Reigns na majowym tourze w UK, spoilery z SD... (zobacz)
Kolejne walki w karcie WrestleManii 35, wydar... (zobacz)
Jimmy Uso uniewinniony, Brie Bella kończy kar... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
In flagrante delicto...
Autor Wiadomość
Bidam

Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 40
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2014-01-13, 00:05   In flagrante delicto...

***************************************************

+++++++++++++++++++++++++++++++++
Tom 1.
Oklep.
+++++++++++++++++++++++++++++++++


Bili mocno. To dobrze, Bidam nie narzekał, tak właśnie powinni robić. Bicie nie jest zabawą dla ciot, jak zorganizują kiedyś oddzielne igrzyska olimpijskie dla homoseksualistów (mogą je na przykład nazwać homopiadą albo gejopiadą) to tam mogą się okładać jak panienki. Jak ktoś jest bity to oczekuje, że dostanie po ryju porządnie. Bidam był zadowolony, bo dostawał wpierdol od prawdziwych profesjonalistów. Czuć było, że mają w tym wieloletnie doświadczenie, że to co robią, to dla nich nie tylko praca, ale też rodzaj sztuki. Jego oprawcy mieli na oko grubo powyżej trzydziestki, wielcy, umięśnieni, cuchnący wódką i fajkami, a do tego łysi. Dlaczego oni zawsze muszą być łysi? Trzeba by spytać tych gości od Żubra, wyglądają na rozmownych typków. Nie bili po mordzie, co w sumie zdziwiło Bidama, ale uderzenia spadające na pozostałą resztę ciała były tak silne, że Bidam nie miał co narzekać. Było ich czterech - to już powiedziano - byli wielcy, silni, mieli przewagę liczebną. Z początku Nowosibirski próbował wejść z nimi w rywalizację, ale cholera, gnoje mieli element zaskoczenia. No i była jeszcze ta ruska dziewuszka, z którą go przyłapali. Może to bracia? Cholera wie. Złapali go dawno, zapakowali do jakiegoś wozu, nie, nie Wołgi, do Mercedesa albo Audi. W Polsce byłoby to BMW, ale te gieroje tutaj widać wolą inne wyroby myśli motoryzacyjnej z Reichu. Zawlekli go do piwnicy jakiegoś breżniewowskiego bloku. W zasadzie to nie było wiadome czy blok ten był z czasów Breżniewa. Przypominał polskie bloki gierkowskie, a to ta sama epoka. Przyjmijmy więc, że faktycznie był on breżniewowski. Śmierdziało tu moczem, ale tylko trochę, ot, typowy fetorek polskich dworców kolejowych. Bidam dostawał oklep, a na krześle siedział jeszcze piąty mężczyzna. Ten był zwalisty, nie gruby, ale taki po prostu byk, jak z ruskiej mafii albo KGB, albo z obu, bo cholera ich tam wie. Łysy nie był, ale włosy miał krótkie. Morda wyglądała groźnie, nie chciałoby się takiego spotkać ani w ciemnym zaułku ani za dnia. Wyglądał wrednie, po prostu.

- A więc... - zaczął wreszcie zwalisty mężczyzna i jak na komendę bicie się zakończyło. - Bidam, tak?

- Tak.

- Bidam Siergiejewicz Nowosibirski? - zmarszczył groźnie brwi. - Ty nasz?

- Nie do końca.

- Ach, nie do końca.

- Odpowiadaj dokładnie, albo wyrwiemy ci język - miło wtrącił się jeden z "oprawców".

- Spokojnie Iwan, spokojnie. Tylko sobie rozmawiamy. Prawda? - zapytał cicho.

- Prawda - odpowiedział Bidam cicho.

- A więc?

- Jestem obywatelem Korei Północnej i Mongolii, to legalnie, ale mam jeszcze kilka dodatkowych paszportów z różnych krajów, w tym z Rosji.

- Szpieg?

- Biznesmen.

- Ach, to tak jak ja - powiedział z uśmiechem.

- Przepraszam, ale nie dosłyszałem jaka jest wasza familia.

Cios spadł tym razem prosto w prawy policzek Bidama.

- Mówiłem duraku, żeby nie bić po mordzie! - wykrzyknął przywódca, jeśli tak można go określić. - Nasz przyjaciel ma za kilka dni wziąć udział w balu, prawda?

- Jest pan dobrze poinformowany.

- Aleksandra Władimirowna, mówi ci to coś?

- Nie.

- To moja córka.

- Gratuluję - tu Bidam zawahał się, jakby doznał nagłego oświecenia. - Ach tak.

- Tak... - tu mężczyzna westchnął. - ... in flagrante delicto, to takie miłe łacińskie określenie na moment, w którym zostaliście przyłapani. Jak mogłeś? Ona ma dopiero dziewiętnaście lat!

- Zmylił mnie makijaż, panie Władimirze.

- Nazywam się Władimir Balanowski i należę do grupy tzw. oligarchów, choć niestety mój majątek nie lokuje mnie w pierwszej dziesiątce. Jestem skromnym człowiekiem, drogi Bidamie Siergiejewiczu, mogę tak do ciebie mówić?

- Proszę.

- Więc jesteś wrestlerem? - Balanowski zapytał z nieskrywaną ciekawością.

- Tak.

- Lubisz, to co robisz?

- Sprawia mi to sporo przyjemności.

- I kogo sobie cenisz wśród swoich rywali?

- Szakala.

- Słynnego na cały świat Szakala? Co za oryginalna odpowiedź. Dlaczego Szakala?

- Szakal debiutował w polskim wrestlingu w 2001 roku, to kawał czasu, kilkanaście lat. Od tego czasu trwa niczym skała, niczym wielki salceson, który nigdy się nie zepsuje. Wisi w piwnicy, opalany dymem niezgodnym z unijnymi normami i trwa, trwa, trwa, trwa, trwa. W tym świecie, gdzie wszystko jest zmienne, gdzie mody są narzucane co kilka miesięcy, gdzie trzeba robić jakieś rebrandingi, zmieniać loga, odświeżać wyglądy, bo niby może się coś przejeść i znudzić... w tym pojebanym świecie dobrze jest mieć coś trwałego. Taką osobą jest właśnie Szakal. Uwielbiam z nim walczyć i jak bym mógł to walczyłbym chyba co galę, albo chociaż co dwie. Jest łysy, groźny i zawsze wkurwiony, a przy tym dostarcza wiele uśmiechu i radości. To zdecydowanie jedna z najważniejszych postaci w dziejach polskiego wrestlingu, prawdziwa legenda, chodzące muzeum, ale w stylu "stary, ale jary". Wrócił na ring w zeszłym roku, czym zaskoczył wszystkich. Pierwszą połówkę miał bardzo udaną, imponującą wręcz, później jednak zeszło z niego powietrze. Trudno powiedzieć czy to ze starości, lenistwa, spóźnialstwa czy po prostu braku czasu. Ja tego nie wiem i nie chcę nawet domniemywać, co może być tego powodem. Mam to w mojej zółtej, mongolskiej dupie szczerze mówiąc. Chciałbym jednak jednego...

- Czego?

- By Szakal wrócił do formy, by znów zaczął się liczyć w EWF. Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach z każdą kolejną galą rozmienia on swoją karierę, swoją legendę na drobne. To przykry widok, bo dziady muszą wiedzieć kiedy kończyć inaczej stają się żałośni. Nikt nie chce widzieć prawdziwych bohaterów, takich właśnie jak Szakal czy Bubba, nikt nie chce widzieć jak właśnie tego typu legendy przegrywają walki. Zwycięstwo nad nimi dla takich osób jak ja, przyznam to szczerze, smakuje słodko, ale tylko za pierwszym razem. Jeśli zaczynasz wygrywać częściej, to coś jest nie tak. Bo czy ty jesteś prawdziwie dobrym zawodnikiem czy twoi przeciwnicy zmienili się we flaki? Zwycięstwo nad sflaczałą legendą staje się wtedy nie sukcesem, lecz powodem do wstydu. Przykro patrzeć jak dawna gwiazda nie radzi sobie na ringu, jest zagubiona, nie ma werwy, nie ma energii, motywacji i w konsekwencji przegrywa. Serce mnie boli jak oglądam Szakala czy Bubbę przegrywających swoje walki.

- Jesteś wrażliwcem...

- Chyba tak.

- Romantykiem być może? - zapytał Balanowski z uśmiechem.

- Zdecydowanie.

- Ja nie miałbym oporów zmiażdżyć Borię Bieriezowskiego, mimo że ten jest legendą.

- On już nie żyje.

- Myślisz, że czyja to sprawka?

- Putina?

- Być może, kto wie, kto wie... - zadumał się oligarcha.

- Pan mnie jednak źle zrozumiał. Ja nie mam problemów by zniszczyć Szakala czy Bubbę. Zrobię to z przyjemnością i uśmiechem na twarzy, a po walce będzie mi po prostu przykro widząc ich obecną nieporadność. Ten stan w jakim zarówno Szakal jak i Bubba się znaleźli jest szczerze mówiąc przygnębiający. Od Kwietniowej Anarchii VI Szakal przegrał trzy razy, dwa razy zremisował i trzy razy wygrał. Niby wychodzi na remis, ale jak się spojrzy z kim on wygrywał... Salar, Abdel, Halloween, Viking, MN Rater, Prinse/Żubr, Gregor Cordial, Fergus Lumsden... to można sobie zadać pytanie: czy on już kompletnie zdziadział, że walczy z takimi pokracznymi tworami? Żal, wielki żal patrzeć na obecnego Szakala. Walczył dzielnie z Vaclavem, walczył mężnie, robił wszystko, co tylko się dało, ale przegrał, przegrał, przegrał. Trudna sprawa, bo oto nadchodzi 2014 rok. Bukmacherzy podobno przyjmują zakłady, kiedy Szakal wycofa się z walki. Ja nie chcę by się wycofywał, ja chcę by walczył, ale nie chcę też by niszczył swą karierę. Sytuacja tragiczna, widzi pan... - Bidam rozejrzał się po pomieszczeniu i spojrzał na łysych "kolegów". - Widzicie państwo?

- Widzimy, widzimy. Sami oglądamy od czasu do czasu wrestling, więc wiemy o co chodzi, ale... nie jesteśmy romantykami. Jeśli Szakal jest dobry, to niech walczy. Jeśli jest słaby, to niech spierdala - oligarcha miał bardzo prosty sposób myślenia.

- Szakal to mój wymarzony przeciwnik na najbliższą galę, ale nie pogardzę też innymi. Może być Bubba, może być Johnny Thornpike, może być Won Wei, nawet SeBa czy SR-Crazy. Kogo dostanę, to będę walczył. Nie jestem jakoś specjalnie wybredny. Co do Szakala, to jednak świta pewna nadzieja. Jakie piękne wiersze wygłaszał on na Felkach! Jakie komentarze rzucał! Jak za dawnych lat, jak za czasów jego świetności. Te wiersze chwytały za serce i mnie osobiście wzruszyły. Jestem bardzo emocjonalny, często płaczę nad losem kurczaków, które zjadam. Tak i w Zamku Michajłowskim uroniłem niejedną łzę słuchając Szakala. Wiem bowiem, że skoro potrafi jeszcze pisać wiersze, to jest w stanie i walczyć. Nie mam, co do tego żadnych wątpliwości. Gdzieś tam, w głębi jego rozumu i serca, czają się niesamowite pokłady siły i umiejętności. Jeśli będzie umiał się do nich dokopać, jeśli otworzy swe łyse serce, wtedy zobaczymy takiego Szakala jak w 2001, 2002 czy 2003 roku. Niezrównanego zawodnika, zabójcę na ringu i łysego skurwysyna. To Szakal naszych marzeń, którego chcemy i mamy nadzieję oglądać. Nie chcemy tego flaka z drugiej połowy 2013 roku. Chcemy egzekutora sprzed lat, albo chociaż tego gościa, którego widzieliśmy na początku 2013 roku. Rok temu Szakal zaczął z przytupem, był w gazie, później się chyba jednak zagazował swoim smrodem, bo zmienił się w patałacha. Może się do tego przyczyniłem?

- Dlaczego? - spytał Balanowski z ciekawskim uśmiechem Profesora Ciekawskiego.

- Od Transsib matchu zaczął się jego zjazd po równo pochyłej. Odebrałem mu FTW title, pokonałem go, może załamał się? Może to go zniszczyło? Może na Trzech Króli powinienem mu się podłożyć i w ten sposób odzyska dawne umiejętności, siłę i witalność? Czy zrobiłbym to dla dobra EWF? Dla dobra polskiego wrestlingu?

- Zrobiłbyś to?

- Nie.

- Nie?

- Nie.

- Dlaczego?

- Czy ja wyglądam jak fundacja charytatywna papieża Franciszka? W dupie mam biednych i potrzebujących, bo sam taki jestem. Szakal w tym przypadku jest takim biedakiem. Spadł z wysoka na pieprzoną wyspę Lampeduzę i co? Mam mu pomagać? Wyciągać moją mongolską rączkę do jego łysej łapy? Co za bzdury! Mam dobre serce, ale bez przesady. Szanuję Szakala, mogę nawet powiedzieć, że jestem jego wielkim fanem, ale bez przesady! Rok 2014 będzie moim rokiem. Mam zamiar wygrywać, dużo wygrywać, a mało przegrywać. Nie będzie charytatywnego rozdawania porażek. W 2013 roku pierwszy raz poznałem smak porażki na ringu. Stało się to właśnie w walce z Szakalem. Nasz Złomowisko match przeszedł do legendy, o czym świadczy wynik w rankingu walk w czasie Felków. Przegrałem później jeszcze kilka walk, nie płakałem, lecz zaciskałem zęby. Wygrałem pas, wygrałem dwukrotnie pasy drużynowe. Choć te ostatnie to głównie zasługa Franko, który jest niesamowitym wrestlerem i świetnym strategiem. Panie, jak on te walki planuje, jakie diagramy rysuje, ja się w tym wszystkim gubię! Pewnie gdybym miał taki umysł co on, to też wygrywałbym walki. Ja tam idę spontanicznie na ring i walczę. Ot cała moja, mongolska filozofia. Ciekawe czy Szakal jakoś specjalnie trenuje przed walkami? Może jakoś planuje?

- Nie mam pojęcia - szczerze odparł Balanowski.

- Ja też nie, ale chyba powinien przyjść do Franko na kurs, bo to co ostatnio wyprawia, to istna tragedia jest. Wiem, że to przeżywam, ale przykro mi się robi, gdy legendy zmieniają się w cioty albo worki do bicia dla Vaclava. Serce boli, a jest to ból większy niż oklep, który dostaję od pana podwładnych.

- Obiecuję, że się podszkolą i poprawią. Prawda Iwan? - zapytał jednego ze swoich podopiecznych.

- Da, da, da - odpowiedział tenże podopieczny.

- Niech pan kontynuuje Bidamie Siergiejewiczu, prosimy - to znów Balanowski. Widać opowieści śmiesznej treści w wykonaniu EWF FTW Champa zainteresowały go.

- Nie wiem, co ostatnio wyrabia Szakal, ale robi to dupy. Może to ta senatorska robota go wyniszcza. Ale co tam, chyba nie, przecież politycy jakoś szczególnie się nie przemęczają, więc to chyba nie to. Jest więc we mnie rozdarcie, drogi kochany panie oligarcho, z jednej strony na najbliższej gali bardzo chciałbym wpierdolić Szakalowi, ale z drugiej strony to bardzo mi go żal. To skurwysyn, ale pocieszny skurwysyn. Z pewnością jest ozdobą EWF i jego odejście bardzo by nas wszystkich zasmuciło. Gdybym jednak otrzymał taki prezent z nieba i mógł stoczyć z nim walkę na Trzech Króli to rozłupałbym tę jego łysą czaszkę i sprawdził, co też się tam w środku znajduje. To pewnie byłaby ostatnia walka w karierze Szakala, tym większa przyjemność dla mnie. Ostatni przeciwnik Szakala - to brzmi świetnie! Nie chcę mówić, że ostatni w karierze, bo w EWF nigdy nie wiadomo jak to będzie. Ktoś odchodzi, ktoś wraca, weźmy Ordinary Mortala na Felkach, ktoś znika, ktoś spada ze schodów, ot typowe życie w polskim wrestlingu. Jeżeli jednak Szakal chce zakończyć jakiś rozdział w swojej wrestlingowej karierze - to jestem bardziej niż chętny by mu w tym pomóc. Umiem przypierdolić? Umiem! Umiem wykonać kilka ciosów? Umiem! Umiem odparować ciosy? Umiem, a jakże! Mam w sobie charyzmę? Trochę mam. Czy jestem znany? Średnio, mam jakiś pas, wygrałem też dwa Felki. Czy jestem rozpoznawalny? Chyba tak. Idealna osoba by pożegnać Szakala na jakiś czas. Łysemu staruszkowi, wszak senator znaczy, że jest się starym, przyda się trochę urlopu. Będzie mógł sobie kilka spraw przemyśleć, pogłosuje sobie w senacie, napisze może jakąś ustawę, one zawsze są chujowe, więc Szakal jest człowiekiem, który może naprawić sytuację w kraju. Trzeba go w tym wspierać, a najlepszym sposobem będzie skopanie jego łysego dupska na Trzech Króli! Lublin czeka! A później bal, wielki bal pretendentów! Nie żebym uważał siebie za głównego pretendenta do World Title. O nie, są więksi, możniejsi, lepsi ode mnie. Chociażby Franko, mój serdeczny druh. Franko to wspaniały kolega z drużyny, prawdziwy przyjaciel, jak dla mnie też najlepszy materiał na EWF World Champa. Na balu pretendentów zrobi furorę, nie to co ja, marny idiota z Mongolii...

- A właśnie. Skoro już jesteśmy przy balu... - zaczął Władimir Balanowski. - Wiem, że to ważna sprawa, dlatego kazałem swoim by nie bili po mordzie. Twarz musi być reprezentacyjna.

- Dziękuję.

- Czas jednak na drugą fazę bicia.

- Co?

- Tak po prostu. Za ten wredny uśmiech.

- A myślałem, że jesteśmy kumplami!

Bidam zaczął wesoło machać łapkami niczym pijany Świerczewski generał przed śmiercią. Znów zaczęli go bić.


+++++++++++++++++++++++++++++++++
Tom 2.
Sojusz Newy i ołtarza.
+++++++++++++++++++++++++++++++++


Druga faza bicia była gorsza od pierwszej. Koledzy wykorzystywali tym razem różnego rodzaju sprzęt - bardzo bolało, ale to bardzo. Nowosibirski stracił poczucie czasu. Doceniał znów fachowość swoich kolegów-oprawców oraz fakt, że niczym typowy wiecznie-pijany-mąż-damski-bokser nie bili po mordzie. W końcu kaźń, o ile tak można to patetycznie nazwać, skończyła się.

- Z kim chciałbyś walczyć na najbliższej gali - zapytał Władimir Balanowski.

- Z Szakalem.

- A jeśli nie z nim?

- Johnny Thornpike wygląda rozsądnie. Kiedyś niby walczył, jakiś czas nim ja się pojawiłem w polskim wrestlingu, czasem szło mu dobrze, czasem średnio. Teraz wydaje się, że to całkiem porządny zawodnik. Chciałbym się z nim zmierzyć kiedyś.

- Z kim jeszcze?

- Jestem niegodny walczyć z feldmarszałkiem SeBą.

- Na pewno?

- Jego feldmarszałkowskie oblicze opromienia teraz całe EWF. Gdzie mi do niego, ja marny pył, a on wielki Feldmarszałek Wszystkich Polaków. Nie godnym takiego zaszczytu.

- A Won Wei?

- Nie znam gościa. Brzmi jak chińska nazwa kebabu, o ile Chińczycy takie coś produkują i zjadają. To kiedy mnie wypuścicie?

- Przykro mi, ale nigdy. Kończysz dziś w nocy swój żywot na dnie Newy.

- Przecież tam są meduzy!

- Nie ma.

- Nas Jazzowski twierdzi co innego.

- Myli się. Prawda chłopaki?

Chłopaki pokiwali głową.

- Słuchajcie, ale może będziemy negocjować, co? - Bidam był lekko przepłoszony. W końcu nie codziennie grozi mu się tragiczną śmiercią przez utopienie albo i gorzej. - Po co w takim razie oszczędzaliście moją mordę? Miałem przecież iść na bal!

- Nadzieja, drogi Bidamie Siegiejewiczu, chciałem ci dać odrobinę fałszywej nadziei.

- To nieludzkie! Nie możemy jakoś puścić tego płazem? Dostałem wpierdol, należało mi się, ale muszę dodać, że inicjatywa wyszła od pańskiej córki, a nie ode mnie. Ja tylko dałem się ponieść emocjom, Felki wygrałem, święta idą. Takie rzeczy, emocje. Wiecie? Rozumiecie? Co ja powiem Franko!

- Już nic - powiedział z uśmiechem Władimir Balanowski. - Trudno jest mieć córki, kilka lat temu miałem problemy z moją najstarszą w Londynie, wielkie zamieszanie tam zrobiła, a teraz młodsza. Trudne jest życie kochającego ojca, Bidamie Siergiejewiczu. Nie mogę pozwolić na bezkarne plamienie mojego nazwiska.

- Przecież nikt nie musi wiedzieć!

- Przykro mi, ale już wszyscy wiedzą. Piszą o tym na wszystkich serwisach plotkarskich, a jutro będzie w tabloidach. Gdybyście, Bidamie Siergiejewiczu, byli chociaż znanym aktorem albo piłkarzem, to może by to jakoś przeszło, ale jesteście nikim. Jesteście wrestlerem, czyli nikim. To zawód bez szacunku.

- Nie musi tak być! Jestem spokrewniony z koreańską rodziną królewsko-cesarską.

- Doprawdy?

- Mam na to papiery!

Władimir Balanowski zamyślił się. Wyciągnął papierosa, zapalił i znów się zamyślił. Stan ten trwał około kilku minut.

- Masz dwie opcje: Newa albo cerkiew.

- Nie rozumiem, tzn. chciałbym zrozumieć, ale nie rozumiem. Mam zostać mnichem?

- Mojej córce przyda się mąż, może wtedy się opamięta.

- Co? Jaki mąż? Że niby ja? Ale to już w EWF było! Nas Jazzowski wziął ślub z Weroniką Passent! Do tego buddyjski!

- Nie szkodzi. Wy weźmiecie w cerkwi.

- Ale ja nie jestem ochrzczony nawet!

- Nie szkodzi. Ochrzcimy.

- Że co? Ale to już w EWF było! Syn Vaclava był niedawno chrzczony.

- Iwan. Skocz po jakiegoś ojczulka - wydał swą decyzję Władimir Balanowski.

Iwan skoczył.


+++++++++++++++++++++++++++++++++
Tom 3.
Chrzest.
+++++++++++++++++++++++++++++++++


- Był tylko starowierca - powiedział Iwan, gdy wprowadził do piwnicy jakiegoś brodatego, chyba prawosławnego popa.

- A popowiec czy bezpopowiec? - wtrącił się Bidam.

- Jakby był bezpopopwowcem to chyba popem nie był, nie? - łysy Iwan był dziwnie rozmowny.

Rozpoczął się prawosławny chrzest. Znaleźli się nawet rodzice chrzestni - został nim Iwan i Władimir Balanowski. Wszystko przebiegało wobec wschodniackiego rytuału. Popowiec wziął olej i uczynił nim znak krzyża na czole, piersiach i plecach Bidama, mówiąc:

- Namaszczany jest sługa Boży Bidam, olejem radości w imię Ojca i Syna, i Świętego Ducha. Amen.

Po całym obrzędzie namaszczenia rozpoczął się już prawdziwy chrzest, a pop-starowierca powiedział:

- Chrzczony jest sługa Boży Bidam, w imię Ojca. Amen. I Syna. Amen. I Świętego Ducha. Amen.

Przy każdym wezwaniu imienia Boga kapłan pogrążył Bidama w wodzie (dostarczono specjalną beczkę). Zgodnie z prawosławnym zwyczajem Bidam został też niezwłocznie bierzmowany i udzielono mu też Komunii Świętej. Chrzest nastąpił też przez całkowite zanurzenie w wodzie, a nie jedynie pokropienie. W ten sposób Bidam został chrześcijaninem, ale cholera wie jakiego wyznania. Prawosławnego? Prawosławnego w nurcie starowierczym? Żadnego?


+++++++++++++++++++++++++++++++++
Tom 4.
Ślub.
+++++++++++++++++++++++++++++++++


Zaślubiny Bidama Siergiejewicza Nowosibirskiego i Aleksandry Władimirownej Balanowskiej odbyły się tego samego dnia rano. Ceremonię zorganizowano w jednej z petersburskich cerkwi, choć na obrzeżu dawnej stolicy. Tym razem ceremonii przewodniczył typowy prawosławny pop z miejscowej petersburskiej metropolii. Panna młoda była chyba zachwycona, Bidam mniej, ale co miał zrobić? Małżeństwo zostało zawarte, a o zmroku skonsumowane, tym razem już nie in flagrante delicto. Wesele było udane, a oligarcha-oprawca zadowolony. Młodej parze życzono wszystkiego najlepszego, a Bidamowi pozwolono wyjechać do Polski, choć tylko na okres jaki zobowiązuje go kontrakt z EWF, tzn. na Wrestlepaloozę i kilka house showów. Później miał się stawić ponownie w Rosji by celebrować swe małżeńskie szczęście. Nie był jednak szczęśliwy. Dostał chociaż piękny garnitur ma bal pretendentów i kilkanaście tysięcy euro by "kupił sobie coś ładnego". Wracając do Polski zastanawiał się czy jego żona jest puszczalska czy nie.


+++++++++++++++++++++++++++++++++
Tom 5.
Filozofia w teorii.
+++++++++++++++++++++++++++++++++


Bidama zdybano w Warszawie, przed wejściem do Biblioteki Narodowej. Zebrali się tu dziennikarze, którzy chyba na niego czekali.

Dziennikarze: Panie Bidamie, panie Bidamie! Dlaczego idzie pan do Biblioteki Narodowej?

Bidam: Postanowiłem podszkolić się trochę z filozofii.

Dziennikarze: Dlaczego?

Bidam: Idę na bal pretendentów, a tam będą same mądre głowy. Ja jestem gadatliwy z natury, więc chciałbym sobie pogadać trochę. Ale o czym ja mogę rozmawiać z Nasem Jazzowskim albo SR-Crazy'm? Przecież oni są tacy oczytani, tacy inteligentni. Prowadzą dysputy filozoficzne, a ja co? A ja głupek jestem, ot co. Trzeba się podciągnąć by chociaż się trochę orientować w temacie. Franko ma dobrze, on jest małomówny z natury, więc nikt nie będzie zdziwiony jak sobie pomilczy. A ja? Ja będę musiał gębę otworzyć. Może mógłbym i pogadać z Vaclavem, ale to gbur jest. Jeszcze przypierdoliłby mi nagle z butelki, albo zaciągnął do kibelka, zgwałcił, zapłodnił i dokonał na mnie aktu aborcyjnego, co to ma podobno w zwyczaju.

Śmiech dziennikarzy.

Bidam: Postanowiłem więc trochę poczytać. Podciągnę się z filozofii i będzie dobrze.

FTW Champ wszedł do budynku Biblioteki Narodowej.


+++++++++++++++++++++++++++++++++
Tom 6.
Filozofia w praktyce.
+++++++++++++++++++++++++++++++++


Po kilku godzinach. Przed wejściem, choć teraz chyba wyjściem, z budynku Biblioteki Narodowej Bidam został zaczepiony przez dziennikarzy.

Dziennikarze: Panie Bidamie! Jak przygotowania do balu pretendentów?

Bidam: Doskonale.

Dziennikarze: Czy chce pan coś powiedzieć w związku z nadchodzącą galą?

Bidam: Pokonam każdego.

Dziennikarze: A nadchodzącym balem?

Bidam: Zamierzam dobrze się bawić.

Dziennikarze: Czy trenował pan już filozofię przed spotkaniem z SR-Crazy'm i Nasem Jazzowskim?

Bidam: Tak.

Dziennikarze: Możemy prosić o próbkę?

Bidam: Nie ma problemu.

Nowosibirski chrząknął wymownie i zaczął orację.

Bidam: Jeżeli wrestler w EWF czegoś chce, to zawsze chce czegoś: akt jego woli zwraca się każdym razem ku jakiemuś przedmiotowi i daje się pomyśleć tylko w odniesieniu do tego przedmiotu. Cóż to więc znaczy "chcieć czegoś"? Znaczy to, że akt woli, który sam jest pierwotnie tylko przedmiotem samowiedzy, powstaje pod wpływem czegoś, co należy do świadomości innych rzeczy, co więc jest przedmiotem zdolności poznawczej. W tym odniesieniu nazywa się ten przedmiot pobudką i staje się zarazem treścią aktu woli, dzięki temu, że akt woli zwraca się ku niemu w zamiarze wywołania w nim zmiany, czyli, że nań oddziaływa: oddziaływanie to jest całą istotą aktu woli. Już z tego wynika całkiem jasno, że bez tej pobudki nie mógłby nastąpić, bo brakowałoby mu nie tylko bodźca, lecz także i treści. Ale nawet gdy ten przedmiot istnieje dla zdolności poznawczej, jest jeszcze rzeczą wątpliwą, czy akt woli wówczas musi nastąpić, czy też raczej może nie nastąpić i albo wcale nie powstać, albo też powstać całkiem inny, może nawet przeciwny - a więc, czy także owo oddziaływanie może albo nie nastąpić, albo, w warunkach zresztą zupełnie równych, wyniknąć inne, nawet przeciwne. Takim przedmiotem może i musi być np. EWF World Title. Wracając jednak do meritum, znaczy to w skrócie: "czy pobudka, wywołuje akt woli z koniecznością? Czy też przysługuje woli nadal zupełna wolność chcenia lub niechcenia, nawet wtedy, gdy pobudka już doszła do świadomości?" W ten sposób ujęliśmy tutaj wolność jako samo tylko zaprzeczenie konieczności, w owym znaczeniu abstrakcyjnym, które powyżej wyjaśniliśmy,udowodniwszy, że jedynie ono da się tu zastosować. Tym samym ustaliliśmy nasze zagadnienie. Zaś danych, które są niezbędne do jego rozwiązania, musimy szukać w bezpośredniej samowiedzy i w tym celu dokładnie zbadamy to, co...

Dziennikarze: Co takiego?

Bidam: ... to, co ona orzeka, nie rozetniemy zaś węzła za pomocą sumarycznego rozstrzygnięcia, jak to uczynił Nas Jazzowski, który się po prostu zadowolił twierdzeniem: "Lecz tego, że jesteśmy wolni w EWF i niczym nie powodowani, jesteśmy do tego stopnia świadomi, iż nie ma nic co moglibyśmy pojąć wyraźniej i doskonalej". Już SR-Crazy wytknął niewłaściwość tego twierdzenia, a pod tym względem był on przecież sam chwiejny, jak cienka trzcina, którą wicher miota, i drogą twierdzeń najbardziej ze sobą sprzecznych doszedł wreszcie do wniosku, że pobudki wprawdzie skłaniają wolę, lecz jej nie zmuszają. Tak właśnie jest w EWF, i tak to on opisywał, gdy powiadał: "Wszystkie czynności w EWF są zdeterminowane, a nigdy obojętne na działanie pobudek, ponieważ zawsze jest dana pobudka, która wprawdzie skłania ale nie zmusza, by się raczej stało tak, niż inaczej". A to daje mi powód do zauważenia, że taka pośrednia droga między dwoma powyższymi możliwościami nie da się utrzymać i że dzięki jakiejś ulubionej połowiczności nie można twierdzić, jakoby pobudki tylko poniekąd powodowały wolę, jakoby ona tylko do pewnego stopnia poddawała się ich wpływowi, a potem już mogła się wyłamać spodniego. Bo jeżeli już raz przyznaliśmy przyczynowość jakiejś danej sile,a więc zgodzili się na to, że działa, to w razie możliwego oporu potrzeba tylko zwiększyć tę siłę w stosunku do oporu, a ona już doprowadzi swoje działanie do skutku. Kto się nie daje przekupić dziesięcioma dukatami, ale się waha, da się przekupić setką. Dziękuję. Jak wypadłem?

Dziennikarze: Doskonale.

Bidam: Dam radę na balu pretendentów?

Dziennikarz: Dasz!

Bidam: To czas na kurczaki.

Oklaski.






+++++++++++++++++++++++++++++++++
Koniec.
+++++++++++++++++++++++++++++++++
 
     
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2014-01-13, 23:48   

O, widzę że Franko będzie musiał postawić swojemu tag partnerowi pół litra :D I kurczaka, rzecz jasna. Może też jakiś spóźniony wieczór kawalerski? Zamaskowany nie jest przesadnie imprezowym typem, ale tradycja to tradycja...

Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia ;)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group