijemy się krzesłami, więc nie będzie źle. W przyszłości może być gorzej. No, ale właśnie, gdyby on teraz już był bardzo dobry, to sytuacja byłaby zupełnie inna. Może bym miał co robić i wziął się porządnie za treningi. Może znalazł bym w sobie siłę do walki i do przeciwstawiania się złu i występkowi? Może bym znalazł motywację, cel w życiu, a tak? Pozostaje mi gadanie o tym, że mój przeciwnik jest wprawdzie niezły, ma ogromny potencjał, ale bardzo dobry to on będzie kiedyś indziej i że mam ja na niego zaczekać i wtedy będziemy toczyć prawdziwie epickie pojedynki. Jak to brzmi? Jak jakaś jebana meksykańska telenowela, jeszcze mi tu tylko Ricky Martina śpiewającego Amore coś tam, avelante jest. No jak to brzmi Miszka? No strasznie to brzmi, mój tytuł i jego wartość spada na łeb na szyję. Jakby jego akcje na giełdzie sprzedawali, to panowie w szelkach już dawno kazaliby się ich pozbyć. Tak nie może być. Jeden Bidam nie sprawi, że mi się będzie nagle chciało latać i biegać jak szalony. O nie, tego na pewno Bidam nie sprawi, tu potrzeba więcej dobrych wrestlerów, brak mi jakiejś szalonej rywalizacji, dzikich walk oraz wspaniałych wrestlerów, z którymi poobijamy sobie mordy. Tylko gdzie ja znajdę ich? Gdzie jest mój sens, gdzie moje zwycięstwo? Nie wiem już sam nawet. Bidamie przybywaj!

Miszka: Ciekawe dywagacje.

SR: Tylko tyle masz do powiedzenie?

Miszka: Lepiej bym tego nie ujął. Powiedział pan wszystko co najważniejsze. Przekazał pan, że szanuje Bidama i że to całkiem dobry wrestler, mający szansę być jeszcze lepszy. No, ale w nadchodzącym pojedynku szans wielkich nie powinien mieć.

SR: Nudzę się, kiedy ta walka z Bidamem? Czemu jeszcze tyle czasu musi minąć, aż się rozerwę? Potrzebuje rozrywek… w sumie to może by ciekawa walka, kiedy ja toczyłem ostatnio ciekawą walkę? Z Bubbą wspólnie było miło, ostatnia też, ale ja potrzebuje jakiegoś dreszczyku emocji. Rozumiesz to mój towarzyszu?

Miszka: Bidam może być ciekawy…

SR: Może, ale wolałbym coś nowego, może walkę z większą ilością wrogów, na przykład 10 na jednego i bym się rozprawiał z nimi jak w chińskich filmach walki lub jak w Power Rangers!

Miszka: Mighty morphin power rangers! Bidam jest tym zielonym!

SR: Skąd wiesz?

Miszka: Zgaduję, to może być prawda, ale nie musi.


SR: To muszę się lepiej do tej walki przygotować, pójść na siłownie. Ostatnio tam widziałem Lisa Tomka, coś mi tam proponował.

Miszka: Odżywki?

SR: Do włosów…

W tym momencie do pokoju wchodzi Mariusz Max Kolanko.

Kolanko: O… pan gospodarz… dziękuje za zaproszenie na popijawę… to znaczy na raut… tak raut! Zawsze mi się to z polowaniem kojarzy…

SR: Kurwa mi też! Czemu ja na to nie wpadłem… Miszka idź ogłoś polowanie, bierzemy dziewczynki! To znaczy nasze dziewczyny, żydowskie… w sumie jak ktoś chce inne to też może wziąć, mi to bez różnicy.

Miszka wychodzi, w pokoju zostaje Kolanko i Crazy, panuje niezręczna cisza.

Kolanko: Mogę też iść z wami?

SR: Tak.

Cisza nadal jest niezręczna.

Kolanko: I tak to jest.

Cisza, niezręczna jeszcze bardziej.

Kolanko: Także tego…

SR: Nie stój tak, możesz mi zadać pytanie.

Kolanko: Aaa w sumie ja tu prywatnie jestem, więc nie wiem, czy mogę. Wiesz to po godzinach, nie płacą mi za to i w ogóle. W sumie jednak pracownikiem EWF jest się zawsze i w każdym momencie, federacja mnie nawet jakoś tam traktuje, gorzej z wrestlerami, ostatnio większość z nich jest nieznośna.

SR: To prawda, źle się dzieje w EWF, ale mało ich też jest. Kiedyś to rosteru nie dało się ogarnąć, a jak się doliczyło tych cichociemnych, czy jak im tam było… co pas mieli nawet… a zresztą… czy to ważne?

Kolanko: Dla nich pewnie tak, ich legenda nadal żyje!

SR: Co to za legenda. Ja pamiętam Prusakolep i czy to coś miłego? Nie sądzę.

Kolanko: A co pan sądzi o walkach?

SR: Wygrałem ostatnio, oglądałeś, czy przejmowałeś się tragedią z wypadkiem helikoptera. Kolejna katastrofa lotnicza w Polsce by była, w sumie ciekawe to. Może by powołali komisję sejmową? Wzywali by mnie tam… ci z tej do śmierci Felka i sprawy Felipe mnie nie chcą. A ja bym poszedł, ja lubię chodzić wszędzie, a mnie nie zapraszają. Może im bym coś ciekawego powiedział, kupiłbym Roberta, on taki biedny jest… widziałeś smutne oczka jego agenta?

Kolanko: Pokonać Vaclawa i Szakala to chyba coś miłego?

SR: Lepsze to, niż wygrać z bandą z Wyspy. W końcu imiona Szakal i Vaclawa znaczą coś w EWFowskim świadku. O tak, wygranie z nimi było bardzo ciekawe i cieszę się, że czegoś takiego doświadczyłem.

Kolonko: Nudzi pana EWF?

SR: Szukam wyzwania… jakiegoś fajnego kolesia, który sprawi mi problem i będę mógł z nim stoczyć serię pasjonujących pojedynków. To ciekawe, że wcześniej tego nie doceniałem… mieć rywala, mieć ludzi równych sobie.

Kolonko: A jak przegrasz z Bidamem, to będziesz miał równego sobie?

SR: Nie wiem, chyba…

Kolanko: Czyli porażka z byle kim powoduje, że masz kogoś, z kim możesz walczyć?

SR: Myślę, że Bidam to nie jest byle kto

Kolonko: Nie jest też on królem tego biznesu.

SR: Nas w sumie wiele więcej nie osiągnął.

Kolonko: Nas miał renomę, Bidam ją buduje dopiero. Poza tym z Nasem nie przegrałeś swojego mistrzowskiego pasa.

SR: Z Bidamem również. W ogóle to my o pas nie walczymy, więc jego na pewno nie przegram, ale może w przyszłości. Z kimś go muszę stracić, jak nie z Bidamem, to z Szakalem lub Vaclawem, a może jeszcze z kimś innym. W każdym razie perspektywa straty mojego najcenniejszego dobra nie jest mi miła. Muszę ciężej nad sobą pracować i dbać o siebie i swoją kondycję. Polowanie przed walką z Bidamem może mi tylko pomóc.

Kolonko: Myślę, że bardziej pomogłoby spędzanie więcej czasu w okolicach aren, gdzie odbywają się galę. Rzadko się tam pana ostatnio widuje, plotkuje się nawet, że ma pan mniej interakcji z publicznością, niż kiedyś.

SR: Nonsens. Nie mogę się bawić w jakiegoś Shamana i jego Uł yeeeeee.

Kolanko: Uł yeeeeee!

SR: Przestań.

Kolanko: Przepraszam

SR: Widzisz, ja muszę również zachować choć trochę powagi, jaką uzyskałem przez zdobycie tego pasa. Moje interakcję z fanami stoją nadal na bardzo dobrym poziomie, oni mnie kochają, uwielbiają, szanują i skaczą za mną w ogień. Po walce z Bidamem im udowodnię, że ich król nadal jest najlepszy. Tak, muszę wygrywać dla moich fanów i kibiców, a także kibicek. Mam takie chyba?

Kolanko: Co? Kto?

SR: Żeńska forma kibica. Jak człowiek się dzieli na faceta… głównie… i na kobietę, tak i kibic dzieli się podobnie. Chodzi o to, że mam chyba jakieś tam fanki.

Kolanko: Tak… bo ja wiem… ich się pytaj…

SR: A Bidam ma fanki?

Kolanko: Pewnie ma?

SR: Może zrobimy z tej walki, mecz o kobiety? Rozumiesz… kobiece fanki… to już jest jakiś powód by walczyć i większa mobilizacja po mojej stronie. No bo nie oszukujmy się, czym mnie ma taki Bidam mobilizować? Nawet nie walczymy o żaden pas, nie walczymy o honor, nawet nie jesteśmy na siebie jakoś szczególnie źli. Ani Bidam mnie nie wkurwił ostatnio, ani ja jego. Raczej siebie unikamy na korytarzach, a nawet się nie spotykamy. Nie opierdoliliśmy razem kurczaka, jak opierdalam czasem z Bubbą, ani też nie wylewamy sobie szampana na głowę…

W tym momencie do pokoju wpada człowiek wyglądający trochę jak włoski żyd (ale jest on katolikiem, a do tego bogatym, bo jego dziadek to była potęga, a on trochę mniej, zresztą jego brat więcej znaczy), w czarno-białym szaliku, ma on w rękach dwa pistolety na wodę, ale zamiast wody znajduje się tam oryginalny szampan z francuskiej Szampanii (realizator wie wszystko), zaczyna strzelać w kierunku Mariusza, ochlapując go. Po chwili zauważa, jakby swoją pomyłkę i staje niczym słup telegraficzny na polu kukurydzianym.

Gość: Sorry… wrong room.

Gość opuszcza nasze progi, a Crazy podaje swoją jedwabną chusteczkę Mariuszowi. Rozmowa jest kontynuowana jak gdyby nigdy nic.

SR: Nie ma między mną a Bidamem jakiegoś napięcia… rozumiesz to? Czegoś co by powodowało, że chce mi się walczyć i bić. Oczywiście są fani i tym podobne rzeczy, jak niechęć do porażkę. To nie starcza jednak. Myślałem, że wraz z godnością EWF World Champa przyjdzie tu jakaś odnowa, pasja coś się zmieni. Jedyne co się zmieniło, to pas. Nic więcej, rozumiesz? Nie było żadnego wstrząsu w EWF, żadnej nowej moralności… odnowy… poprawy… ba nic się nie zmieniło. Wszystko jest po staremu, spiski, jobberzy, dziwne walki i śmiechy w szatni. Świat nie zareagował na zmianę EWF World Champa, świat pokazał, że ma mnie w dupie. Nic go nie obchodzi nowy champ, niby wszyscy oddają mi hołd i biją mi pokłon, bo jestem mistrzem, ale nic się nie zmienia. Jestem mistrzem i co? Nic nie mogę. Jestem mistrzem i tyle, jak jakaś cholerna wyłącznie tytularna rola. Niby stoję na czele drabinki wrestlerskiej, a i tak połowa ziomków jest ważniejsza ode mnie. Jak tak można? Hmm… Kiedyś nie rozumiałem dlaczego Tool, Sytcher, Kraven pogrążyli się w tym pijanym marazmie, dziś już wiem…

Kolanko: Co wiesz?

SR: Trzeba pokonać Bidama.

Kolanko: Myślę, że nie o to chodzi…

SR: A o co w takim razie? Bidam, to jedyny i najważniejszy cel. Zniszczenie każdego kolejnego wroga, który chcę lub może przechwycić mój pas jest najważniejsze. Muszę go chronić i muszę walczyć o niego. Muszę każdy następny mecz traktować, jak walkę w której pierwszy raz mogę wygrać EWF World Title. Muszę to robić… tak po prostu…

Kolanko: To piękne.

SR: Jestem w końcu jako World Champem niejako panem na EWF. Mam swą godność na uwadze, a także godność EWF kroczy ze mną, bo taka jest moja rola. Jako mistrz świata reprezentuję majestat EWF.

Kolanko: A fanki płci żeńskiej?

SR: Myślisz, że Bidam ma ich więcej?

Kolanko: Jest przystojniejszy…

SR: To walczmy o nie, nic tak nie pobudza mężczyzn jak walka o kobietę.

Kolanko: Ale nie ma tej konkretnej?

SR: He?

Kolanko: Podobno jest pan hejem…

SR: Dziwne to plotki, współczesna kultura i jej homopozytywność zaburza postrzeganie prawdziwej męskiej przyjaźni.

Kolanko: Może się pan przyjaźnić z Bidamem.

SR: Mogę, ale najpierw mu wpierdolę.

W tym momencie zza okna usłyszano głos, że polowanie czas zacząć. Szaleniec się zdziwił mocno, gdyż drużyna gotowa, a on nie. Crazy i Mariusz wybiegli na dwór, a tam zobaczyli Smelę, a także prawie 12 osobową grupę osób ze strzelbami i jeszcze więcej gapiów, a nawet trochę zwierząt. Był nawet podczaszy, emerytowany stolnik, jakiś rębajło, dwóch cześników, asesor, koniuszy z kuchmistrzem, trzech mieczników, ochmistrz na rencie, spiżarny, a do tego strzelcy, szczwacze.

Natenczas Smela chwycił na taśmie przypięty
Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty
Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,
Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,
Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha
I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha,
I zagrał: róg jak wicher, wirowatym dechem
Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem.
Umilkli strzelcy, stali szczwacze zadziwieni
Mocą, czystością, dziwną harmoniją pieni.
Smela cały kunszt, którym niegdyś w lasach słynął,
Jeszcze raz przed uszami myśliwców rozwinął;
Napełnił wnet, ożywił knieje i dąbrowy,
Jakby psiarnię w nie wpuścił i rozpoczął łowy.
Bo w graniu była łowów historyja krótka:
Zrazu odzew dźwięczący, rześki: to pobudka;
Potem jęki po jękach skomlą: to psów granie;
A gdzieniegdzie ton twardszy jak grzmot: to strzelanie.

Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
Że Smela wciąż gra jeszcze, a to echo grało.

Zadął znowu; myśliłbyś, że róg kształty zmieniał
I że w ustach Smeli to grubiał, to cieniał,
Udając głosy zwierząt: to raz w wilczą szyję
Przeciągając się, długo, przeraźliwie wyje,
Znowu jakby w niedźwiedzie rozwarłszy się garło,
Ryknął; potem beczenie żubra wiatr rozdarło.

Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
Że Smela wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
Wysłuchawszy rogowej arcydzieło sztuki,
Powtarzały je dęby dębom, bukom buki.

Dmie znowu: jakby w rogu były setne rogi,
Słychać zmieszane wrzaski szczwania, gniewu, trwogi,
Strzelców, psiarni i zwierząt; aż Smela do góry
Podniósł róg, i tryumfu hymn uderzył w chmury.

Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
Że Smela wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
Ile drzew, tyle rogów znalazło się w boru,
Jedne drugim pieśń niosą jak z choru do choru.
I szła muzyka coraz szersza, coraz dalsza,
Coraz cichsza i coraz czystsza, doskonalsza,
Aż znikła gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu!

Smela obiedwie ręce odjąwszy od rogu
Rozkrzyżował; róg opadł, na pasie rzemiennym
Chwiał się. Smela z obliczem nabrzmiałym, promiennym,
Z oczyma wzniesionymi, stał jakby natchniony,
Łowiąc uchem ostatnie znikające tony.
A tymczasem zagrzmiało tysiące oklasków,
Tysiące powinszowań i wiwatnych wrzasków


Tak zaczęło się polowanie na Bidama i każdego, kto będzie chciał zdobyć EWF World Title.





-----------------------------------------------
Koniec
Bez nawiązania do Dark Avengera
-----------------------------------------------
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group