Zapowiedzi SmackDown, Mixed Match Challenge i... (zobacz)
W jakim stanie naprawdę jest Jordan? Kulisy z... (zobacz)
Kolejna kontuzja Finna Balora? Nowy turniej d... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Wschodami gwiazd i zachodami, Odmierzam czas liści kolorami
Autor Wiadomość
SR 
Jobber



E-fed: SR-Crazy
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 118
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wyspa
Wysłany: 2014-01-14, 22:04   Wschodami gwiazd i zachodami, Odmierzam czas liści kolorami

=================================================================
Samobójcy – nie ma sensu próbować ich ratować. Chiny są tak ludnym krajem, że z pewnością poradzą sobie bez tych kilku osób.
Mao
=================================================================


--------------------------------------------------------
3.01. 2014 Nankin
--------------------------------------------------------


To właśnie w byłej stolicy Chin (oficjalnej Republiki Chińskiej), znajduje się SR-Crazy wraz ze swoją ferajną. To tu świętowali w małym gronie nadejście Nowego Roku i to tu (nie mylić z TotusTuus), spędzali święta (w odwrotnej kolejności). Było pewnie miło i fajnie, w końcu mentor wszystkich ludzi na świecie, zdobył parę felków, a nawet ordery i nawet dwa medale. Oczywiście świętowanie nie odbywało się na ulicy, ale w jednym z hoteli, w których zatrzymała się Trzódka i SR-Crazy. Tam właśnie dyskutują na temat przyszłej Wrestlepaloozy oraz balu pretendentów.

Smela: Z wieści organizacyjnych, zarezerwowałem dwie miejscówki w Lublinie i jedną w Lubinie na bal.

SR: Po co w tym drugim miejscu? Przecież to daleko.

Smela: Wiem, ale te dwa miasta zawsze mi się jebią…

Miszka (przerywając): Ciekawe jak to wygląda… (rubaszny śmiech, jak starego wąsala z pod budki z piwem)

Smela: Bardzo śmieszne… Okaże się, że pracownicy zrobili nas w konia i byśmy mieli, a tak to strzeżonego Mao strzyże.

SR: Coś jeszcze?

Smela: Tak, odnośnie zlicytowania twojego Felka, którego otrzymałeś, dwie sprawy w sumie są. Pierwsza to taka, że Gruby Kim, chce to wylicytować, mówił, że mu się przyda.

SR: Co on chce wrogów ludu tym po głowie trzepać?

Smela: Nie wiem, ale się pytał czy będzie mógł sobie wygrawerować jakiś napis…

SR: Jaki znowu napis? Dla najlepszego dyktatora? Dla najgrubszego Kima? Może dla misia pandy?

Smela: Nie wchodzę w te kwestię co mu opowiedzieć?

SR: Niech licytuje!

Smela: Ok!

SR: Dobrze… czyli jakieś ładne miejsce na bal mamy… sprawa Grubego Kima z głowy… poinformuj każdego z pretendentów by ładnie się ubrali…

Smela: Chyba powinni się domyślić, w końcu to bal.

SR: Patrząc na takiego Vaclava, Bidama i Franko, to jestem pełen wątpliwości. Przypomnij im o tym drogą nieformalną.

Smela: Dobrze.

SR: Może lepiej będzie wysłać do nich od razu kolesia, co im ładny strój uszyje? By mieć pewność, że będą mieli ładne stroiki. Może tych Velvetów wykorzystaj lub Eleganców… chociaż czy ich nie porwali? Palców im nie odcinali, czy coś?

Smela: Ta sprawa już się wyjaśniła.

SR: Tak? To dobrze, może im powinienem kosz owoców wysłać lub słodyczy?

Smela: Myślę, że to zbyteczne.

SR: Dobrze, a i pamiętaj o paniach z korpusu, też mają ładnie wyglądać, nawet ładniej, niż ja. O co
chyba nie trudno, zabierz je tam gdzieś, kiedy chcesz?

Smela: Ale gdzie?

SR: Kurwa na zakupy, skąd mam wiedzieć, ich się spytaj…

Smela: Dobrze…

SR: Ma być ładna impreza, ładne tańce i w ogóle. Tylko mi tam do muzyki nie wybieraj żadnego DJ Ramzesa lub innego śmieszka. Elegancja… to słowo kluczowe w tym balu. Przyozdobisz też jakoś salę, wiesz wynajmij kogoś, bo ty chyba gustu nie masz. Później byśmy mieli bal w kolorach różnych wódek, tak nie może być.

Smela: Już ktoś się tym zajmuje.

SR: No mam nadzieję, coś jeszcze mamy w planach?

Smela: Hmm bal?

Miszka: Gala?

Smela: O kurwa zapomniałem!

SR: Klniecie ostatnio dużo towarzyszu. Dobra dawaj mi kartę, masz gdzieś z kim walczę na pewno.

Miszka wyciąga jakiś wydruk zza pazuchy i podaje mentorowi. SR-Crazy patrzy na kartkę i robi głupią twarz (?!).

SR: Co to jest? Jak to się czyta? Losowanie Ligi Mistrzów, czy co? Masz do tego legendę?

Miszka: Ja znam jedną! Na Węgrzech za czasów panowania króla Stefana I…

SR: Przestań, chodziło mi o opis do tej karty…

Smela: Hmm możesz walczyć z którymś z kolesi, który jest w twojej grupie.

SR: Ale czemu ja jestem trzy razy? Czy ja istnieje w trzech osobach? Jest mnie trzech? Trzy razy więcej walk, bo jestem jakąś trójką?

Smela: Może błąd w druku?

SR: Czyli walczę z kimś z grupy?

Smela: Tak?

SR: To wiesz, czy nie wiesz?

Smela: Tak jak mówisz…

SR: Czyli moim rywalem może być JohnnyThornpike?

Smela: To możliwe…

SR: Ale ja nie umiem nawet dobrze jego nazwiska wymówić, to jak mamy walczyć? Nie lubię takich problemów, pseudonim kolesia to najważniejsza rzecz. Po tym mogę się z nim identyfikować i jakoś walczyć, bez tego natomiast jest trudno. Jak mogę walczyć z kolesiem, który dziwnie się nazywa, a ja do tego nie umiem wymówić jego nazwiska. No powiedz jak? A moi kibice? Co oni o tym pomyślą? Jak na to zareagują?

Smela: To może z kimś innym będziesz walczyć.

SR: MaxiMasterMistrz… a to kto?

Smela: Wrestler?

SR: Tego się nie spodziewałem. Słabiak jakiś to jest pewnie…

Smela: W porównaniu do mentora, to wszyscy są słabi!

SR: Może zaprosimy go na bal… wiesz… pretendenci z dobrego serca pomagają wresterskim przybłędom się pozbierać?

Smela: Nie róbmy z ładnego balu cyrku…

SR: Może masz racje? Kogo my jeszcze mamy… Craig Crawford… czy już raz czegoś podobnego nie było?

Smela: Tamten to był Johnny! Poza tym Craig był nasz, nie pamięta mentor?

SR: Serio?

Smela: Nawet na Wsypie był!

SR: To ten skurczybyczek, to ja już go pamiętam.

Smela: Był u nas na jednym z naszych bezpłatnych staży, które mentor w swojej dobroci oferuje, a przecież nie musi. To w końcu dodatkowe koszty, stres takim trzeba pokój znaleźć i w ogóle się nim zajmować. Nie jest łatwo, sami się batem nie okładają.

SR: To ja już wiem! Pamiętam go, widzisz chociaż jeden gdzieś doszedł. Ja nawet słyszałem, że wygrał parę pojedynków ostatnio i ma swoją zwycięską serię. Normalnie popatrz co mu się stało! Na Wyspie się nawet na takiego nie zanosił, czemu ja wcześniej nie wpadłem na pomysł bezpłatnego stażu. Taka szansa to dla tych młodych dzieciaczków.

Smela: Jeszcze wtedy mentor nie myślał jak tłumiony przez państwo przedsiębiorca.

SR: Może i masz rację. Ja chcę być w grupie A, tam jest najbardziej swojsko, jest Szakal, Bidam, Seba i Won Wei!

Smela: Ten to dopiero asior!

SR: Tak, nawet widziałem jego walkę gdzieś… z kim to on się bił…z jakimś kolesiem co pracował na
magazynie, ale Polacy mu zabrali pracę!

Smela: Tak wpadli i mu zabrali?

SR: Bo to Szkot był i jeszcze górnik kiedyś… później zdął testy i jest w EWF! To jest normalnie federacja, samych lumpów i wyrzutków z fabryk przyjmują, z tym naszym kolesiem mógłby się skumać!

Smela: A ten Szkot jeszcze jest?

SR: Skąd mam wiedzieć, nie interesują mnie takie pierdy, jak walki frajerów o poranku.

Smela: Ale sam wywołałeś temat Won Wei?

SR: To chyba się odmienia… zresztą, czy to ważne? Pomyśl z kim ja mogę się bić na następnej Wrestlepaloozie? Ja sam nie wiem z kim mogę się bić, jest cała banda wrestlerów i do tego bal. Czy w dniu balu, jego organizator powinien toczyć jakieś epickie pojedynki? Nie, więc na pewno będę wylosowany z jakimś słabszym wrestlerem. Czemu nie dać szansy właśnie temu Chińczykowi? Pomyśl, koleś jest z Chin, więc w ramach braterstwa, mógłbym udzielić mu pewnych, drobnych lekcji. Nie pobiłbym go mocno, a co chłopak miałby wpisane w CV, że bił się z dobrym wrestlerem, to jego. Pomyśl ile darmowych staży by na niego czekało? Ile zebrałby doświadczenia i to nie takiego, polegającego na parzeniu kawy, czy robieniu ksera? Mógłbym zostać jego idolem, gdybyśmy walczyli i pokazałbym mu jeszcze parę wrestlerskich tricków. Udzieliłbym mu prawdziwej lekcji wrestlingu, może coś by z niej wyniósł i pokazał się później światku. Kto wie… może byłbym nauczycielem dla kolejnych pokoleń i wychował swojego własnego następcę?

Smela: Wyspa miała taka być…

SR: Tam trafiłem na same miernoty i same sikiratki. Paru jeszcze prezentowało poziom nizinny, ale to nie zmienia faktu, że źle dobrano mi grupę młodzieży. Tamci kolesie zasłużyli tylko na wylot z EWF, a tu może jeszcze z tego coś się urodzi. Pomyśl o tym!

Smela: Nie umiem.

SR: Pomyśl... koleś ma jakąś tam rodzinną szkołę nawet, do tego jeszcze jego 92 letni dziadek nadal żyje i ma się dobrze. Kurde ciekawy koleś, czemu on się nie zapisał do EWF? Byłoby na co popatrzeć, walki starców i dinozaurów nabrałyby nowego znaczenia.

Smela: Nawet na Felkach paru tych dinozaurów się wynurzyło.

SR: Tak, kiedyś chciałem powiedzieć, że jak zobaczę jeszcze Game’a w EWF to skończę karierę. Proszę, już bym musiał, bo nowy brodacz nam się tu objawił.

Miszka: Ja myślę, że przyszedł tylko pochwalić się swoją brodą.

SR: Przecież nie przyszedł walczyć! Krzyż by mu jebnął. Chociaż pan piesek, który wrócił nadal zachował wigor.

Smela: To prawda.

SR: Czemu zmieniłeś temat? Ja tu gadałem o nowej nadziei polskiego i jednocześnie chińskiego wrestlingu, a ty mi tu temat zmieniasz. Co mnie interesują mniej lub bardziej martwi emeryci. Masz tu przed sobą przyszłą gwiazdę polskiego wrestlingu, zobaczysz on jeszcze się odgryzie! Będzie gwiazdą, w końcu ma swoją szkołę walki i do tego jest honorowy jak każdy chińczyk! Wiesz jak oni kochają honor i rodzinę i sztuki walki.

Smela: Czy ja wiem? Ludziom teraz seks w głowach i telefony, gry też, dlatego szkoła jego kiepsko przędzie.

SR: Powiedz mi mój towarzyszu, skąd w EWF się tacy biorą? Na drzewach ich znajdujecie? W ogóle jak teraz wygląd proces rekrutacji? Szukają najśmieszniejszych i najzabawniejszych pokrak, czy co? Skąd oni w ogóle takich ludzi biorą, przecież to nienormalne? Zgraja miernot i padak się tu nagromadziło. W ogóle co to są padaki, kto się tu zajmuje w EWF rekrutacją? Może nikt i dlatego tyle słabiaków ostatnio tu się kręci. Aż strach chodzić po korytarzu, bo to takie miernoty, że ich można pokonać pijąc kawę i czytając plotki na portalach różnych. Skąd to całe tatałajstwo się tu wzięło, musisz się tego dowiedzieć!

Smela: A WonWei?

SR: Nie mam co do niego wielkich nadziei, ale koleś może coś w tym świecie wrestlingu zrobić, ma parcie na bycie dobrym wrestlerem, był w Hongkongu, to bardzo dobre rzeczy i nieźle o nim świadczy.

Smela: Ale w EWF na razie słabo…

SR: Ile stoczył pojedynków? Może trzy, dwa przegrał, a jeden wygrał. Jak dla mnie to oznaka potencjału!

Smela: Myślę, że zbyt optymistycznie to interpretujesz.

SR: To ja tu jestem wielkim wrestlerem, a nie ty. Pozwól mi więc swobodnie wygłaszać moje oceny i opinie, na temat wrestlerów i tym podobnych grajków znajdujących się w EWF.

Smela: Myślę, że nasz wychowanek Craig miałby większy potencjał od tego chińskiego dziwoląga, który jest tygrysem podobno.

SR: Tygrysy są bardzo ważne w kulturze chińskiej, nie lekceważ ich.

Smela: Ja nie lekceważę, ja realnie oceniam sytuację.

SR: Nie walczyłeś zbyt wiele razy, więc nie wiesz, ale są takie ziomki co są późnymi wrestlerami, czaisz?

Smela: Późni wrestlerzy?

SR: Tacy, którzy późno pokazują swoje możliwości.

Smela: Ja myślę, że mentor prowadzi taką podwójną grę. Z jednej strony opowiada o wielkim WonWeiu, który ma podobno talent, a z drugiej strony dobrze wie, że u niego go nie ma. Nie wiem tylko, jaki cel ma mentor? Pocieszenie? Bo kibice wymagają mówienia dobrze o rywalu? Chińska miłość do braci? Nie wiem.

SR: A może talent?

Smela: O nie, na to mnie nie namówisz

SR: Co tu do namawiania, ten kolo może osiągnąć w przyszłości wiele w EWF.

Smela: Jak Warrior?

SR: Był taki.

Smela: Ghul?

SR: On akurat wiele osiągnął, co prawda nie na polu czysto wrestlingowym, ale jego program cieszy się sporą popularnością. Nie jest to sukces i odpowiednie wykorzystanie talentu, jaki się posiada. Może Won Wei ma talent, by zostać EWFowskim nadwornym trębaczem, może zostanie też oficjalnym odźwiernym Kravena? Może też zostanie oficjalną papierośnicą dla palących wresterów? Może zostanie kierowcą Szakala, w końcu ma z nimi problem pan senator. Widzisz ile możliwości rozwoju? Trzeba tylko otworzyć oczy i dać się porwać! Nie mówię, że Won Wei ma talent czysto wrestlingowy, może ma talent poza wrestlingowy? Zostanie na przykład nowym Tonym Hogańskim? Może będzie sędzią? Ja mówię, że wyczuwam w nim aurę, która oznacza, że chłopak jeszcze nas zaskoczy w EWF.

Smela: Czyli nie musi być dobrym wrestlerem?

SR: Na razie, jego obecne umiejętności i możliwości są z lekka mówiąc słabe. Natomiast pocieszające jest, że wygrał z tym kolesiem, co go zwolnili z fabryki przez Polaków.

Smela: Ale czy mentor nie rozszerza zbytnio definicji utalentowanego wrestlera? Jakim prawem znajduje się tam Ghul?

SR: Nie przeżywaj, wszyscy go lubią i jest fajny.

Smela: Ale to nie wrestler, Won Wei też nie jest jeszcze wrestlerem.

SR: Będzie dobry, zobaczysz.

Smela: Śmiem wątpić!

SR: Nie ufasz moim zmysłom dekadenckim?

Smela: Won Wei jest słaby i tyle.

SR: Ech, jak tak możesz ranić jego biedną, wrestlerską, małą duszyczkę. To jest jeszcze młody chłopiec, który musi się ukształtować. Ma szansę zostać wielkim talentem, a ty już najchętniej byś go zgnoił i zrównał z ziemią. Takie jest EWF, nie daje szansy tym dzieciom. Od razu wymaga od nich wielkich umiejętności i zdolności, a nie pomaga im się poprawiać. Najchętniej wszyscy by gnoili tych wrestlerów od małego. To też jest oczywiście jakaś ścieżka, to też jest jakaś droga, to też jest jakiś pomysł. By rzucać od razu młodych chłopców na głęboką wodę. Nie zawsze jednak się to sprawdza, czasami przez to tracimy wielkie talenty, które mogłyby wykiełkować, gdyby dać im szansę. Gdyby rzucić im koło ratunkowe lub podpłynąć pontonem i przeprowadzić akcję ratunkową. Mało jest wrestlerów, którzy pomagają innym, nic nie chcą dać z siebie innym osobom. Podobno prawdziwie bogatą osobą jest ten kto daje więcej, a nie ten który ciągle bierze. Przez to branie, egoizm i pychę, tacy młodzi chłopcy jak WonWei są zostawiani na pastwę losu. Czy tak musi być? Czy ten chiński tygrysek musi zostać zabity, bo nie dorósł jeszcze i nie został tygrysem? Czy nie możemy zbudować mu ochronki, wypielęgnować go i odżywić, by został wielkim wrestlerem? Czy nie możemy mu pomóc? Przecież nie można tylko zabijać młodych talenciaków, czasami trzeba im poddać pomocną dłoń! Z WonWeia coś tam może dobrego nawet wyrosnąć, chociaż kto wie? Może ja się mylę i jestem w błędzie. Jednak warto dać chłopakowi szansę, może jednak walka ze mną, ze sława, z żywą legendą świata wrestlingu mu pomoże. Może ktoś mu pomoże?

Smela: Mistrzu skończ smęcić.

SR: Może dochód z felka przeznaczymy na fundację, która zbuduje szkołę dla młodych wrestlerów?

Smela: Może się przyjmie…

SR: Wrestlerzy powinni mieć jakieś fundację, by pomagać innym.

Miszka: Mistrzu?

SR: Tak?

Miszka: Ale mentor ma już fundację!

Zapanowała konsternacja.

SR: O kurwa faktycznie!

Miszka: Jak ona się nazywała?

SR: Bo ja wiem?

Miszka: Coś z dziećmi?

SR: Aaaa, SR-Crazy dzieciom. Wszystkim.

Miszka: Chyba tak.

SR: To przekażemy im kasę z felka, połączymy bal z imprezą charytatywną. Załatw jakies przedmioty, może zrobimy loterie fantową? Lub licytacje nagród?

Smela: Skąd ja CI wezmę nagrody?

SR: Jakieś proste… np. Dzień z Nasem? Kłaki z klaty Franko? Płód zjedzony przez Vaclava? Kolacja kurczakowa z Bidamem? Ochrona od mojego korpusu? Wymyśl coś!

Smela: Ok, ok, pomyślimy nad tym.

SR: Aaa i zadzwoń do tej mojej fundacji, zobaczymy jak im tam się powodzi.


--------------------------------------------------------
Transmisja urywa się
--------------------------------------------------------
5.01. 2014
--------------------------------------------------------


Węgorzewo, tu właśnie znajduje się fundacja SR-Crazy’ego, która ma za zadanie pomagać dzieciom, wszystkim. Jak dowiadujemy się od wszechwiedzącego realizatora, Miszka został wysłany z misją dowiedzenia się, co tam słychać. Telefon nie działał, więc musiał udać się osobiście na miejsce. Miszka dotarł na przedmieścia tej mieściny, gdzie miała się mieścić siedziba fundacji. Dzięki pomocy GPS, udało mu się dotrzeć do fundacji, miejsce nie napawało optymizmem i wyglądało na opuszczone. Nawet ktoś z zewnętrznej strony zamknął na kłódkę bramę, by nie móc wjechać na teren posesji. Pojawiły się również znaczki grozi zawaleniem. Co tu się stało, pomyślał Miszka przeskakując przez płot? Udał się do wolnostojącego budynku, otworzył drzwi dzięki wytrychowi i zapalił światło. Tak wyglądało w środku:

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


W tym momencie stało się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. Zza przewróconego fortepianu, wyskoczył około 60 letni gość, z zarostem, wyraźnie już łysiejący.

Nieznany: Zostawili mnie tutaj na pastwę losu, mnie króla polski charytatywności. Ja George Świąteczny przeklinam was, bądźcie przeklęci i nie róbcie co chcecie i siema-wypierdalajcie w kosmos.

W tym momencie George Świąteczny wyskoczył przez okno, zostało po nim tylko wspomnienie. Miszka zdziwiony, postanowił rozejrzeć się po okolicy. Zastanawiał się gdzie są słoiki z pieniędzmi.







--------------------------------------------------------
Koniec!
W roku 2014...
... być może...
... powróci...
... Dark Avenger!
Choć szanse raczej marne.
Czytajcie jego biografię!
Bo polecą głowy!
Oj polecą!
--------------------------------------------------------
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group