Zapowiedzi SmackDown, Mixed Match Challenge i... (zobacz)
W jakim stanie naprawdę jest Jordan? Kulisy z... (zobacz)
Kolejna kontuzja Finna Balora? Nowy turniej d... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Radio Havana
Autor Wiadomość
Vaclav 
Upper Midcarder



Wrestler: Raven, Mick Foley, CM Punk
E-fed: Vaclav
Wiek: 32
Dołączył: 25 Wrz 2004
Posty: 1854
Podziękował: 28
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Łuków
Wysłany: 2013-11-11, 22:20   Radio Havana

Łoskot uderzenia tępym przedmiotem ponowił się. Drugi raz, trzeci, czwarty…. W końcu cel został osiągnięty i słychać szczęk obracanego w zamku klucza. Drzwi roztwierają się z skrzypnięciem. Nie z starości, a raczej z zaniedbania. Do przedpokoju wdarło się światło lampy zamontowanej na korytarzu klatki schodowej. Przez próg wchodzi, a raczej wtacza się Vaclav. Chwiejny krok, oraz zaszklony wzrok przesłoniętych długimi włosami oczu wskazują jednoznacznie na stan upojenia. Drzwi zatrzaskują się głośno, popchnięte podeszwą glana. Ramoneska poleciała w stronę wieszaka, ale nie zaczepiła się o zawieszkę, konsekwencją czego było twarde lądowanie na podłodze.

Vaclav: Kochanie, wróciłem! Jak to pisał wieszcz – kufle wylały i drogi pełnie niebieskich chujów… znaczy, zbójów! Kolejny dzień pracy za mną, pora spędzić trochę czasu z rodziną.

Widocznie ciężka to praca musiała być, bo krok niepewny i ociężały wiedzie go do przodu. Trudy wrestlingowego rzemiosła odciskają swoje piętno na każdym i trzeba sobie pomagać promilami. Jakby mało mu przemocy w ringu, ma ją wyeksponowaną na t shircie przedstawiającym okładkę albumu Pantery „Vulgar display of power.”

Vaclav: Tego dla niej chcesz, Szakal? Godzin wypełnionych nerwowym wyczekiwaniem mego powrotu – cholera wie kiedy, tylko ja wiem w jakim stanie. Chcesz, by jej serce przyśpieszało napędzane lękiem którego kulminacyjnym momentem będzie otwarcie przez mnie tych samych drzwi, przez które przeszedłem przed chwilą. Zamiast ciepła pocałunku na swoim policzku poczuje gorąc uderzenia „liściem.” Bo zupa była zasłona? Talerz z tą jej zupą rozpierdoliłbym o ścianę tuż obok jej głowy. Bo muszę odreagować? Chyba tylko to, że nie stoi tu z schłodzonym piwem. Bo po prostu mogę? Mogę wrócić kiedy chce, oprocentowany jak lokata w dobrym banku i podnieść rękę na kogokolwiek chcę. I ty się już o tym zdążyłeś przekonać. Czarne niebo nocy rozjaśnione nie blaskiem gwiazd, a szklanymi okruchami rozbitej na twym łysawym łbie butelce. Ponoć są czyny, po których nie ma odwrotu. Zbrodnie, po których zostaje się wypchniętym za linię obszaru zajmowanego przez społeczeństwo. Tą linię nakreśliły krople krwi opadające z twej głowy na warszawski chodnik.

Wróg ludu dochodzi do jakieś większej przestrzeni, by poklepać ręką o najbliższą ścianę. Czynność ta miała większy sens, gdyż chodziło o namierzenie włącznika światła. Cel został osiągnięty i sporawy pokój ukazuje w pełni swój urok i szyk. O ile tymi słowami można nazwać bajzel spowodowany walającymi się butelkami, komiksami i innymi przedmiotami porozrzucanymi bez ładu i składu na skórzanej kanapie, stoliku i przestrzeni pomiędzy meblami a kuchnią z aneksem, do której kieruje się Vaclav. Musi mu być strasznie ciężko, gdyż nawet nie zdjął obuwia i każdemu krokowi towarzyszy głuche stuknięcie. Wreszcie zawitał do przestrzeni kuchennej.

Vaclav: Takiego domu chcesz dla Vaclava jr? Gdzie łzy niemowlęcia zmieszają się z łzami matki? O Boże, boże, Bożenko – jak mogłaś to zrobić z Vaclavem? On będzie bil cię w dużym pokoju. Nic tak nie wkurwia jak pytania, o to czy nie wystarczy już tego piwa.

Mecenas extremy otwiera lodówkę i wyciąga butelkę Perły chmielowej. Akt otwarcia odbywa się przy użyciu zębów, a kapsel zostaje wypluty gdzieś na aneks. Big łyk i obok ulokowana zostaje napoczęta butla.

Vaclav: Szybko nauczyłbym ją pierwszej zasady obowiązującej w tym domu – lubię piwo, lubię dużo piwa. Nauka odbywałaby się przy użyciu tak pomocnych narzędzi jak moja pięść, czy ćwiekowany pas. Ocena niedostateczna byłaby wystawiana natychmiast i skutecznie, pod postacią sinej skóry na całym jej ciele. Sądzę, że szybko doszlibyśmy do porozumienia i nasz związek by rozkwitał. Chciałoby się powiedzieć – jak kwiaty które bym jej przynosił, ale nic z tego. Rozkwitałby jak granat na jej oku, gdybym musiał przypomnieć jej o zaopatrzeniu.

Kolejny łyk piwa, bo zaopatrzenie to podstawa

Vaclav: Ty łysy dobrze wiesz, jak bardzo potrafi mnie wkurwić brak piwa. Zasponsorowałeś mi prohibicje w Toruniu, przez co ucierpieli postronni ludzie. W rynsztoku smutnej, jak twoje oczy zbitego psowatego, szarości zwanej życiem przeciętnego Kowalksiego często bywa tak, że to co najgorsze skryte jest za drzwiami domostwa. Zazwyczaj sąsiedzi nie wiedzą, lub udają że tak jest, jakie sytuacje mają miejsce za ich progiem. Przy krzykach kłótni wolą pogłośnić teleodbiorniki, czy zagłuszyć je przy użyciu wepchniętych do granic możliwości małżowiny usznej słuchawek. Ale nie w naszym przypadku, o nie – świadkami naszej obopólnej przemocy było całe EWF a nawet ci, którzy nie mieli z nim nic wspólnego. Szczycisz się mianem senatora, opiekuna elektoratu, a rzeczony elektorat zaznajomił się z układem kostnym mej pięści z racji twej błędnej decyzji. Nie spodziewaj się, że przed naszą walką specjalnie podkręcę wskaźnik agresji wymuszoną abstynencją.

Przeciwieństwem abstynencji jest łyk piwa.

Vaclav: Chce napawać się każdym punchem powodującym głuche dudnienie wnętrza twej głowy, sprawić by na moich ustach zagościł uśmiech z racji braku rachuby ilości nacięć wynikłych z spotkania twej skóry z chłodnym ostrzem drutu żyletkowego, a najważniejsze – poczuć satysfakcję z zdegradowania cię do roli ofiary co znajdzie potwierdzenie w 10 dowodach wygłoszonych przez sędziego. Takiej ofiary, jaką może być matka zasłaniająca dziecko własnym ciałem przed ciężarem ojcowskiej ręki. Ofiary, której krzyk będzie słyszalny za drzwiami, a tuż za ich progiem zostanie całkowicie niemy.

Wróg ludu finiszuje piwo, ale obfita kropla opada na płytki podłogi. Następuje zmiana kadru, Vaclav widoczny jest w odbiciu kropli. Wszystko to dzięki technicznym cudom współczesnej realizacji.

Vaclav: Niby powinienem sięgnąć po ścierkę by to zetrzeć, ale poczekam na nią. Bo wiesz, Szakal, ona jest taką ścierą, która nadaje się tylko do wchłaniania syfu z podłogi. Te doświadczenie znasz z autopsji, a szczególnie ostatnio odbyła się powtórka zarządzona przez mnie w asyście Filipa. Czy to mata ringu, czy posadzka na zapleczy, czy też plantacja kultur bakterii na dworcu kolejowym, twoja łysawa morda ocierała się o to wszystko. I jak ta ściera, lepisz się od syfu porażki tak bardzo, że aż mnie obrzydza na myśl o ponownym kontakcie mej pięści z tobą. Czas zrobić z tobą to, co robi się z ścierą – wyżymać do ostatniej kropli krwi i wyrzucić na śmietnik historii. Odebrałem ci FTW title, odebrałem ci przyjaciela, odebrałem zaufanie dawnych towarzyszy broni z słowiańskiego grodu znanego archeologom pod nazwą PCW i co najważniejsze – odebrałem godność twego elektoratu.

Vaclav odstawia butelkę na podłogę (miejsce dobre jak inne) i zasila się kolejną prosto z lodówki. W międzyczasie przechodzi do pokoju i zasiada na kanapie. Piwo zostaje otwarte a kapsel wypluty na podłogę, gdzie sąsiaduje z kilkoma innymi. Big łyk.

Vaclav: I uwierz mi, będziesz krzyczał równie głośno jak ona. To inny rodzaj doznań, ale o tym samym podłożu – ból. Ból sprawiany pomimo sprzeciwu, narzucony brutalnie i niewzruszenie na krzyki pełne błagań o litość. Postawiłem ją przed ciężkim wyborem, nabrać haustu powietrza, czy wydobyć z siebie jęk w próbie ulżenia cierpieniom. Dasz wiarę, że częściej wybrała to drugie? Ale było za późno, stała się łupem zdobywcy. Chociaż nie było to trudne, sama rozwarła przed mną wrota do grodu jej cnoty. I zanim jej umysł zdążył odebrać neurotyczny sygnał alarmowy, jej wnętrze spłynęło krwią. Była w moim władaniu i władałem nią poprzez ból i poniżenie. Nie była Bożenką z Szczecina, była przelotną przyjemnością która trwała krócej niż poranny kac. Pozbawiłem ją daru niewinności, naznaczając ją jako parias wyuzdania kierowanym chucią. A może i zrujnowałem życie obarczając ciężarem wychowania bękarta niesłusznie noszącego me imię. Jeżeli chcesz, Szakal, zostanę mężem i ojcem. Żona ma będzie nosiła biżuterię z wybitych zębów i prezentowała makijaż podbitych oczu. Junior będzie przemierzał świat swej fantazji próbując nadać butelkom i puszkom rolę zabawek. Chcesz dla niego takiego losu? Spokojnie młoda matko, tul swe dziecko do snu. Śpij spokojnie mały. Was los leży w rękach człowieka, którego porażka jest środowiskiem naturalnym, a mnie nie interesuje wasz los. Nie chcę dzielić radości usłyszenia pierwszego słowa, uwieczniać pierwszego kroku, nerwów pierwszego dnia szkoły czy najważniejsze, dzielić doznaniami smakowymi pierwszej Perły. Dla mnie jesteście po prostu statystyką ludzkiej głupoty i nieszczęścia samotnego rodzicielstwa. Mnie interesuje tylko wzrost spożycia, postępująca liczba ofiar i końcowe odliczanie do zakończenia znajomości Crazyego z World Title.

Mecenas extremy powstaje i spogląda w kamerę

Vaclav: Bo nasz drogi mistrz świata już na następnej gali zostanie powitany przez mnie zimnym piwem…

Wróg ludu rozbija niemal pełną butelkę o obiektyw. Widać charakterystyczną pajęczynkę za którą spływa wodospad brązowej cieczy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group