Czy Renee Young powróci do Total Divas? Najle... (zobacz)
PIONIERZY WRESTLINGU #1 - STANISLAUS ZBYSZKO... (zobacz)
Gwiazdor RoH nie przejdzie do WWE, Duża walka... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Ucieczka Czarnej Maski
Autor Wiadomość
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-06-09, 20:15   Ucieczka Czarnej Maski

Wiadomość o powrocie Rzeźnika obiegła jego fanów lotem błyskawicy, jednak długo nie znalazła swojego potwierdzenia w źródłach oficjalnych. Kiedy EWF w końcu wydało na ten temat oświadczenie, było ono bardzo enigmatyczne:

Franko The Butcher powrócił.

Nasza radość z powyższego faktu po prostu nie zna granic.

Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.

I jeszcze trochę tego typu pierdoł.


W tym czasie Franko nie dawał znaku życia. Pojawił się za to filmik zrealizowany przez grupę korzystających z crowfundingowego wsparcia fanów. Został zrealizowany w technice wspomaganej komputerowo animacji poklatkowej i wyszedł…

To, jak wyszedł, możecie ocenić sami.





Independent Production…


Napis zostaje zastąpiony przez obraz tonącego w półmroku pomieszczenia. Wydaje się ono dosyć obskurne i… nie do końca rzeczywiste. Albo lepiej: plastikowe. A może… plastelinowe? Po chwili orientujemy się, że materiał został zrealizowany techniką przypominającą tą używaną do tworzenia kolejnych odcinków „Baranka Shauna” albo – i to chyba będzie lepsze porównanie – teledysków Toola.

Nie mylić z zawodnikiem.

Jak już wspomniano, pomieszczenie jest obskurne, a przynajmniej tak można wnioskować po tym jego fragmencie, który jest nam dane zobaczyć. Za podłogę robi tutaj zaśmiecone czymś co wygląda jak kawałki przegnitego siana, solidnie ubite klepisko. Stoi na nim brudna miska, po której wędrują małe, czarne kropki - prawdopodobnie owady. Widzimy też fragment popękanej ściany, po której ściekają krople wody.

Możemy też dojrzeć kawałek leżącego na podłodze łańcucha. Trudno powiedzieć, ze czego jest zrobiony, wygląda jednak całkiem solidnie. W pewnym momencie porusza się gwałtownie i słyszymy metaliczny szczęk oznaczający, że dźwiękowcy zrobili dobrą robotę. Łańcuch napręża się.

Ciągle wydaje się solidny.


… we współpracy z Franko Army i platformą Zrób To Sam…

Łańcuch na chwilę zostaje poluzowany, tylko po to jednak, by zostać naprężonym ze zdwojoną siłą. Znowu słyszymy metaliczny szczęk.

I nie widzimy żadnego efektu.


… przedstawia film…

Luz. I szarpnięcie. Tym razem dostajemy zbliżenie na jedno z ogniw, które wydaje się nadwyrężone. Łańcuch trwa w napięciu. Powoli i nieubłaganie, poddane bezlitosnemu naprężeniu ogniwo zaczyna się rozginać…


… „Zaginiony w Masce”


Tym razem widzimy wąską, jednoosobową klatkę z gatunku tych, z których wystają ręce i nogi uwięzionego nieszczęśnika. Klatka wisi na grubej linie i ma lokatora – wygląda na to, że ten plastelinowy cień człowieka kiedyś był znany jako Robert Forlani! Ten niegdyś znakomicie prezentujący się zawodnik EWF, teraz wygląda jak wychudzony, pokryty muchami szkielet! Żyje jednak – w jego zapadłych oczach ciągle lśnią jakieś resztki witalności – chociaż nie wystarczy mu energii nawet na to, żeby odegnać natrętne owady. Wciąż jednak może mówić i czyni to, chociaż słuchanie jego płaczliwego głosu nie należy do przyjemności:

- Będzie dobrze, prawda? Wytrzymamy. Damy radę. EWF na pewno sobie o nas przypomni. Prawda? Prawda? Przecież nie może być tak, że o nas zapomnieli. To byłoby głupie, przecież dla nich walczyliśmy. Na pewno nie zapomnieli. Przyślą tu kogoś lada dzień, zobaczysz. Wrócimy do domu, Michel. Wrócimy do EWF. Jeszcze staniemy w ringu, zobaczysz. Wiesz co będzie pierwsze, co zrobię, kiedy tylko wrócimy? Pójdę na mecz Fiorentiny. Ale najpierw coś zjem. I, Boże drogi, wypiję. Zrobię sobie prysznic i będę pił, i pił, i pił… i będę się śmiał. O, jak ja będę się śmiał! Będziemy się śmiać, prawda Michel?

Forlani zaczyna maniakalnie chichotać, podczas gdy kamera zaczyna „odjeżdżać”, dzięki czemu zyskujemy szerszą perspektywę. Na początek dostrzegamy drugą klatkę, w której znajduje się coś, co niegdyś było Michelem Caviourem. Ciało jest wpierdalane przez jakieś miejscowe ścierwojady co pozwala nam się domyślić, że Robert nie otrzyma już odpowiedzi na żadne ze swoich pytań. Co nie przeszkadza mu bełkotać i chichotać dalej, ale my nie musimy go słuchać – realizator funduje nam obraz z lotu ptaka, dzięki któremu możemy uważnie przyjrzeć się ogólnie pojętej okolicy. A jest co oglądać, bo twórcy się przyłożyli – ich wersja obozu pracy jest wykonana bez zarzutu. Skąpane w słońcu baraki, solidne ogrodzenie zwieńczone drutem kolczastym, groźne wieże strażnicze, dżipy z zamontowaną na nich bronią maszynową, rowy melioracyjne (na zewnątrz) i ludzie, całe mnóstwo ludzi, uwijających się jak mrówki pomimo wszechogarniającego upału i dzielących się z grubsza na dwie grupy:

Ci, którzy pracują – wznoszą nowy barak, kopią kolejne rowy, karczują okoliczne chaszcze i tak dalej.

Ci, którzy trzymają broń.

Zbliżenie kamery na kilku przedstawicieli drugiej grupy: spasiony jak świnia, łysy murzyn – najwidoczniej stojący wyżej w hierarchii – mówi coś podniesionym głosem do wyraźnie przestraszonego, chuderlawego podwładnego. Ten rozpaczliwie kręci głową, protestuje, ale jego przełożony jest bezlitosny i w końcu wymierza z pistoletu w opornego rozmówcę. Ten trzęsie się ze strachu - nie wiadomo tylko, czy na widok wycelowanej w niego lufy, czy z powodu zadania, które otrzymał. W końcu jednak kiwa potakująco głową, salutuje służbiście i biegnie do pobliskiego baraku. Kamera towarzyszy mu, kiedy podbiega do kotła z jakąś breją, chwyta za chochlę i używa jej do napełnienia jednej ze stojących obok misek. Następnie udaje się do kolejnego, wyglądającego na bardzo solidny, baraku. Otwiera obite blachą drzwi, mija dwóch uzbrojonych w kałasznikowy strażników i rusza schodami w dół. Kamera wędruje za nim, kiedy mija kolejnych strażników i kolejne rzędy zakratowanych drzwi. W końcu dociera do najsolidniejszych z nich, odsuwa klapę judasza i przez chwilę przygląda się wnętrzu pomieszczenia. Później zasuwa klapę z powrotem, ociera pot z czoła i opada na kolana, by otworzyć małe drzwiczki, przez które szybkim ruchem wkłada do wnętrza celi miskę wraz z jej zawartością. Robi to jednak zbyt wolno…

… bo jego nadgarstek zostaje uwięziony w ogromnym, włochatym łapsku które w przeciągu ułamka sekundy wychynęło z ciemności! Bojownik Boko Haram zaczyna rozpaczliwie wzywać pomocy, ale jest już dla niego zbyt późno – łapsko z potworną siłą próbuje wciągnąć go do pomieszczenia! I chociaż jest to fizycznie niemożliwe – dziura jest po prostu za mała – nie przeszkadza to tajemniczemu napastnikowi próbować! Jedno, później drugie szarpnięcie… przy trzecim słyszymy odgłos rozdzierania i bojownik odsuwa się od drzwi – tyle że nie ma już ręki, która najwyraźniej została wyrwana! Nieszczęśnik wyje jak oszalały, podczas gdy krew sika mu z potwornej rany tworząc na pobliskiej ścianie fantastyczne wzory! Dżihadysta dopełza do ściany i próbuje wstać, pomagając sobie przy tym ocalałą ręką…

… drzwi od celi zostają dosłownie wysadzone od środka i z impetem uderzają w przeciwległą ścianę! Uderzenie jest tak potworne, że na ścianie pojawiają się wyraźne pęknięcia, a strażnik… powiedzmy, nie zostało z niego zbyt wiele.

W wejściu do celi pojawia się potwornie przepakowana, włochata postać w masce. Franko – bo to oczywiście on – odziany jest w jakieś łachmany, w których można dopatrzyć się resztek jego zapaśniczego stroju. Maska również wygląda, jakby pamiętała lepsze czasy, ale ciągle zasłania twarz Rzeźnika. Nadgarstki i przedramiona naszego bohatera owinięte są łańcuchami, a oczy lśnią zimniej niż kiedykolwiek!

Słychać strzały i po ścianie przejeżdża seria z kałasznikowa: w odpowiedzi Franko wyskakuje z celi i, niebaczny na świszczące kule, dopada do wprasowanych w ścianę drzwi: ułamek sekundy zajmuje mu zasłonięcie się nimi, owinięcie ich łańcuchem i użycie w charakterze tarczy! Pierwsza ofiara Rzeźnika ciągle jest przyklejona do jego prowizorycznej osłony, więc wystrzelone przez strażników pociski prują zarówno ciało, jak i drewno! Plastelina bryzga na wszystkie strony, kiedy Franko biegiem zbliża się do swoich wrogów! Ci są tak zaszokowani, że w ich umysłach nawet nie pojawia się myśl o ucieczce!

Fatalny błąd.

Butcher bierze potężny rozpęd uderzając drzwiami w dżihadystów! Następnie odrzuca osłonę i rusza do walki wręcz: jego pięść uderza w twarz pierwszego z wrogów, miażdży ją i przebija się przez czaszkę! Drugi strażnik rozpaczliwie naciska spust karabinu, ale w efekcie słyszy tylko trzask pustej iglicy! Butcher wyrywa mu z rąk karabin i kilkoma ciosami kolby zamienia głowę swojej ofiary w miazgę!

Następuje szybkie przeszukanie ciał i zmiana magazynka.

Kolejni nadbiegający strażnicy zostają skoszeni długą i precyzyjną serią.

Franko repetuje broń.

- Czas na was, matkojebcy.


Obraz płynnie przechodzi w widok rodem z gry FPP: patrzymy na świat oczami Rzeźnika, który biegnie więziennym korytarzem! Pojawia się kolejny strażnik i lufa AK – 47 pluje ogniem, powodując trzy krwawe wykwity na klatce piersiowej celu! Wraz z Butcherem docieramy do schodów, na których czeka kilku kolejnych strażników, co owocuje natychmiastową wymianą ognia i wycofaniem się naszego bohatera na z góry upatrzone pozycje… trwa to tylko przez chwilę potrzebną na podniesienie z ciała zabitego przed chwilą strażnika drugiego kałasznikowa i kończy triumfalnym powrotem ze zdwojoną siłą ognia! Dżihadyści padają jak muchy, a Franko wbiega po schodach: u ich szczytu wdaje się w kolejną wymianę ognia zakończoną paroma efektownymi zgonami, po czym dobiega do drzwi! Zatrzymuje się na chwilę, by sprawnie przeszukać ciała swoich wrogów, zmienia magazynki…

… i potężnym kopniakiem otwiera drzwi prowadzące na zewnątrz!


Nasze uszy atakowane są terkotem broni maszynowej, odgłosami eksplozji, wrzaskami rannych i umierających… po prostu odgłosami bitwy! Ustawienie kamery znowu się zmienia: na chwilę wycofuje się za plecy gotowego na wszystko Rzeźnika, a później wznosi się, zapewniając nam coraz lepszy widok na straszliwą rzeź, która się tutaj odbywa! Wygląda na to, że więźniowie zerwali się do walki, a członkowie Boko Haram odpowiedzieli ogniem! Jatka jest niesamowita – plastelina w różnych odcieniach krwi i flaków jest używana często i chętnie!

Dzieje się, oj, dzieje. Dzieje się zajebiście dużo:

Na chwilę dostrzegamy odzianego w łachmany Pasierba, który na czele paru uzbrojonych w kilofy i maczety więźniów przypuszcza szturm na jedną z wieżyczek: niestety z boku wyjeżdża na nich dżip z pełną obsadą i bohaterska szarża kończy się rozerwaniem jej uczestników na strzępy przez serię pocisków wystrzelonych z ciężkiego karabinu maszynowego! Jego operator śmieje się demonicznie - od razu widać, że to cholernie zły murzyn i dżihadysta jest.

W innym miejscu kolejni członkowie Boko Haram nie są w tak komfortowej sytuacji: osaczeni przez przeważające siły wroga padają pod ciosami maczet, kijów i pięści! W tym szaleństwie wyróżnia się Chickasaw, który z zadziwiającą wprawą posługuje się dwoma maczetami na raz! Niedaleko widzimy uzbrojonego w karabin strażnika, który mierzy w Indianina… nie zdążył jednak wystrzelić: za jego plecami wyrasta Żubr, który zakłada niedoszłemu strzelcowi Sleepera zakończonego silnym, łamiącym kark szarpnięciem! Dostrzegamy też Michała i Andrzeja, którzy okopują kolejnego wroga!

Kolejna scena ukazuje grupkę biegnących pomiędzy barakami dżihadystów: nagle wypadają na nich Artur Grot i Won Wei, wymierzając serie precyzyjnych, łamiących kości kopnięć! Starcie przebiega błyskawicznie, a kości trzaskają jak zapałki! Zawodnicy EWF szybko i brutalnie rozprawiają się z niedawnymi ciemiężycielami, po czym przejmują ich broń i zaczynają się ostrzeliwać!

Tłum rozwścieczonych więźniów przewraca drugi z dżipów i wyżyna załogę! Jest wśród nich Francesco Guly, który wskakuje na bok powalonego pojazdu i triumfalnie wymachuje pistoletem! Chwilę później pada skoszony serią z zamontowanego na jednej z wieżyczek karabinu! Jej załoga najprawdopodobniej nie chce, by pojazd trafił w ręce wroga, bo koncentruje na nim ostrzał: chwilę później następuje eksplozja!

Niedaleko trwa zaciekła walka wręcz – więźniowie i strażnicy tną się maczetami, dźgają nożami, tłuką pałkami, depczą, gryzą, rozrywają, ranią, okaleczają, dekapitują, obrzucają obelgami, rozłupują czaszki, łamią kości, duszą, wyłupują oczy, podpalają, strzelają z broni krótkiej i długiej, wypruwają flaki i wyrządzają nawzajem krzywdę na dziesiątki innych sposobów! W całym tym zamieszaniu na chwilę miga nam Alberto Garcia – niestety jest przebity na wylot maczetą, co raczej eliminuje go z dalszej części tej historii.

Robert Forlani ciągle wisi w swojej klatce, co nie przeszkadza mu w zagrzewaniu do boju swoich towarzyszy: jego krzyk tonie co prawda w ogólnym zgiełku, ale fakt pozostaje faktem.

Obsady wszystkich czterech wieżyczek prowadzą już ogień ciągły, nie przejmując się zbytnio losem swoich towarzyszy broni, którzy padają na równi z niedawnymi więźniami! Sytuacja tych drugich szybko przybiera dramatyczny obrót…

… i właśnie wtedy do akcji wkracza Rzeźnik, koncentrujący ogień na jednej z wież! Szybko otrzymuje wsparcie ze strony Żubra: pozwala to na zmuszenie załogi wieży do ukrycia się, a to z kolei umożliwia Andrzejowi na precyzyjny rzut granatem! Jeden ze strażników próbuje go odrzucić, pada jednak skoszony przez Zamaskowanego! Następuje eksplozja, która wyłącza wieżę z gry!

- W samą porę! – Krzyczy Żubr do nadbiegającego Butchera. – Musimy się przebić do głównego baraku, tam jest podziemny hangar! Może znajdziemy tam jakiś helikopter, albo przynajmniej rakietę!

W odpowiedzi Franko przeładowuje broń i mówi:

- Rakiety są dla ciot.

Później rozgląda się dookoła, i dodaje:

- Musimy załatwić te wieżyczki, bo mają nas na widelcu. Chicko, weź paru chłopaków i rozpierdol tych, którzy siedzą pomiędzy budynkami. Dołącz do Wei’a i Grota, spróbujcie wyeliminować tego ocalałego dżipa.

- Muszę znaleźć Mię! – To odpowiedź Chickasa.

- Przy okazji znajdź Mię. Reszta za mną: musimy pozbawić ich przewagi, dopóki mamy na to szansę.


Prowadzeni przez Rzeźnika więźniowie rozpoczynają ostrzał kolejnej wieży, dzięki czemu Michał i Andrzej mogą obrzucić ją zdobycznymi granatami! Kilku bezimiennych statystów walczących po stronie naszego bohatera ginie, ale ich starania wieńczy zwycięska eksplozja!

- Zostały jeszcze dwie.

W tym czasie uzbrojony w maczety Chickasaw wdziera się do jednego baraków! Zastaje tam półnagą, przywiązaną do łóżka Mię. Uwalnia ją bez zbędnych komentarzy:

- Oh, Jimmy! Wiedziałam, że po mnie przyjdziesz!

- It’s not over yet, Mia! Jest jeszcze mnóstwo skurwieli do zabicia!

- Jestem tuż za tobą, Jimmy! Teraz i na zawsze!

Połączona na nowo para opuszcza barak.


Won Wei i Artur Grot ostrzeliwują ocalałego dżipa! „Demoniczny murzyn” odpowiada ogniem! Pocisk dużego kalibru urywa Arturowi rękę! Ten klnie po staropolsku, po czym upada na ziemię, by umrzeć z szoku i upływu krwi! Wei dokonuje pomsty pakując serię pocisków w operatora działka! Następnie biegnie w kierunku pojazdu, rozwalając jeszcze kierowcę!
Strzał snajpera usadowionego na jednej z wciąż aktywnych wież jest śmiertelnie precyzyjny: Azjata pada na ziemię z przestrzeloną czaszką.


- Kurwa mać! Zabrakło granatów! – Michał wygląda jak człowiek na skraju załamania psychicznego.

- Strzelać! – Wrzeszczy Franko. – Zasypać tych bękartów ołowiem!

Chwilę później do ekipy dołącza Chickasaw z laską dynamitu w dłoni! Robi zamach, rzuca… w momencie, gdy materiał wybuchowy zawirował tuż nad dachem wieży, pada strzał Butchera: eksplozja pochłania kolejną konstrukcję wraz z ukrywającymi się w niej strażnikami!

Z więźniów została tylko garstka niedobitków: oprócz zawodników EWF zostało dosłownie paru „statystów”! Muszą się ukrywać pomiędzy barakami, bo snajper z jedynej ocalałej wieży nie próżnuje! Nie jest nieomylny – Michał dostał od niego „tylko” w ramię – ale jego obecność robi różnicę!

Po chwili sytuacja przyjmuje jeszcze gorszy obrót.

Z jednego z płonących baraków wychodzi zakuta w techno pancerz, uzbrojona w działko obrotowe postać: to MaxiMasterMistrz! Tuż za nim podąża grupa uzbrojonych po zęby strażników!

- O kurwa! To Triple M! Oni mu zrobili pranie mózgu!

Sytuacja robi się krytyczna: ocalała wieża pluje ogniem, nowoprzybyli prują całymi seriami, uaktywniają się też ocaleli członkowie Boko Haram którzy wybiegają ze swoich kryjówek, a RoboMaxi powoli wymierza lufę działka w kierunku swoich dawnych kolegów… śmierć czai się wszędzie, z każdej strony!


- Oh, fuck – mówi z odcieniem jakiegoś przerażającego smutku Chickasaw patrząc na wielką, prześwitującą przez niego na wylot dziurę, która objęła jakieś 70% korpusu.

- Jimmmyyyy!!! Noooooo!!!! – Wrzask Mii przebija się przez odgłosy bitwy.

Uzbrojony w jakiegoś ciężko kalibrowego shotguna zabójca ginie z ręki Żubra. Mia opada na kolana obok zakrwawionego ciała. Również Patriota podbiega do leżącego na ziemi Indianina. Widać, że brak mu słów, ale nic to: Chickas ma jeszcze coś do powiedzenia:

- Dobrze… się walczyło… ja…

- Nic nie mów, stary.

- Stay calm, Jimmy, stay calm!

- Zajmij… się… Mią…

Chickasaw odchyla głowę do tyłu. Umiera. Żubr zwiesza głowę:

- Tak zrobię, przyjacielu. Spoczywaj w pokoju.

Słychać przeraźliwy wizg i okolicą wstrząsa eksplozja. Jeden z odłamków urywa Mii głowę. Żubr patrzy na to w tępym szoku.

- Kurwa. – Mówi tylko.


Tymczasem Franko eliminuje kolejnych wrogów i staje twarzą w twarz z MaxiMasterMistrzem. Bez lęku spogląda w lufę trzymanego przez niego działka.

- Nie bądź cipą, Maxi.

Palec cyborga wyraźnie zadrżał na spuście.

- Nie rozpierdolisz mnie tutaj, bo to zwyczajnie nie mój czas. Poza tym, jesteś zawodnikiem EWF, a to zobowiązuje. To nie mnie masz dzisiaj zabić.

Palec Maxiego drży jak szalony, podczas gdy wokół zarówno niego, jak i Rzeźnika świszczą kule! W końcu jednak wydaje z siebie rozpaczliwy wrzask, odwraca się i długą serią dosłownie szatkuje ostatnią wieżę strażniczą! W tym czasie Franko osłania swojego nowego sojusznika: wali serię za serią, a kolejni dżihadyści umierają z jego ręki!

Terkot broni maszynowej jest ogłuszający!

Końcówka walki z Boko Haram jest zrealizowana niezwykle dynamicznie, a trup ścieli się naprawdę gęsto! Franko, Maxi, Żubr, Michał, Andrzej i topniejąca garstka ich sojuszników walczą z trudną do opisania intensywnością!

Maxi ma taką siłę ognia, że potrafi zmieść z powierzchni ziemi praktycznie każdy z ocalałych budynków!

Wspierany przez swoich kumpli Żubr doskonale wie, jak użyć trzymanego w dłoniach kałacha!

Pozostali więźniowie walczą z dziką determinacją przypartych do muru drapieżników.

Jeżeli chodzi o Franko, to wali on z obu luf aż do wyczerpania się amunicji: później odrzuca rozgrzane do czerwoności karabiny i przechodzi do morderczej walki wręcz! Czaszka jednego z przeciwników eksplodowała po zetknięciu z pięścią Butchera, który wyrywa denatowi maczetę i odrąbuje głowę kolejnego dżihadysty, następnego zuboża o nieco flaków szybkim cięciem w brzuch, jednocześnie używając lewej ręki do zmiażdżenia grdyki jego towarzysza: Superkickiem łamie kark następnemu, ze śmiertelnym skutkiem rzuca maczetą w jeszcze następnego, po czym łamie kolejnego Backbreakerem! Zwieńczeniem tego szaleństwa jest pochwycenie przez Rzeźnika grubego murzyna znanego nam z początku filmu, na którym to wrzeszczącym wniebogłosy z przerażenia spaślaku zostaje wykonany Death Valley Driver prosto na wystający z ziemi, ostro zakończony odłamek jakiejś belki!

- Dziewice już na ciebie czekają, skurwysynu.

Ponury komentarz rozbrzmiewa w nagle zapadłej ciszy.

Walka się zakończyła.


Pięć minut później.


- Ten też nie przeżył – mówi Michał przyglądając się zakrwawionemu ciału w klatce – to chyba był ten koleś z Włoch, czy skądś tam?

Nie doczekujemy się odpowiedzi na to pytanie, ale możemy za to przyjrzeć się zdemolowanemu obozowi z lotu ptaka: część budynków płonie, tak samo jak jeden z dżipów; z wież strażniczych zostały tylko dymiące kikuty, a ciała i ich fragmenty walają się dosłownie wszędzie – zaprawdę, mnóstwo plasteliny zużyto na potrzeby tej produkcji. Z więźniów pozostali tylko: Franko, Żubr, Andrzej, Michał i Maxi, do tego dochodzi trzech bezimiennych towarzyszy niedoli. Jest też kilku jeńców, którzy ocaleli z rzezi: klęczą teraz pod lufami swoich niedawnych ofiar i pewnie zastanawiają się, co tutaj tak właściwie się wydarzyło.

- Nie uwierzysz: tam naprawdę jest helikopter!

Żubr wygląda na cholernie zadowolonego z siebie. Wskazuje na jednego z ocalałych ex-więźniów:

- W dodatku Joseph mówi, że potrafi go pilotować!

- W takim razie, zabieramy się stąd – pod maską Butchera pojawia się jakiś cień uśmiechu - przed nami długa droga do domu.

- Ciekawe, co na nas czeka w Ojczyźnie… no, ale najpierw musimy tam bezpiecznie dotrzeć. Co z naszymi jeńcami?

- Do piachu.

Rzeźnik wytrenowanym ruchem repetuje kałasznikowa. Podchodzi do pierwszego z klęczących członków Boko Haram:

- Kiedy wrócimy, czeka nas kilka rachunków do wyrównania. Musimy poważnie porozmawiać z paroma sukinsynami, porozmawiać na tematy traktujące o życiu i śmierci. Pogawędzimy z Nasem Jazzowskim, przez którego tutaj trafiliśmy…

Franko przykłada lufę karabinu do głowy dżihadysty i bez chwili wahania pociąga za spust. Efekt jest łatwy do przewidzenia: czaszka wybucha krwawo i ciało skazańca upada na ziemię.

- Czeka nas również gorąca dyskusja z Felipe Castro, który umożliwił Nasowi to zesłanie.

Zamaskowany strzela w głowę kolejnego więźnia. Trup na miejscu.

- Z tymi dwoma gnidami chcę się rozliczyć w pierwszej kolejności. Później usiądę, żeby spokojnie rozważyć wszystkie za i przeciw. Przemyślę, co można było zrobić i czego nie zrobiono. Wydam wyrok na tych, którzy mogli nam pomóc, ale nie pomogli. A później go wykonam.

Franko przełącza swój karabin na tryb automatyczny i pakuje w pozostałych więźniów zawartość magazynka. Plastelina bryzga na wszystkie strony, kiedy zabija ich szybko, efektownie i skutecznie.

- Oko za oko, skurwysyny.


Film kończy się obrazem śmigłowca odlatującego w stronę krwawo zachodzącego słońca.


THE END


Później reszta napisów:

https://www.youtube.com/watch?v=pW5OGg07wXI
 
     
Anapolon 
Midcarder



Wrestler: Kevin Steen | Damien Sandow
E-fed: Bane
Dołączył: 23 Sty 2011
Posty: 822
Podziękował: 13
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-06-09, 20:47   

franko jak Tommy Lee Jones w Ściganym :P Fajny erp ;)

Tylko... czy ja czegoś nie wiem, czemu nie ma speechu? :o
_________________
Dont Take it personally.. Im just that much smarter than you...

 
     
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-06-09, 21:00   

Anapolon napisał/a:
franko jak Tommy Lee Jones w Ściganym :P Fajny erp ;)

Tylko... czy ja czegoś nie wiem, czemu nie ma speechu? :o


Tym razem postawiłem na akcję i ukazanie Franko jako małomównego skurwiela (którym przecież najczęściej jest). Uznałem też, że w tym akurat przypadku priorytetem Rzeźnika jest jednak wyrównanie rachunków - stąd między innymi taka a nie inna piosenka na koniec, będąca w zamierzeniu zapowiedzią tego, co nastąpi :P . Poza tym erp miał wyglądać trochę inaczej, ale zabrakło paru dni czasu (to i tak cud, że zdążyłem w terminie, a nienawidzę się spóźniać). Początkowo miał być jeszcze dłuższy, ale wiecie co? Cieszę się, że wyszedł taki, jaki wyszedł i jestem z niego całkiem zadowolony ;)
 
     
Prinse 
Jobber



Wrestler: Brock Lesnar,Kurt Angle,Y2J
E-fed: Żubr
Wiek: 20
Dołączył: 13 Lip 2012
Posty: 168
Podziękował: 4
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 2015-06-09, 21:47   

Genialny RP :grin: Czytało się prawie jak tekst Toma Clancy'ego i wcale nie przesadzam. W efektowny sposób rozwiązałeś problem wydostania się naszych postaci z niewoli. Zwłaszcza spodobało mi się jak przedstawiłeś Żubra. Kawał dobrej roboty :D
_________________

 
     
SR 
Jobber



E-fed: SR-Crazy
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 118
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wyspa
Wysłany: 2015-06-15, 23:25   

Grishan napisał/a:
Anapolon napisał/a:
franko jak Tommy Lee Jones w Ściganym :P Fajny erp ;)

Tylko... czy ja czegoś nie wiem, czemu nie ma speechu? :o


Tym razem postawiłem na akcję i ukazanie Franko jako małomównego skurwiela (którym przecież najczęściej jest).


W sumie głuchoniemy wrestler mógłby zrobić w e-fedach zawrotną karierę.

Czasami warto nie robić speechu (odmieniać jak chcecie), by zachować spójność i piękno opowiadanej historii. Tak jak w tym RPie.
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group