Czy Renee Young powróci do Total Divas? Najle... (zobacz)
PIONIERZY WRESTLINGU #1 - STANISLAUS ZBYSZKO... (zobacz)
Gwiazdor RoH nie przejdzie do WWE, Duża walka... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Pod wpływem
Autor Wiadomość
Betrayal 
Lower Midcarder



Wrestler: Orton|Taker|Owens|AJ Lee
Dołączył: 04 Kwi 2015
Posty: 306
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-11-13, 22:18   Pod wpływem

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Bydgoszcz,Bazylika św. Wincentego à Paulo, późny wieczór.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

W ławie położonej możliwie najbliżej ołtarza siedzi John Christman, w prezbiterium koło wspomnianego ołtarza stoi jego oddany sługa-Carl.

John:(...) I wtedy wpadli oni, ten opasły PepsiBosman oraz ten drugi, wyglądający jakby naoglądał się Ojca Chrzestnego w wersji reżyserskiej. Zaatakowali nas i wygrali pojedynek przypinając Korna i naszego przeciwnika, to nie był jednak koniec. Zabookowano mi pojedynek w dalszej rundzie, niestety te blade uosobienie słowa "vacant" sobie poszło i zostałem sam. Za partnera miałem tego Esespe, nawet nie pamiętam jak wyglądał! Niestety te wstrętne połączenie Pepsi z naoliwionym makaronem wygrało, przegrałem dwa pojedynki przez dwóch mizernych partnerów. Dlatego powiedz mi teraz Latający Potworze Spaghetti, dlaczego mnie to spotkało? Czym zgrzeszyłem?<Wzdycha>To nieistotne, to był tylko turniej drużynowy, czas zabłysnąć jako zawodnik solowy. Dziękuję że mnie wysłuchałeś, masz tu piątaka.

Christman istotnie wyjął pięć złotych i położył je na ławie, najwyraźniej nie rzucał słów na wiatr, bowiem po chwili owe pieniądze zostały zabrane przez zakapturzonego księdza, który wyłonił się zza zakrystii i równie momentalnie jak się pojawił, tak też zniknął.

John: Carl idziemy przemyśleć pewne sprawy, ruszaj te swoje koślawe nogi i ruszamy.


<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Bydgoszcz, niezidentyfikowana bliżej uliczka, w tle Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka, północ.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

John: Musisz się ze mną zgodzić Carl że obie porażki w turnieju to tak naprawdę nie moja wina, miałem za partnera człowieka-widmo o którym nikt nic wie oraz bliżej niezidentyfikowanego jobbera. Gdybyś ty był moim partnerem.....wygralibyśmy, jesteś idealną przynętą dla rywali!<Śmieje się>

Wtem Christman potknął się o jakiś niewielki kamień. Jak na prawdziwego wrestlera przystało upadając, Christman zrobił minę jakby właśnie dostał z pocisku przeciwpancernego, a gdy już jego ciało stało się jednością z podłożem, John w przedziwny sposób przeturlał się po ziemi.

Carl:O Matko John nic ci nie jest? Cholera strasznie to wyglądało! Ale....spójrz! Ten kamień<Pokazuje go Johnowi równocześnie oświecając go telefonem> ma przyczepioną jakąś kartkę!

John natychmiast zdarł ją z kamienia, nie mając obaw w kwestii tego że może ją zniszczyć. Dokładnie obejrzał znalezisko, okazało się że na kartce jest karta EWF Wrestlepalooza CXXIX. Christman wstał po czym wyrzucił kartkę za siebie.

John: Carl, czy wiesz co to znaczy? Znaczy to tyle że jedziemy do RPA! Góry Stołowej niestety nie ujrzę ale będziemy tam, a ja będę walczył! I tu niestety koniec dobrych wieści, jestem w matchu z tym niby-człowiekiem którego wolę nazwać zdrajcą czyli Kornem, oraz niejakim Jean-Pierre Azincourtem, pewnie Francuz. Choć w sumie będę mógł zemścić się na Kornie, po za tym Carl jeśli wygram będę w głównej karcie, w walce z niejakim SeBą. Feldmarszałek Armii Prus Wschodnich, brzmi poważnie, ma chłop pecha, nie lubię dziwnych czapek, takich jak ta którą nosi.

Carl: Nie chce cię martwić John ale jeśli naprawdę chcesz teraz się zrehabilitować i tym razem dwukrotnie wygrać, to musimy zrobić coś, byś wiedział jak pokonać twoich przeciwników.

John: Co proponujesz?

Carl: Nie wiemy zbyt wiele o SeBie a o Kornie i tym Francuzie absolutnie nic, może trzeba by ich wyśledzić, dowiedzieć się jak najwięcej o nich?

John: I po tym właśnie widać ze wydała cię ulica Carl, jak najbardziej się z tobą zgadzam, sam nie widzę lepszych opcji. Idź po jakieś zaopatrzenie, spotkamy się rano na starym mieście, wiesz gdzie mnie szukać.


<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Bydgoszcz,stare miasto, Most Sulimy-Kamińskego, późny poranek.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Na krawędzi mostu siedzą John i Carl, obaj piją coca-colę.

John: Proponuję zacząć od Korna, musimy dowiedzieć się kim jest i jak wygląda na codzień, jeśli kogoś można gdzieś znaleźć to na pewno w Bydgoszczy, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości, w końcu nic o nim nie wiemy.

W tym samym momencie Carl skończył pić Coca-Colę i wyjął z swojej torby puszkę Pepsi. John widząc to natychmiast rzucił się na niego i obaj panowie spadli z mostu wprost do wody, puszka Pepsi zaginęła w otchłaniach Brdy.

Carl: Co ty do cholery robisz?

John: Miałeś nie przypominać mi o tym Bosmanie! Przez ciebie teraz znowu mam te obrazy przed oczami! Gdybym ja rządził EWF zakazałbym czegokolwiek związanego z Pepsi, cóż za ohyda, niczym dziegieć! Dobra, płyniemy do brzegu!

Panowie zgrabnie stylem na delfina dopłynęli do brzegu po czym rozpoczęli swoje poszukiwania. Równie szybko dwójka bohaterów wspięła się po gzymsach i rynnach na dach jednego z budynków mieszkalnych i usadowiła się z lornetkami na jego skraju bacznie obserwując tłumy ludzi przechadzające się starówką.

John: To jak my właściwie mamy rozpoznać tego Korna?

Carl:To proste, wrestlerzy to zazwyczaj umięśnionie osoby, takich będziemy szukać.

Wtem John niczym porażony piorunem dostrzegł jakiegoś 50-letniego pana który szedł chodnikiem bez koszulki pokazując światu swój wyrzeźbiony brzuch i odbijającą promienie słońca masę mięśniową.

John: Ej ty! Tam na Dole malowany dziadku! Przyznawaj się, jesteś Kevin Korn?

Facet ku zdziwieniu Johna niczego nie usłyszał i jak gdyby nigdy nic szedł dalej w swoją stronę. Na nieszczęście na Christmana uwagę zwróciła pokaźna grupka przechodniów najwyraźniej myśląc że skoro ten stoi na skraju dachu to chce popełnić samobójstwo, ktoś nawet zadzwonił po służby porządkowe. Jeden z nich się odezwał, młody, wysportowany facet po 20-stce.

Facet: Koleś! Wyluzuj, nie musisz skakać!

John: To ty! To ty jesteś Korn! To nie mógł być nikt inny jak tylko ty! I wcale nie muszę skakać, ale jeśli sam tu nie przyjdziesz to właśnie to zrobię i rozbiję twoją neandertalską czaszkę, zanim zdążysz stąd uciec!

Facet: O co ci chodzi? Chcę tylko ci pomóc!<Facet tymczasem odwrócił się na stronę i szepnął do pobliskiej kobiety by dzwoniła do pobliskiego szpitala psychiatrycznego>Złaź stamtąd i pozwól sobie pomóc! Nie jestem żadnym Kornem, mam na imię Janusz jeśli jest to dla ciebie ważne!

John: Kłamiesz! Janusz to jak Jean! A więc jesteś tym drugim! Choć tu bym mógł skopać ci tyłek!

Carl: John do cholery uspokój się nawet nie wiesz jakie ściągasz na nas kłopoty!

John: Jak mam być spokojny jak tam stoi ten Francuz i nie mogę go zatłuc?<Odwraca się> Przyjdziesz tu czy nie?!? Zaraz pokażę ci prawdziwie Francuski języczek! Twój języczek którym będę tarł beton gdy będę ci go wyrywać!

Wtem wśród tłumu pojawili się policjanci oraz pracownicy szpitala psychiatrycznego. Mediator policyjny wyjął megafon.

Policjant: Proszę pana, proszę zachować spokój, już idę do pana, tylko proszę nie robić nic głupiego!

John: Ale ja chcę tylko Korna i Jeana do cholery! Carl, wybacz ale to jest konieczne.

Nagle John pchnął Carla ku przepaści i ten spadł z budynku, na jego szczęście spadł na grupę sanitariuszy z psychiatryka niosących nosze i kaftan dla Johna w wyniku czego Carl nie doznał prawie żadnych obrażeń. Sanitariusze zaś zostali rozgromieni i oszołomieni.

Policjant: Ty psychopato! Jeszcze jeden ruch i otworzymy ogień! Ekipa już do ciebie idzie, poddaj się a wszystko będzie dobrze!

Grupa policjantów ustawiła się w zwarty szereg tuż koło budynku i była gotowa na wypadek gdyby John chciał zrzucić kogoś jeszcze.

John: A niech was! Nie mogę odpuścić Kornowi!

W tym momencie John skoczył z budynku i elbow dropem wylądował na grupie funkcjonariuszy powalając wszystkich na ziemię. Natychmiast podbiegli do niego inni policjanci i błyskawicznie zakuli go w kajdany pod groźbą rozstrzelania, po chwili John miał też na sobie kaftan i był w drodze do pobliskiego psychiatryka.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Bydgoszcz, szpital psychiatryczny, godzina nieznana.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

John budzi się pośrodku jakiejś sali, po kątach porozstawiane są rozkładane łóżka, na trzech z nich siedzą jakieś postacie. Jedna z nich ubrana jest niczym XVIII-wieczny Francuski arystokrata, druga wygląda jak generał wojsk Pruskich a trzecia z kolei ma całą powierzchnie ciała zamalowaną na biało z znakiem zapytania na klatce piersiowej, twarz przykryta jakąś śmietankową chustą.

John:Niech to, czy....czy to psychiatryk? Te miejsce gdzie tacy jak ja tracą wszystkie swoje umiejętności ringowe?

Arystokrata:Psychiatryk? A co to takiego? Panie Christman, jest pan teraz z nami i to się liczy. Nie trafił pan tu przypadkiem, żeby znaleźć się w tym miejscu trzeba tego bardzo chcieć, ty pragnąłeś tego ponad wszystko, nawet życie.

John: Czy ja umarłem? Ja? Człowiek który pięć lat temu w Kapadocji grał ze śmiercią w państwa-miasta? Jak to możliwe?

Pruski Generał: Ależ nie, żyjesz pełnią życia, niestety podążasz złą drogą, szukasz czegoś co ci się nie przyda, czegoś czego tak naprawdę nie ma.

Biały człowiek: 01010010000001111010101001011010100101001000010001.

Pruski Generał: Aj, wybacz, on mówi tylko w systemie zero-jedynkowym. Miał na myśli to że my uosabiamy twoje trzy największe pragnienia, chcesz znaleźć trzech ludzi, oto i my, choć nie jesteśmy prawdziwi. Możemy jednak sprawić byś osiągnął to czego pragniesz.

John: A więc chcę wygrać, po prostu.

Arystokrata: I już wygrałeś bo nas znalazłeś. Na nic twe poszukiwania twych rywali, ty szukałeś klucza do zwycięstwa, oto i on.

Arystokrata wstał i leniwym ruchem wręczył Christmanowi pozłacany, zdobiony, średniej wielkości klucz.

Pruski Generał: Teraz masz klucz, mając klucz masz wiarę w to że pokonasz nieznane i wygrasz, nie obawiaj się rywali, jesteś lepszy. To by było na tyle, mam nadzieję że moja prawdziwa wersja nie ma takich dziwnych znajomych, wracaj do siebie.

W tym momencie do Christmana podpełzał....ślimak. Zaczął żmudnie wspinać się po jego bucie, gdy już to zrobił nagle Christman stracił przytomność i obudził się pod wodą. Carl szybko go z niej wyciągnął i zaciągnął Johna na brzeg, ten wciąż próbował zrozumieć co się stało.

Carl: Matko John, znowu zapomniałeś że nie umiesz pływać! I to wszystko przez jedną puszkę Pepsi!

John: Pepsi? Czyli to...nieważne, Carl musimy zrezygnować z poszukiwań, coś mi mówi że to nie ma sensu, po prostu poćwiczmy moje akcje, to jest przecież równie ważne.

Carl: Ale dlaczego? John? Czekaj?

John tymczasem udał się ponownie w stronę Bazyliki, czy ta przygoda mu w czymś pomoże? Kto by to wiedział, ale Christman wiedział że ma ambicje wygrać, i zabrać komuś lizaka.

THE END.
_________________
Strike First
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group